Karina Kunkiewicz o swoim przebranżowieniu: W nieruchomościach zmarszczki są bez znaczenia

Kiedy czekanie na przysłowiowy telefon stało się nie do zniesienia, porzuciła marzenie o karierze aktorki na rzecz pracy w agencji nieruchomości. Ostatnio objęła w niej stanowisko doradcy do spraw kluczowych klientów. - Najlepsze jest to, że w życiu, inaczej niż w filmie, każdego dnia mogę pisać sama dla siebie całkiem nowy scenariusz. I samą siebie obsadzić w głównej roli - mówi Karina Kunkiewicz.

Publikacja: 14.02.2024 08:55

Karina Kunkiewicz: Z aktorstwem jest jak ze sportem – trzeba być najlepszym, albo zająć się czymś in

Karina Kunkiewicz: Z aktorstwem jest jak ze sportem – trzeba być najlepszym, albo zająć się czymś innym.

Foto: Robert Fijołek

W czasie pandemii, kiedy produkcje filmowe i teatralne stanęły, wielu artystów zostało zmuszonych do poszukiwania nowego zajęcia. Pani na radykalną zmianę zdecydowała się jeszcze wcześniej. Dlaczego?

Powodów było kilka. Przez lata rzeczywiście działałam na wielu polach, byłam związana z radiem i telewizją, ale niestety z czasem pracy było coraz mniej. Przykra prawda jest taka, że marzyłam o rolach u Mai Kleczewskiej, o deskach teatralnych i planach filmowych, a co najwyżej grałam w telenoweli. Męczyło mnie, że w swoim zawodzie nie mam praktycznie na nic wpływu, że choćbym nie wiem, jak była piękna, zdolna i chętna do pracy, to nie znaczy, że ją dostanę. Kryteria wyboru postrzegałam jako niejasne, a mój los uzależniony był od czyjegoś kaprysu. Moja kariera utknęła w martwym punkcie, a bezczynne czekanie na przysłowiowy telefon stało się psychicznym obciążeniem. Zresztą, jako osoba mająca rodzinę, dzieci i kredyt nie mogłam sobie na to dłużej pozwolić. Postanowiłam wziąć sprawy w swojej ręce i sprawdzić się w branży, w której liczyły się będą moje umiejętności, a nie to, jak wyglądam i ile mam lat.

Jednak praca agenta nieruchomości chyba nie jest najbardziej stabilną, jaką można by sobie było wyobrazić?

No cóż, być może mam jakieś skłonności do ryzyka. Czułam, że nie odnajdę się w rutynowej sytuacji, w której codziennie idę do biura i siedzę przy biurku. Trochę szalony i nieuregulowany tryb życia prowadziłam od dziecka, kiedy jeszcze działałam w zespole Gawęda, wyjeżdżałam ciągle w trasy i na koncerty, więc całkowite „przełączenie się” na ten ośmiogodzinny rytm pracy byłoby dla mnie trudne. Na szczęście w moim nowym zawodzie też mogłam sobie pozwolić na pewnego rodzaju wolność, kreatywność, samodzielne decydowanie o jej czasie i trybie. Od początku wydawało mi to ekscytujące.

Domyślam się jednak, że ten początek wcale nie był taki łatwy?

Było mi bardzo trudno przestawić się ze świata artystycznego na branżę, w której liczy się konkret. Zwłaszcza, że moje wyobrażenia okazały się zupełnie inne niż rzeczywistość, która na początku mnie przerosła. Zaczynałam w dużej agencji nieruchomości, gdzie – mimo że na starcie nie powierzano mi bardzo poważnych zadań – wszystko było dla mnie nowe. Przez całe życie zawodowe nie czytałam żadnych umów, bo od tego była agencja aktorska. A teraz sama miałam je konstruować, dbając oczywiście, żeby ich zapisy były dla moich klientów jak najbardziej korzystne. Przeżywałam kryzysy — myślałam, że się nie nadaje, że nie dam sobie rady. Były łzy i załamania. Wiele rzeczy – w tym nawet mój dress code – musiałam zmienić. Przede wszystkim jednak zweryfikować swoje podejście, bo w branży aktorskiej i medialnej czasem zachowywaliśmy się jak dzieci; można było się pośmiać i pożartować, a teraz częściej musiałam zachowywać powagę. Ale zaczęłam się wdrażać w ten inny świat, bo bardzo mi zależało. Zaczęłam uczestniczyć w wartościowych szkoleniach, podpatrywałam bardziej doświadczonych kolegów, spotykałam się w praktyce z rożnymi zawiłościami i trudniejszymi przypadkami, aż wreszcie poczułam się pewnie i uwierzyłam w siebie. Klienci zaczęli mnie chwalić, a ja w końcu czerpać z pracy więcej przyjemności niż stresu.

Czytaj więcej

Karolina Prędota-Krystek: Kobiety muszą się bardziej rozpychać, pokazywać, że mają odpowiednie kompetencje

A co na to wszystko pani koleżanki i koledzy po fachu? Patrzyli sceptycznie, że porzuca pani aktorstwo dla biznesu, czy zazdrościli, że zdecydowała się pani na zmianę?

Wiele osób moją decyzję przyjęło ze zdziwieniem. Jednak miałam też mnóstwo sygnałów ze strony koleżanek, które same potrzebowały zmiany, ale nie wyobrażały sobie porzucenia aktorstwa. Niestety były i są dokładnie w takiej samej sytuacji, jak ja kiedyś - pewność pracy ma promil osób działających w branży, a reszta- żadnej gwarancji, że następna rola w ogóle przyjdzie. Ja chyba nie kochałam aktorstwa na tyle, żeby nie wyobrażać sobie innej pracy. Bardziej bałam się, że ludzie w nowej branży nie będą traktowali mnie poważnie – jak aktorkę, która nie ma pojęcia o nieruchomościach. Dzisiaj jednak, nawet jeśli ktoś mnie rozpozna, nie podważa moich kompetencji. Z aktorstwem moim zdaniem jest jak ze sportem – trzeba być najlepszym, albo zająć się czymś innym. Ja się na to odważyłam i teraz buduję swoją pozycję w innym zawodzie.

Domyślam się jednak, że lata w zawodzie i zdolności aktorskie – umiejętność wczuwania się w emocje innych, świadomość swojej mowy ciała czy mimiki – na pewno pani pomogły.

Rzeczywiście, moje wcześniejsze doświadczenia okazały się bardzo pomocne. Do budowania roli potrzebna jest przede wszystkim empatia, niezbędna również w trakcie negocjacji w nieruchomościach. Trzeba dopasować się do oczekiwań klientów – jedni są bardziej konkretni, potrzebują danych w tabelkach, inni szukają w nieruchomości atmosfery i historii. Oczywiście to nie są szablony, ale zdolność do wyczuwania typów ludzkich, czy budowania postaci bardzo mi się przydały. Zresztą na początku sama odgrywałam swoją rolę agentki – tak, jak wyobrażałam sobie, że powinna się ona zachowywać.

Podczas negocjacji, przygotowania ofert i prezentowania mieszkań czy domów jest czas na bliższe interakcje z klientami?

Oczywiście, że tak. Z niektórymi udało mi się nawet zaprzyjaźnić, ale o komfort każdego dbam tak samo. Nie wiem, czy jest to kwestia umiejętności, czy raczej cech osobowości. Przypomina mi się historia jednej z klientek, której teoretycznie na wynajmie domu bardzo zależało, ale w potencjalnych lokatorach – wszystko przeszkadzało. Okazało się, że przeżyła w nim całe życie, więc jej emocjonalny związek z tym miejscem był bardzo silny. Nie wyobrażała sobie, że nagle zamieszkają w nim obcy ludzie. Bardzo dużo rozmawiałyśmy i udało nam się razem przez to przejść. Mnie nic to nie kosztowało, a jej - bardzo pomogło.

Zetknęła się pani z jakimikolwiek problemami, z którymi borykała się pani jako aktorka, np. mechanizmami podległości lub konkurencją? Czy nowe środowisko jest równie hermetyczne?

Czytaj więcej

Nikt nie wybiera sobie prawnika dlatego, że zna go z ekranu telewizora

Na szczęście nie mam już styczności z tym, czego niestety doświadczałam jako aktorka. Podobnie, jak moje koleżanki niejednokrotnie otrzymywałam dwuznaczne – albo i jednoznaczne – propozycje. Jednak my byłyśmy z pokolenia, które się nie skarżyło, bo nie było nawet komu, takie sprawy po prostu znosiło się w milczeniu. Żadna z nas nie chciała zostać też uznana za „trudną” czy „konfliktową”. Przypominano nam, że ról dla kobiet jest mało, a kandydatek do nich mnóstwo, więc nie można stawiać swoich warunków. Tutaj jest inaczej, bo dla każdego agenta praca się znajdzie; nie ma więc aż takiej rywalizacji czy hierarchii. Na pewno dla dojrzałej kobiety jest to bardziej sprzyjające środowisko. Liczą się przede wszystkim kompetencje. Wcześniej często byłam oceniana przez pryzmat tego, jak wyglądam, a o ciałopozytywności i różnorodności nikt nie słyszał. Można się było nabawić kompleksów i stracić wiarę w siebie. W branży nieruchomości jestem od tego wolna, nie obowiązują mnie żadne rygorystyczne wymogi ani jeden szablon, narzucający jak powinna wyglądać agentka.

Zwłaszcza, że jej wiek i dojrzałość w takiej branży mogą działać na korzyść.

Zdecydowanie, bo doświadczenie życiowe gwarantuje też rozsądne podejście do wielu spraw, z którymi przychodzą do nas klienci. Oczywiście, wciąż zdarzają się mężczyźni, którzy próbują tłumaczyć mi świat, ale teraz nie muszę już ich słuchać.

To, co wyniosłam z tego doświadczenia, to duża wiara we własne możliwości. Skoro mogłam tak całkowicie zmienić swoje życie zawodowe, to kto wie, na co mnie stać. My, kobiety, często mamy w sobie tyle obaw, tyle niepewności, zmagamy się z „syndromem oszustki”. Wydaje nam się często, że musimy umieć o wiele więcej niż mężczyźni, żeby być postrzegane jako kompetentne. W pewnym momencie postanowiłam skoczyć „na główkę” do tego basenu, zwanego życiem. Zmiana jest jedyną pewną rzeczą, a lęk niepotrzebnie podcina nam skrzydła. Najlepsze jest to, że w życiu, inaczej niż w filmie, każdego dnia mogę pisać sama dla siebie całkiem nowy scenariusz. I samą siebie obsadzić w głównej roli.

Jej historia
Maria Montessori - najbardziej pokojowa z rewolucjonistek
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Jej historia
Królowa kropek Yayoi Kusama. Mieszka w szpitalu psychiatrycznym i tworzy dla Louis Vuitton
Jej historia
Norweska księżniczka zakochana w szamanie. Marta Ludwika konsekwentnie łamie konwenanse
Jej historia
Angelina Jolie pracuje z córką Vivienne. W Nowym Jorku przygotowują się do występu na Broadwayu
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Jej historia
Rebel Wilson schudła 36 kilogramów: mój management wolał mnie w wersji otyłej