Emilia Sambor: Balet to nie tylko drążek, puenty i ból

Jako jedyna Polka w historii ukończyła szkołę tańca przy Operze Paryskiej. Występowała na wszystkich najważniejszych scenach świata, ostatnio w „Jeziorze Łabędzim” w Ballet Theater w Dortmundzie. Tworzy choreografie. Uczy baletu osoby w kryzysie niepełnosprawności, występuje dla dzieci na oddziałach paliatywnych. Choć ma wiele zajęć, Emilia Sambor ciągle szuka nowych sposobów na taniec.

Publikacja: 18.02.2024 13:33

Emilia Sambor: Cieszę się, że jednocześnie tańczę i uczę, bo mogę w ten sposób sprawdzać na sobie te

Emilia Sambor: Cieszę się, że jednocześnie tańczę i uczę, bo mogę w ten sposób sprawdzać na sobie techniki, które potem przekażę innym.

Foto: Archiwum Prywatne

Zaczęłaś tańczyć mając cztery lata. Kiedy miałaś dziewięć, wyjechałaś do szkoły baletowej w Łodzi. W wieku 12 lat byłaś już w Paryżu, w prestiżowej szkole tańca przy Opera Garnier. Co się zmieniło w twoim życiu od czasu, kiedy byłaś "małym szczurkiem" opery paryskiej, jak mówi się o jej uczniach, do teraz?

Emilia Sambor: Urosłam! (śmiech) Zmieniło się i nadal bardzo się zmienia moje podejście do tańca dzięki doświadczeniom, których nabrałam po ukończeniu szkoły. Tam jest jeden cel: przygotowanie do pracy w Operze Paryskiej. Tylko to ma się w głowie i nie widzi się żadnego innego sposobu na taniec. A teraz, dzięki temu, że spotykam się z ludźmi, którzy proponują mi kolejne zajęcia związane z tańcem czy też innymi dziedzinami sztuki, widzę, że taniec jest o wiele szerszy niż myślałam — oprócz techniki może dawać wiele innych wrażeń. Ostatnio prowadziłam warsztaty z osobami w kryzysie bezdomności. Nie w sali, ani przy drążku, tylko w domu opieki dziennej, gdzie ludzie przychodzą coś zjeść, umyć się i uprać swoje rzeczy, a wieczorem muszą go opuścić. Przesuwamy krzesła i przekształcamy stołówkę w salę baletową. Taniec zamienia zwykłą przestrzeń w coś magicznego.

Jakie są ich reakcje?

Pierwsze atelier tańca ich zaskoczyło. Myśleli, że przyjdzie tancerka i będzie przed nimi występować, a ja wymyśliłam coś innego. Na początku trzeba było te osoby zachęcić do udziału, bo wiadomo, że mają swoje problemy. W tych miejscach jest darmowe śniadanie, ale w zamian za uczestniczenie w warsztatach dostaje się także obiad, co jest dodatkową zachętą. Kiedy zobaczyli, że kiedy oni nie tańczą, ja też przestaję, zaczęli się bardziej przykładać. Nastąpiła między nami ciekawa wymiana energii. Spotkałam tam też Polaków. Zresztą od tego się zaczął mój wolontariat w tym miejscu, że poproszono mnie o pomoc w tłumaczeniu francuskiego na polski. Później dostałam propozycję zrobienia spektaklu, ale wybrałam jednak warsztaty. Zależało mi, żeby brali w nich udział nie tylko potrzebujący, ale też osoby kierujące tą organizacją oraz wolontariusze, którzy przygotowują śniadania czy robią pranie. Wszyscy tańczyli, to było bardzo interesujące doświadczenie. Widziałam, że dzięki niemu ludzie podchodzili do siebie  większą łagodnością, bo czasami dochodzi do zachowań agresywnych między osobami, które tam trafiają.

Niedawno z koleżanką występowałyśmy przy łóżkach chorych dzieci na oddziale paliatywnym. Było w tym wiele improwizacji, bo sale są różnej wielkości i mają różne wyposażenie, w niektórych stoją na przykład namioty tlenowe. Leżała tam dziewczynka, która nie mogła ruszać głową, a jedyne co widziała to sufit. Przygotowałyśmy dla niej taniec dłoni. Oczywiście ciągle tańczę na scenie, ale odkrywam też ciekawe, inne sposoby na taniec, niekoniecznie przy drążku i na puentach.

Ból i poranione stopy to chyba codzienność baletnicy.

Trochę tak, ale staram się teraz ćwiczyć nie tylko na sali. Mam dodatkowo zajęcia z pilatesu czy jogi dla tancerzy. Przyznaję, że kiedy ciągle robię to samo, zaczynam się nudzić.

Skończyłaś też kurs, dzięki któremu jesteś certyfikowanym trenerem tańca.

Ten kurs trwał prawie rok, ale wcześniej musiałam zaliczać egzaminy, na przykład z anatomii, historii tańca, muzyki, czy pedagogiki.

Jesteś bardzo młodą osobą, a już masz ogromne doświadczenie zawodowe.

Czytaj więcej

Chinara Alizade: Dziś tancerka nie powinna zamykać się wyłącznie w klasycznym świecie

Czasami jestem pytana o wiek przez uczniów, których szkolę w różnych miejscach. We Francji wielu dorosłych wybiera taniec klasyczny, tak dla siebie po prostu. Nie obierają sobie za cel zrobienia pięciu piruetów, wspólnie ustalamy dążenia. Pytają ile mam lat, bo widzą, że jestem najmłodsza z nauczycieli. Ale widzą też, co mam im do zaoferowania, więc odpowiedź nie ma dla nich większego znaczenia.

Dla mnie to dowód na twoją pracowitość i odpowiedzialność, że od najmłodszych lat jesteś osobą dobrze zorganizowaną i zmobilizowaną.

Staram się, choć nie zawsze się to udaje. Wybieram to, co w danej chwili najważniejsze. Kończę teraz studia językowe angielski - niemiecki. W ubiegłym roku wiedziałam, że żeby je ukończyć w terminie, musiałbym pracować za dużo jak na moje realia. Wybrałam więc przedmioty, które byłam w stanie zaliczyć w tamtym roku, a kilka zostawiłam na kolejny. Mogłabym zdać wszystkie, ale kosztem czegoś innego. Ustalam priorytety według tego, co jest dla mnie najważniejsze.

A teraz co to jest?

Teraz zmieniają się one z tygodnia na tydzień. Niedawno wróciłam do Paryża z Niemiec, gdzie miałam kontrakt na "Jezioro Łabędzie" w Ballet Theater Dortmund. Ważny więc jest dla mnie język niemiecki, również dlatego, że niebawem muszę go zdać na studiach. Prowadzę też warsztaty i na nich muszę się skupić, przygotować lekcje. Ciągle ćwiczę taniec, ale już mniej, bo moje kolejne wyjście na scenę jest za kilka tygodni, więc mam czas.

Kończysz studia licencjackie i co dalej? Masz plany na magisterskie?

Muszę sprawdzić, jakie kierunki będą dostępne zdalnie. Od września znowu wyjeżdżam do Niemiec na kilka miesięcy, gdzie zaproponowano mi nowy kontrakt. Zawsze ważne jest, by zostawić po sobie dobre wrażenie, mieć dobrą reputację i dogadywać się ze wszystkimi. Chcę się uczyć i zrobić magistra. Może nawet tym razem będę studiować po polsku, na warszawskiej uczelni.

Ile trwa przygotowanie do "Jeziora Łabędziego" przed spektaklem?

W Opera Garnier każdy przychodzi o której chce, a w Dortmundzie mieliśmy wyznaczone godziny na makijaż. Mój termin wypadał trzy godziny przed spektaklem. Makijaż zajmuje 40 minut, ewentualnie z poprawkami trochę dłużej. Rozgrzewam się sama. Te trzy godziny wystarczą, żeby się dobrze przygotować. Ważne, żeby rozgrzać ciało, ale go nie zmęczyć, bo do 22:00 trzeba być w formie.

Występowałaś też na innych scenach świata, między innymi w Chinach, czy Japonii, ale za to rzadko w Polsce. Trzy lata temu w jednym z wywiadów mówiłaś, że wtedy granie w ojczyźnie było jednym z twoich marzeń.

Ziściło się dwa lata temu, w lecie, kiedy zatańczyłam na scenie w Warszawie i zrobiłam część choreografii do spektaklu o Koperniku w ramach projektu "Nowy duch tańca" światowej sławy tancerza baletu Wiesława Dudka. Wtedy przylecieli do nas Japończycy, a w kwietniu my lecimy z tym przedstawieniem do Japonii. Do Polski wybieram się ponownie wcześniej, w lutym, gdzie wystąpię do muzyki zespołu ABBA. 14 lutego w Filharmonii Częstochowskiej odbył się Koncert Walentynkowy, do którego zaproponowano mi przygotowanie choreografii. Było to dla mnie nowe wyzwanie, chciałam stworzyć ciekawe połączenie tańca klasycznego i popularnego.

Jako absolwentka szkoły przy Operze Garnier masz zagwarantowane w niej spektakle?

Czytaj więcej

Ewa Juszkiewicz - polska malarka na szczytach światowej sławy

W tym roku raczej nie. Jestem nadal w Paryżu, bo dużo się tutaj dzieje od strony artystycznej, chodzę na lekcje i treningi, pracuję z moimi nauczycielami w Operze, którzy czuwają nade mną nawet kiedy mam kontrakty w innych miejscach. Atmosfera tego miejsca niezbyt dobrze na mnie wpływała.

Chodzi o słynny prawie wojskowy rygor, który tam panuje?

To jedno. Ale jeśli z tymi samymi osobami siedzisz w szkolnej ławce, a potem tańczysz i pracujesz, pozostajesz ciągle tą samą osobą. Ciężko coś zmienić, kiedy wszystko dokoła jest takie samo, jedynie zmieniają się budynki, w których przebywasz. Po drugie w Operze Garniera zatrudnionych jest około 150 tancerzy, więc nie da się tam zbyt często występować. Osoby nią zarządzające starają się, żeby każdy wszedł na scenę, więc nie ma zbyt wielu okazji, żeby się na niej pojawić. Miałam wrażenie, że za mało korzystałam z tej sceny i wtedy akurat wypadł mi kontrakt w Niemczech, więc wszystko dobrze się złożyło. I pod kątem mojej nauki niemieckiego, i tego, że mogłam pojawić się w każdym spektaklu, na czym bardzo mi zależało. Ważne jest dla mnie poznawanie nowych ludzi i zobaczenie jak tańczy się gdzie indziej, nabranie przekonania, że tam też można się cieszyć tańcem, czasem nawet bardziej.

Jak zdobywa się kontrakty w twojej branży, musisz mieć agenta, chodzić na castingi?

Są agenci artystyczni, ale oni raczej nie wyszukują castingów do zespołów baletowych, każdy tancerz musi sobie sam z tym radzić. Przyznaję, że ja sama pomagam koleżankom wysyłać zgłoszenia w różne miejsca, na przykład tym, które nie mówią po niemiecku czy angielsku, albo za bardzo się stresują. Żeby przygotować takie zgłoszenie, trzeba umieć je napisać, nagrać wideo, opowiedzieć o sobie, a nie każdy to potrafi. Trzeba wiedzieć jak pokonać konkurencję, jak zwrócić na siebie uwagę. Wysyłam więc zgłoszenia w ich imieniu tam, gdzie mogłyby pasować. Należy pamiętać, że każdy zespół ma swoje cechy charakterystyczne, szuka innych tancerzy, innego rodzaju ruchu. Nie ma sensu wysyłać zgłoszeń wszędzie. Po wysłaniu swojej kandydatury można dostać zaproszenie na przesłuchanie, a po nim albo dostaje się angaż albo nie.

To bardziej stresująca czy ekscytująca część twojej pracy?

Rzadko się stresuję. Jeśli gdzieś bym się nie dostała, to znaczy, że to nie byłoby miejsce dla mnie. Możliwe, że gdybym się jednak dostała, okazałoby się, że nie pasuję i źle bym się tam czuła. Trudno, będzie inne miejsce. Lepsze.

Jest scena, na której chciałabyś jeszcze zatańczyć?

Chyba nie, na wszystkich, na których chciałam tańczyć, już to zrobiłam. W Operze Garniera zatańczyłam, w Metropolitan Opera zatańczyłam… Pozytywnie zaskoczyły mnie Niemcy, gdzie po skończonym spektaklu kurtyna podnosiła się trzy razy. Za każdym razem publiczność bije brawo, krzyczy, jest bardzo zaangażowana. W Paryżu ludzie są bardziej wybredni, mają u siebie najlepszych tancerzy na świecie, wiele teatrów, więc ich emocje są wyhamowane. A Niemcy są bardzo otwarci, wyrażają swoje emocje, co bardzo mi się podobało. W Operze Paryskiej tancerze mają określony układ ukłonów: ukłon, krok do przodu, ukłon, dwa kroki do tyłu, to część spektaklu, nie możesz wyjść ze swojej roli. W innych zespołach na koniec przedstawienia możemy też podziękować solistom. W Dortmundzie występowało z nami wiele gwiazd baletu, które jeżdżą po świecie. Świetne było to, że mogliśmy im bić brawo stojąc z nimi na scenie. Jesteśmy ludźmi i też chcemy podziękować za świetny występ.

Lepiej czujesz się będąc solistką czy częścią zespołu?

Towarzyszą temu różne odczucia. Bardziej stresuję się kiedy jestem solistką, ale mam więcej wolności w interpretacji, mogę ciut bardziej bawić się ruchem. Kiedy jestem w zespole, bawimy się razem, ale żeby to robić, muszą obowiązywać pewne reguły. Trzeba być w linii, tańczyć równo, mieć ręce na tej samej wysokości i tak dalej. Fajnie jest znać i to, i to. Osoby, które całe życie tańczą w zespole już się tym nie bawią, pragną wolności w ruchu. Z kolei kiedy ktoś wykonuje tylko solowe partie, mija się z tym, co dzieje się za nim, a co też jest bardzo ciekawe.

Jak duże trzeba mieć zaufanie do swoich partnerów będąc tancerzem? Czy to, że ktoś cię w odpowiednim momencie złapie jest kwestią zaufania, czy techniki?

Nic takiego nawet nie może przejść przez głowę. Kiedy żartuję do swoich partnerów: "Tylko mnie nie upuść", są zdziwieni. W ogóle nie biorą tego pod uwagę, są profesjonalistami. Kiedy jesteś uczniem, musisz mieć nauczyciela, który sprawdzi, czy ktoś ma na tyle siły czy techniki, żeby cię złapał i zapobiegł ewentualnemu wypadkowi. Dobry partner, kiedy widzi, że coś idzie źle, najpierw sam upada, a dopiero na niego spada tancerka.

Na ile warunki fizyczne są ważne w balecie - i na etapie decyzji o pójściu na lekcje, i później?

Kiedy jesteś dzieckiem, możesz bez problemu zrobić 20 mostków dziennie i to wystarczy. Mając 25 lat widzę coraz mniej sensu w notorycznym robieniu mostków, a po drugie zdaję sobie sprawę, jak systematycznie ich wykonywanie, w dodatku źle, może mieć konsekwencje zdrowotne. Jestem bardziej świadoma mojego ciała, wiem kiedy muszę się rozgrzać, którą partię ciała bardziej, którą mniej. Kiedy ból jest dobry, a kiedy niedobry. Jako dziecko, miałam dobre warunki. Byłam rozciągnięta i prosiłam rodziców, żeby pomagali mi się rozciągnąć jeszcze bardziej. Teraz zauważyłam, że warunki częściowo zostają, ale nie są najważniejsze. Kiedy uczę dzieci, nie każę wszystkim ustawiać się tak samo. Muszę pomyśleć jak im wytłumaczyć, żeby do danej pozycji doszły przy użyciu odpowiednich mięśni oraz dobrych odczuć. Dzięki temu zauważyłam, że mój taniec się zmienił, bo więcej myślę o tym, co zrobić, żeby było mi łatwiej, a wtedy będę mogła to pokazać moim uczniom. Cieszę się, że jednocześnie tańczę i uczę, bo mogę w ten sposób sprawdzać na sobie techniki, które potem przekażę innym.

Widzisz w nich czasami siebie małą?

Każdy jest trochę inny i nie staram się w nich szukać siebie. Sądzę, żeby to miało konkretny czy pozytywny wpływ na ucznia. Biorę dużo zastępstw w szkołach, nie chciałam etatu w jednej, więc za każdym razem muszę się zaadaptować, poznać nowe osoby, ich warunki, to co umieją, a czego nie. Staram się znaleźć im cel, chociaż tej jednej lekcji. Dla każdego jest on trochę inny. Nie wyśrubowany, żeby ktoś dostał się do opery pod koniec tygodnia, tylko żeby mu pomóc w ulepszeniu choćby jednego małego elementu.

A jakie cele mają te osoby, które przychodzą do ciebie na lekcje bez planów zostania profesjonalnym tancerzem? Zakładam, że są wśród nich nie tylko kobiety.

Wśród moich uczniów są też mężczyźni, ale jest ich mniej. Te osoby przychodzą do mnie na zajęcia, zamiast iść na salsę, zumbę czy jogę. Biorą lekcje baletu, bo na sali nie myślą o swoich problemach, o codzienności. Mają chwilę, żeby zająć się swoim ciałem, pomasować się, rozciągnąć i ćwiczyć. To moment dla nich, o nich i zajmujemy się tylko nimi. Niczym innym. Druga rzecz to świetna zabawa. Moim celem jest, żeby się uśmiechali i żeby taniec sprawiał im frajdę. Staram się indywidualnie dopasowywać do każdej osobowości.

Czy prawdą jest, że na zajęcia baletowe mogą chodzić tylko osoby szczupłe?

Nie, na lekcje baletu mogą chodzić wszystkie osoby, niezależnie od postury czy innych cech. Na każdych zajęciach zależy mi, żeby ich uczestnicy czuli się, że są tancerzami. Nie mówię o nich "uczniowie", tylko tłumaczę: "tutaj jesteście moimi tancerzami". Kiedy ktoś wchodzi do sali, nie jest już pielęgniarką czy inżynierem, tylko tancerzem. Dbam o to, żeby od czasu do czasu poczuli się jak na scenie. Tańczymy wtedy do utworów z różnych teatralnych repertuarów i wcielamy się w role, mimo że to tylko lekcja.

Wywiad
Losy kobiety zesłanej na Syberię w książce "Ludzie z kości" Pauli Lichtarowicz
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Wywiad
Jak rozmawiać z dziećmi o raku? Psychoonkolog o sytuacji księżnej Kate
Wywiad
Kobiety, które zarabiają miliony na ubraniach z szarej dresówki
Wywiad
Omenaa Mensah: Pieniądze są narzędziem do realizacji celów, a nie celem
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Wywiad
Dr Scilla Elworthy o kobietach na wojnie: jestem pod wrażeniem ich odwagi