"Do polskiego systemu trafiło 3500 zakażonych z Ukrainy". Profesor Justyna Kowalska o aktualnej sytuacji na froncie wojny z epidemią HIV i AIDS

W Warszawie trwają obrady Europejskiego Towarzystwa Klinicznego ds. AIDS. Współprzewodniczą im dwie Polki. O tym, jak wyglądają obecnie statystyki, profilaktyka i leczenie zakażeń HIV w Polsce opowiada prof. dr hab. n. med. Justyna Kowalska.

Publikacja: 20.10.2023 15:29

Czerwona wstążka. Symbol solidarności z żyjącymi z HIV i AIDS

Czerwona wstążka. Symbol solidarności z żyjącymi z HIV i AIDS

Foto: Adobe Stock

Skąd u pani pojawił się pomysł, aby zająć się chorobami zakaźnymi i HIV? To nie jest popularna specjalizacja  można się zakazić  a i chyba nie najlepiej płatna…

Prof. dr hab. n. med. Justyna Kowalska: To prawda, że nie jest to popularna specjalizacja. Miałam jednak szczęście, że spotkałam na studiach wspaniałych nauczycieli, którzy mnie zainspirowali. Pokazali, jak ciekawa jest ta dyscyplina medycyny. Nauki o chorobach zakaźnych łączą w sobie wiele elementów: geografię, politykę, socjologię. Koncentrują się na człowieku i jego zachowaniu, świecie, rozwoju cywilizacji. Nie jesteśmy w stanie ich zrozumieć, nie patrząc na wiele elementów jednocześnie. Mam bardzo holistyczny odbiór świata. Medycyna nie jest dla mnie wycinkiem. Od samego początku pracy w szpitalu zakaźnym w Warszawie zaciekawiły mnie HIV i AIDS. W tamtych czasach był to obszar, w którym bardzo dużo było niezrozumienia co do pochodzenia choroby, odtrącenia społecznego. Na początku XXI wieku było nawet bardzo dziwne i ostrożne podejście do personelu, który tymi pacjentami się zajmował.

Skusiła mnie też dynamika rozwoju wiedzy i leczenia tej choroby. Wchodząc w życie zawodowe, byłam świadkiem przełomu, bo był to okres, w którym bardzo dynamicznie rozwijały się nowe metody leczenia HIV/AIDS.

Kiedyś mieliśmy leczenie bardzo toksyczne leki i zastanawialiśmy się, czy pacjent je zniesie ze względu na skutki uboczne. Na moich oczach pojawiały się nowe leki – prawie bez działań ubocznych i do tego bardzo skuteczne. Dzisiaj mówimy już o tym, że będziemy mogli podawać pacjentowi lek raz na dwa miesiące, a może i raz na pół roku. Kiedyś – jeszcze nie tak dawno – musiał zażywać kilka razy dziennie po kilka tabletek.

Co ważne: dziedzina HIV/AIDS stymulowała rozwój innych dziedzin. Gdyby nie rozwój leczenia HIV, nie mielibyśmy takich sukcesów w leczeniu HCV.

Nigdy nie bała się pani, że jednak może zakazić się jakąś chorobą ?

Oczywiście, że nie. Od początku wyjaśniano nam, że podstawą uniknięcia choroby jest wiedza, edukacja i zrozumienie mechanizmu przenoszenia choroby. To też bardzo mnie fascynuje, że zakaźnicy są w stanie doskonale operować w tym obszarze. Pokazał to świetnie COVID. W szpitalach zakaźnych nie było problemu przenoszenia choroby pomiędzy personelem. Na innych oddziałach zamykano całe piętra ze względu na rozprzestrzenianie się choroby. Dla nas wszystko jest odruchem. W jakiej kolejności co zrobić, w jakiej kolejności odwiedzać chorych. O myciu rąk już nie wspomnę. To dla nas element życia.

Skoro tak dobrze jest z leczeniem HIV, po co organizowany jest tak duży kongres? Wydaje się, patrząc z zewnątrz, że wszystko jest opanowane. Ktoś zachoruje  dostaje pigułkę, kontroluje się co jakiś czas  żyje długo i szczęśliwie. Czy w sferze nauki w kwestii HIV jest jeszcze coś do zrobienia?

Niestety tak nie jest. Problem z HIV wciąż jest ogromny. Ludzie ciągle się zakażają. Epidemia w Polsce rozwija się. Co roku liczba pacjentów z HIV wzrasta o 7 proc.

Dla mnie w tej chwili najważniejsza jest profilaktyka i prewencja. Chciałabym zajmować się ludźmi zdrowymi - po to, żeby nie byli chorzy. Tu troszkę jako zakaźnicy różnimy się od lekarzy innych specjalności. Chcemy, aby ludzie – między innymi dzięki szczepieniom – nie chorowali.

Faktycznie – jeśli ktoś przyjdzie do mnie z wcześnie rozpoznaną chorobą, to jestem mu w stanie pomóc skutecznie, ale pojawia się pytanie – czemu w ogóle zachorował i pojawił się w moim gabinecie. To się nie powinno wydarzyć.

Wszystkie cele, jakie były i są stawiane przez organizacje międzynarodowe w zakresie HIV, uciekają nam. Nie jesteśmy w stanie ich zrealizować. Pierwszy cel to to, żeby 95 proc. osób które ma HIV, wiedziało, że ma taką chorobę. Ta świadomość może zahamować transmisję w populacji.

Ja nie chciałabym mieć nowych pacjentów. W czasie kongresów i konferencji staramy się opracowywać nowe metody przeciwdziałania rozpowszechnianiu się zakażenia.

To nie tylko profilaktyka lekowa. Przyjmując leki, można ograniczyć ryzyko zachorowania, To również polityka redukcji szkód. W tej dziedzinie Polska była liderem w całym regionie. To programy substytucji metadonem, wymiany strzykawek. One jednak straciły dzisiaj na znaczeniu, bo narkomanii przestali być główną grupą osób zakażających się.

Czytaj więcej

Różowy październik 2023. Biznes wspomaga walkę z nowotworami piersi

Gdzie zatem popełniamy błąd, że powtarzamy wciąż proste zasady jak unikać możliwości zakażenia a mimo to nadal pojawiają się nowi chorzy. Może ludzie zmniejszyli czujność, myśląc  "jak zachoruję, to wezmę pigułkę"?

Jako lekarz spotykam się z osobą chorą. Znów wracam do tego, że profilaktyka powinna być jednym z głównych elementów pracy lekarza.

Podstawą wszystkiego powinno być uniknięcie tego żeby młoda osoba przez 60 kolejnych lat musiała brać leki. Nie wspominam już o warstwie ekonomicznej tej sytuacji.

Brakuje u nas myślenia wychodzącego poza kilka najbliższych lat. Chodzi o obniżenie nakładów z leczenia na profilaktykę. W dłuższym horyzoncie jest to opłacalne.

Jako lekarz nie edukuję społeczeństwa. Zaczynać edukację prozdrowotną powinno się w przedszkolu, potem w szkole, w mediach, w domu oczywiście.

Moim marzeniem jest, abyśmy nie tylko finansowali leczenie chorych, ale także przeznaczyli dużo więcej środków na objęcie opieką ludzi zdrowych, którzy jeszcze nie zachorowali.

Trwają podobno badania finansowane także ze środków Agencji Badań Medycznych szczepionki na HIV.

Badanie to zostało przerwane. Okazało się, że szczepionka nie jest skuteczna. Niestety opracowanie szczepionki profilaktycznej jest bardzo trudne. Wirus jest zmienny, nie ma jednego modelu przeciwciał neutralizujących. Wiele chorób wirusowych zwalczanych jest skutecznie przez organizm. Przechorowanie daje odporność. W tych chorobach możemy stosować szczepienia, ponieważ jest jasny wzór odpowiedzi immunologicznej, który zawiera przeciwciała neutralizujące. Bardzo łatwo ten model odtworzyć przez stosowanie szczepień.

Jest też wiele chorób, w którym takiego modelu stworzyć nie możemy. Jedną z nich niestety HIV.

W tym przypadku musimy myśleć o profilaktyce innej niż szczepienia.

Czym Pani teraz konkretnie się zajmuje, jeśli idzie o HIV? Czy w Polsce prowadzone są w tej chwili badania, które mogą posunąć nas do przodu, jeśli idzie o leczenie osób żyjących z zakażeniem?

To jest bardzo trudne zadania. Wymagają olbrzymich nakładów i stworzenia potężnej struktury badawczej. W tej chwili koncentruję się na całym regionie nie tylko na samej Polsce.

W tej chwili w naszym kraju mamy zarejestrowanych około 18 tysięcy pacjentów, więc możemy na szczęście mówić, że jesteśmy krajem o niskiej zachorowalności,

Zajmuję się głównie tym, co towarzyszy zakażeniu u tych pacjentów – czyli na przykład zaburzeniami metabolicznymi.

Stworzyliśmy z kolegami z Europy Centralnej i Wschodniej Network (ponad 100 osób z 26 krajów ) który zajmuje się tworzeniem badań wspólnych, łączeniem pacjentów w duże grupy aby łatwiej było pewne zjawisko rozpoznać i opisać. Interesują mnie także zjawiska ekonomiczno-socjalne, strategie polityki zdrowotnej w poszczególnych krajach i to jak te czynniki wpływają na rozprzestrzenianie się chorób,

Który kraj może być wzorem w zapobieganiu HIV/AIDS?

Powiem coś przewrotnego. Nie będą to kraje, które problem rozwiązały w miarę skutecznie. Wolę patrzeć na Ukrainę czy Mołdawie, które mają potężne epidemie – bo to jest prawdziwy poligon pokazujący na twardych liczbach skuteczność pewnych działań. Sytuacja tam jest jednak inna, ponieważ walka z HIV wspierana jest tam silnie przez wiele międzynarodowych funduszy. W Mołdawii na przykład antykoncepcja jest w 100 proc. finansowana przez państwo.

A co z testowaniem w Polsce ?

Jest tragicznie. Tylko co dziesiąty Polak wykonał kiedykolwiek test na HIV/AIDS. Według ostatnich badań sfinansowanych przez miasto Warszawę – tu jest lepiej – test przeprowadził co trzeci mieszkaniec stolicy.

Myślę, że byłoby pomocne, gdybyśmy mogli zbierać skutecznie dane epidemiologiczne. Najlepsze dane ma NFZ ale pamiętajmy, że są to dane z punktu widzenia płatnika świadczeń – nie pokazują one wielu innych ważnych z punktu widzenia walki z chorobami zakaźnymi wskaźników.

Jakąś część odpowiedzialności ponoszą sami obywatele. Polska jest w czołówce europejskich państw, jeśli idzie o śmiertelność spowodowaną rakiem szyjki macicy, a jest on w stu procentach wyleczalny, o ile jest wykryty we wczesnym etapie. W tym przypadku programom profilaktycznym i przesiewowym nic nie możne zarzucić. Po prostu Polki robią za mało badań.

Problem jest inny. Chodzi o integrowanie różnych świadczeń medycznych, tak, żeby korzystać z faktu, że pacjent przyszedł do lekarza.

Dobrym przykładem są badania przesiewowe dla 40-latków. W czasie takiego badania można zaoferować wiele innych badań w pakiecie. Oczywiście to kosztuje, ale lepiej chorobę wykryć wcześniej, niż ją przeoczyć.

W Polsce wciąż umierają chorzy na AIDS. Wiadomo, ilu i dlaczego tak się dzieje ?

Zgadza się. Wciąż pacjenci umierają. Myślę też, że niestety te liczby będą rosły ponieważ wzrasta liczba późnych wykryć choroby. Niestety, nikt skutecznie nie zbiera danych o zgonach na AIDS.

Lekarze przestają uprawiać medycynę a stają się urzędnikami.

W chorobach zakaźnych wszystko łączy się w jedną całość. Mamy zgony bo pacjenci zgłaszają się za późno - mimo świetnego leczenia nie jesteśmy w stanie im pomóc. Układ immunologiczny jest tak zniszczony, że samo zahamowanie replikacji wirusa nic nie da.

Co piąta osoba z późnym rozpoznaniem umiera w ciągu pół roku. Praktycznie możemy mówić o tym, że umiera w chwili rozpoznania.

Liczba zgonów obiektywnie nie jest duża bo i liczba chorych ogólnie nie jest w stosunku do populacji duża.

Na pewno nie jest to najpilniejszy problem zdrowotny w Polsce – co nie oznacza, że powinniśmy o nim zapomnieć. Pamiętajmy jest. To choroba zakaźna.

W jaki sposób zakażają się dzisiaj kobiety?

Głównie przez kontakty seksualne. Źródłem tych zakażeń są często mężczyźni utrzymujący kontakty seksualne z mężczyznami (MSM - przyp. red.). To pojęcie szersze niż osoby homoseksualne. Nie każdy mężczyzna utożsamia się z tą orientacją seksualną, a jednak incydentalnie miewa kontakt z mężczyzną – będąc w również w związkach z kobietami.

A co z chorymi, którzy przyjechali z Ukrainy?

Na Ukrainie mamy jedną z większych epidemii w regionie. Do systemu polskiego dopisaliśmy prawie 4 tysiące osób, głównie tych, które były już leczone na Ukrainie. Większość z tych osób jest dobrze leczona dobrze i nie stanowi zagrożenia, ponieważ osoba korzystająca z terapii antyretrowirusowej nie zakaża. Początkowo otrzymaliśmy leki generyczne stosowane na Ukrainie. Ponieważ jednak Unia ma restrykcyjne przepisy i nie możemy przyjmować darowizn farmaceutyków niezarejestrowanych do stosowania w Unii, musimy ponosić koszty ich leczenia.

Czytaj więcej

Żadne „przekwitanie”, tylko „drabina kobiecego rozwoju”. Mało znane fakty na temat menopauzy

Skoro na Ukrainie jest tak źle, to czy te 3500 osób nie jest wierzchołkiem góry lodowej ?

Z pewnością osób zakażonych i niezdiagnozowanych z Ukrainy jest sporo, ale naprawdę trudno tu stwierdzić dokładnie, o jakiej liczbie możemy mówić. Ewidentnie widzimy, że kiedy umożliwiono rejestrację osób z Ukrainy w systemie PESEL, zgłasza się sporo ludzi, którzy wcześniej nie korzystali z opieki zdrowotnej. Są to niestety bardzo często późne rozpoznania, o których już wspominałam.

Według danych z innych krajów ilu Polaków jest niezdiagnozowanych ?

Kiedyś uważaliśmy, że może to być drugie tyle, ale dzisiaj już wiemy, że mówimy o około 2 tysiącach osób. Największym problemem są zakażenia pojawiające się na bieżąco. Choroba rozwija się prawie natychmiast, a świadomość tego, że jest się chorym, może pojawić się za rok, dwa, trzy lata. W zależności od stylu zachowania seksualnego danej osoby to właśnie tu jest problem z rozwijaniem się epidemii. Niestety wiemy też, że wstrzemięźliwość i prezerwatywy nie działają, bo ludzie lekceważą zagrożenie. Podobnie jest z papierosami. Wszyscy wiemy, że zabijają, a mimo to liczba palących w Polsce rośnie.

Jaskie są pierwsze objawy, które powinny nam dać do myślenia?

Przez długi okres po zakażeniu może nie być żadnych objawów. Najważniejsza jest więc świadomość dróg przenoszenia. Tak naprawdę powinniśmy zwracać uwagę na każdy nietypowy objaw. Cześć mężczyzn po ryzykownym zachowaniu diagnozuje się miesiącami z powodu na przykład biegunki.

Często mamy do czynienia z mechanizmem wyparcia choroby w grupie osób, które z powodu sposobu życia powinna być świadoma zagrożeń.

Czy dzisiaj Polacy inaczej podchodzą do tej choroby?

Niestety nie. Wciąż mamy do czynienia z ogromną stygmatyzacją w pracy, rodzinie także w ochronie zdrowia. Często mówi się o efekcie samostygmatyzacji. Pacjent nie doświadcza negatywnych reakcji społecznych, ale stygmatyzuje się sam - obawiając się ich.

Można powiedzieć, że mamy więc od wielu lat swoiste perpetuum mobile?  Mimo wielu kampanii edukacyjnych ludzie ciągle się nie testują, są stygmatyzowani, zgłaszają się za późno do lekarza...

Nie zgodzę się z tym stwierdzeniem. Proszę wymienić jedną dużą kampanię edukacyjną prowadzoną w ostatnich latach. Mamy bardzo silny ruch oparty na działaniach organizacji pozarządowych (NGO – przyp. red.).

Za tym nie idzie przejęcie tego w modelu systemowym. Ich rolą powinno być znalezienie problemu, opisanie i wymyślenie rozwiązań a następnie powinno to być przejęte przez państwo. NGO-sy mogą państwo wspierać ale nie mogą i nie powinny go zastępować.

Jeżeli oczekujemy, że edukacją i profilaktyką będą się zajmowały organizacje społeczne, które od państwa nie otrzymują praktycznie żadnego finansowania centralnego, to nie ma co liczyć, że będzie to skuteczne.

Dwa lata temu pojawił się plakat rządowy – uwaga – „Nie zarazisz się HIV od zwierząt”. Nikt nie potrafi powiedzieć, o co autorowi chodziło i jak miało pomagać w edukacji HIV?

Mamy agendę rządową , która zajmuje się tą tematyką - Krajowe Centrum d/s HIVAIDS...

Do tej pory tylko 5 proc. budżetu wydawało na edukację a 95 proc. przeznaczało na zakup leków, których faktycznie nam praktycznie nie brakuje, Część środków przeznacza się na prowadzenie punktów diagnostycznych.

Nigdy nie widziałam akcji skierowanej do głównych grup docelowych. Jest to temat trudny społecznie.

Jak zostaje się współprzewodnicząca takiego Kongresu Europejskiego Towarzystwa Klinicznego ds. AIDS. ?

To wymaga zgłoszenia się do konkursu i wygrania. Cztery lata temu złożyliśmy z profesorem Andrzejem Horbanem stosowne dokumenty i dwa lata temu przyznano nam prawo do organizacji wydarzenia.

Mamy trzech współprzewodniczących: prezydent E. Martinez, ja i Magdalena Ankiersztejn-Bartczak, która jest przedstawicielem organizacji społecznych – zależało nam, żeby pokazać ich rolę w całym problemie i podyskutować, jaka może być nasza współpraca.

Chcemy pokazać, że Polska nie stygmatyzuje mniejszości, mimo że czasami mają miejsce dziwne sytuacje.

Warto podkreślić, że Polskie rozwiązania dotyczące leczenia i opieki nad pacjentami są modelowymi dla większości państw regionu. To do nas przyjeżdżają specjaliści z wielu krajów aby się uczyć. W Warszawie powstał pierwszy ośrodek zajmujący się HIV/AIDS w Polsce, w Szpitalu Zakaźnym w Warszawie mamy największą poradnię w kraju zajmującą się tymi osobami. Mamy w tej chwili 5,5 tysiąca pacjentów.

Jakie jest pani największe marzenie jako lekarza zajmującego się HIV i AIDS?

Żebyśmy zajmowali się głównie ludźmi zdrowymi i edukowali ich, jak choroby uniknąć. Tymczasem w ostatnich latach nie przeprowadzono żadnej sensownej i dużej kampanii edukacyjnej. Młodzi ludzie nie mają edukacji seksualnej – także o chorobach przenoszonych drogą płciową. Powinno do nich dotrzeć, że ryzykownym zachowaniem seksualnym jest kontakt z każdą osobą, która nie zrobiła sobie wcześniej testu na HIV.

Prof. dr hab. nauk medycznych i nauk o zdrowiu Justyna Kowalska

Prof. dr hab. nauk medycznych i nauk o zdrowiu Justyna Kowalska

Archiwum prywatne

Prof. dr hab. nauk medycznych i nauk o zdrowiu Justyna Kowalska

Specjalista chorób zakaźnych. Zatrudniona na stanowisku profesora na Wydziale Lekarskim w Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Pracownik Kliniki Chorób Zakaźnych dla Dorosłych w Wojewódzkim Szpitalu Zakaźnym w Warszawie.

Skąd u pani pojawił się pomysł, aby zająć się chorobami zakaźnymi i HIV? To nie jest popularna specjalizacja  można się zakazić  a i chyba nie najlepiej płatna…

Prof. dr hab. n. med. Justyna Kowalska: To prawda, że nie jest to popularna specjalizacja. Miałam jednak szczęście, że spotkałam na studiach wspaniałych nauczycieli, którzy mnie zainspirowali. Pokazali, jak ciekawa jest ta dyscyplina medycyny. Nauki o chorobach zakaźnych łączą w sobie wiele elementów: geografię, politykę, socjologię. Koncentrują się na człowieku i jego zachowaniu, świecie, rozwoju cywilizacji. Nie jesteśmy w stanie ich zrozumieć, nie patrząc na wiele elementów jednocześnie. Mam bardzo holistyczny odbiór świata. Medycyna nie jest dla mnie wycinkiem. Od samego początku pracy w szpitalu zakaźnym w Warszawie zaciekawiły mnie HIV i AIDS. W tamtych czasach był to obszar, w którym bardzo dużo było niezrozumienia co do pochodzenia choroby, odtrącenia społecznego. Na początku XXI wieku było nawet bardzo dziwne i ostrożne podejście do personelu, który tymi pacjentami się zajmował.

Pozostało 93% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Zdrowie
Zamiast leczenia, nowe własne zęby: czy to możliwe?
Materiał Promocyjny
Wykup samochodu z leasingu – co warto wiedzieć?
Zdrowie
Kobiety szybciej niż mężczyźni zapadają na chorobę alkoholową
Zdrowie
"Efekt Kate”. Wyznanie księżnej na temat choroby dało niespodziewane owoce
Zdrowie
Światowy Dzień Świadomości Autyzmu - jak naprawdę wygląda życie w spektrum?
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Zdrowie
Świąteczne rozluźnienie rygoru żywieniowego nie zaszkodzi? Dietetyczka tłumaczy