Soroptymistki - sieć kobiet, która oplata cały świat. Kim są i co robią?

Życzyłabym wszystkim kobietom, żeby zobaczyły, że nie musimy odwracać się do siebie plecami, zazdrościć, ani działać przeciwko sobie – mówi Ewa Fabisiewicz, kulturoznawczyni i Prezydentka Pierwszego Krakowskiego Klubu Soroptimist International.

Publikacja: 12.10.2023 14:26

Soroptymizm to budowanie więzi, relacji i świadomości, że razem możemy sobie pomóc.

Soroptymizm to budowanie więzi, relacji i świadomości, że razem możemy sobie pomóc.

Foto: Adobe Stock

Czym jest soroptymizm?

Ewa Fabisiewicz: Łatwiej chyba byłoby powiedzieć, czym nie jest. Nie jest na pewno organizacją charytatywną. Soroptymizm powstał ponad sto lat temu, w czasach, kiedy kobiety się nigdzie nie zrzeszały i nie pracowały zawodowo. Bycie kobietą z zawodem było bardzo rzadkie. Organizacja powstała w Stanach Zjednoczonych, a pierwszy klub soroptymistyczny w Europie - w Paryżu. Założyła go lekarka, Suzanne Noël, zajmująca się operacjami plastycznymi żołnierzy, którzy zostali okaleczeni podczas I wojny światowej. Do dzisiaj soroptymistki fundują stypendium imienia Suzanne Noël. Organizacja skupia kobiety wszelkiego rodzaju zawodów, które coś w życiu osiągnęły. Zajmują się one pomocą innym kobietom, ale nie charytatywną. Fundujemy stypendia dla uzdolnionych dziewcząt i kobiet, które w różnych sytuacjach życiowych nie miałyby możliwości się przebić. Są utalentowane, mają ciekawe pomysły, ale nie mają na nie funduszy. To jest sieć kobiet na całym świecie, Soroptimist International jest organizacją międzynarodową. Jest też pierwszą organizacją tego typu, która ma agendę przy ONZ, jest przy Radzie Europy. Krótko mówiąc: to organizacja kobiet, które pomagają innym kobietom.

Emblemat soroptymistek przedstawia kobietę z uniesionymi w górę rękami: "Soroptymistka nigdy się nie poddaje, otoczona wieńcem z liści dębu po prawej, symbolizującym wytrwałość i liśćmi laurowymi po lewej symbolizującymi zwycięstwo". Nie uważa pani, że coraz trudnej jest być kobietą, która się nie poddaje?

Nie wiem. Wydaje mi się, że to nigdy nie było łatwe. Historia kobiet jest historią zmagania się w świecie, w którym ze względów kulturowych i historycznych kobiety w pewnym momencie zajmowały bardzo niską pozycje. Przebijanie się do świata, który jest powszechnie nazywany męskim - polityki, nauki - jest rzeczą niełatwą, ale wydaje mi się, że w naszych czasach jest odrobinę łatwiej. Kiedy soroptymizm powstał, pracująca kobieta była ewenementem. Dzisiaj będzie nim ta niepracująca, bo wiele pań robi kariery, ma zawód. Kobiety są samodzielne, niezależne finansowo. Wydaje mi się, że przed nami ciągle są nowe wyzwania, bo życie jest nieprzewidywalne, ale nie jestem pewna, czy nam w tej chwili jest tak strasznie źle. Abstrahując od lokalnych problemów, miejmy nadzieję przejściowych. Powiedziałabym "semper in altum" - zawsze wzwyż. Trzeba dążyć do tego lepszego.

Soroptymistki na pikniku Farmy Życia, organizowanym przez Fundację Wspólnota Nadziei

Soroptymistki na pikniku Farmy Życia, organizowanym przez Fundację Wspólnota Nadziei

Archiwum prywatne

Patrząc na życie naszych prababć i babć, z których większość wykonywała ciężkie prace fizyczne, można stwierdzić, że mamy lepiej...

Na pewno postęp jest, ale na tym nie wolno poprzestać, bo nic nie jest dane raz na zawsze, a poza tym ciągle jeszcze możemy pokazać ten szklany sufit, te dziedziny, w których kobiety są spychane na margines. Jedną z nich jest polityka. Można by mnożyć przykłady mądrych, utalentowanych kobiet, które nie dostaną się do parlamentu. Będą działały lokalnie, bo wyżej nie mają szans, chociaż mają poważny dorobek.

Zbliżają się wybory i znowu może pójść głosować więcej mężczyzn niż kobiet.

Jest taka obawa. My jako soroptymistki uczestniczymy w akcji "Kobiety na wybory". Akcja ma na celu zachęcenie wszystkich kobiet do wzięcia udziału w wyborach, bo one są mocno zniechęcone, a czasami jest tak, że nigdy do tej pory nie głosowały.

Czytaj więcej

Dlaczego kobiety nie chcą iść na wybory? Chodzi o łatwość mówienia "nie wiem"

Część z nas ma poczucie, że nie ma znaczenia, na kogo zagłosuje - i tak będzie źle, albo myśli, że ich głos nie ma znaczenia.

Wydaje mi się, że to  błędne poczucie. Spotykam kobiety, które mówią: "Co mi tam, jak mi się nie spodoba, to wyjadę". Zadaję sobie wtedy w duchu pytanie: "Ale dokąd?" - do kraju, w którym kobiety głosują i dlatego tam jest trochę lepiej. Bo kobiety w krajach, które są nam stawiane za przykład, są bardzo aktywne. We Francji czy Holandii nie zostawia się mężczyznom polityki i pola do działania. Kobiety nie chcą być bierne, bo zbyt dużo jest do stracenia. Nie mogę zgodzić się ze stwierdzeniem, że nie warto iść na wybory, bo się nic nie zmieni. Od nas zależy, kto będzie decydował i w naszym imieniu się wypowiadał.

Jak pomagają sobie soroptymistki?

Sama nazwa "soroptymizm" pochodzi od „soror” i „optimae”, czyli siostra najlepsza. Idea jest taka, by tworzyć między sobą więzi, więc spotykamy się i w kraju, i za granicą. Są zjazdy, walne zebrania, poznajemy się. Gdy jakaś soroptymistka przyjedzie z Francji do Krakowa - na pewno się spotkamy. Jeżeli my pojedziemy do Francji - też się spotkamy. Wspieramy się na wszystkie możliwe sposoby. Członkinie organizacji są niezależne finansowo. Bardzo często to są kobiety na bardzo wysokich stanowiskach i nie wiem, czy tutaj słowo "pomoc" jest właściwe, bo my budujemy relacje między sobą. Każda z nas może być w trudnej sytuacji życiowej, niezawinionej przez siebie, kiedy pomoc innych sióstr na pewno się przyda: czy to będzie choroba, czy inna życiowa tragedia. Soroptymizm to budowanie więzi, budowanie relacji i świadomości, że razem możemy sobie pomóc i więcej zdziałać.

Spotkałyśmy się na pikniku Farmy Życia. Mieszkają tu dorosłe osoby w spektrum autyzmu z niepełnosprawnościami sprzężonymi. Dlaczego wspieracie to miejsce?

Ta współpraca istnieje tak długo, że mnie jeszcze w krakowskim soroptymizmie nie było, kiedy się zaczęła. Wiem, że związane jest to z osobą Aliny Perzanowskiej, która potrafiła naświetlić problem osób, które są dyskryminowane. To ma miejsce, kiedy osoba tak poważnie chora nie może dostać pomocy. Najgorsze, co może być dla rodziców tych osób, to świadomość, że pewnego dnia ich dzieci zostaną same, bez żadnej opieki. To dla nas wspaniałe, że możemy pomóc choć odrobinę utrzymać Farmę Życia. To nie jest jedyna nasza aktywność. Wojna wymogła na nas i wymusiła innego rodzaju działania pomocowe z zaangażowaniem całego świata. Do klubu w Polsce wpływały datki pieniężne od soroptymistek ze wszystkich krajów: Japonii, Kanady, Francji, Anglii... Dzięki tym pieniądzom uruchamiałyśmy mnóstwo akcji, które w pierwszej kolejności pomagały dzieciom i kobietom, bo to były pierwsze ofiary wojny, które tutaj przyjeżdżały. Cały czas nasze kluby są zaangażowane, nie zatrzymałyśmy tej pomocy, pieniądze przychodzą nadal. Dzięki nim fundujemy kursy języka polskiego dla dzieci ukraińskich, które dzięki temu lepiej radzą sobie w szkole. Staramy się też im pomóc psychologicznie, współpracując z organizacjami, które się tym zajmują na co dzień. My dostarczamy im na to środki. Mogę mówić o klubie krakowskim, ale ta sieć pomocy jest bardzo duża, bo każdy klub w Polsce zajmuje się czymś innym. Fundujemy stypendia dla młodych naukowczyń. Ostatnio otrzymała je bardzo młoda osoba, o której mam nadzieję, jeszcze usłyszymy. Zajmuje się polimerami, idzie w stronę ekologii i przetwarzania plastiku. Informacje o konkursach na stypendia można znaleźć na naszej stronie internetowej. Czasami fundujemy kursy językowe. Miałyśmy na przykład lekarkę, zajmującą się chirurgią plastyczną, która dzięki naszemu wsparciu, mogła uczyć się u najlepszych specjalistów.

Powiedziała pani, że soroptymistkami zostają kobiety sukcesu.

Tak, ale to brzmi górnolotnie - my sukces rozumiemy w bardzo różny sposób. To nie jest tylko sukces finansowy albo zajęcie wysokiej pozycji społecznej. Sukcesy mogą być różne, możne je mieć w każdej dziedzinie życia i w każdym zawodzie.

Załóżmy, że chcę przystąpić do organizacji. Jakie kryteria muszę spełniać?

Do tej pory wyglądało to tak, że żeby wejść do klubu trzeba było mieć dwie osoby wprowadzające. Tak było w moim przypadku - dwie osoby znały mnie wcześniej i mogły mnie zarekomendować w grupie. Jako obecna prezydentka klubu, a mamy krótkie, dwuletnie kadencje, byłabym za tym, żeby wyjść bardziej do kobiet, bo krąg znajomych jest zamknięty. Ileż można polecać siebie nawzajem? A fantastycznych kobiet wokół jest mnóstwo. Dlatego nie wykluczamy takiej sytuacji, że ktoś zapyta, czy może do nas dołączyć i zostanie przyjęty. Jest okres próbny, który obu stronom pozwala się przekonać czy to jest to i czy tego chcemy, bo trzeba wiedzieć, że to nie jest organizacja, do której przynależność przynosi jakiś profit. Nie. To jest organizacja, która konsumuje mnóstwo czasu, własnych pieniędzy i chęci. Ale z tego jest satysfakcja.

Jak pani znajduje na to czas?

Nie wiem, jak to robię. (śmiech) Jestem zawodowo bardzo zajęta, jestem też pierwszy raz prezydentką, a to ogromne wyzwanie. Bardzo ciekawe doświadczenie, ale nie ukrywam, że jest to czasochłonne, bo wymaga ode mnie zaangażowania się na różnych polach. Oprócz tego pełnię w soroptymizmie inną funkcję - w unii klubów polskich jestem tak zwaną governorką, czyli przedstawicielką unii na zebraniach walnych i na forach. To wymaga ode mnie częstych wyjazdów na spotkania. Da się to połączyć z pracą i życiem prywatnym, ale trzeba się liczyć z tym, że jakaś część życia będzie poświęcona soroptymizmowi. W tym roku mam jakąś kumulację, bo jestem w zarządach trzech niezależnych od siebie stowarzyszeń. Działam i zawodowo, i w soroptymizmie, tak mi się zdarzyło, ale jak wspomniałam, to jest bardzo ciekawe doświadczenie i dużo się można dzięki temu nauczyć.

Czytaj więcej

Jesienne dolce vita - modny trend na przetrwanie przygnębiającej pory roku. Psycholog wyjaśnia, czy warto z niego czerpać

Powiedziała pani, że daje to też mnóstwo satysfakcji.

To na pewno, bo jak sobie człowiek uświadomi, w jakiego typu organizacji bierze udział, w jakich akcjach i jakiego rodzaju kobiety za mną stoją - to jest piękne. Podobnie jak świadomość, że kobietom udało się stworzyć organizację, która istnieje nieprzerwanie, rozwija się i cały czas ma coś do powiedzenia i do zrobienia.

Dlatego trochę mi wstyd, że tak późno o was usłyszałam.

Nie wiem, z czego to wynika. Nie reklamujemy się, bo to wymagałoby nakładów finansowych, niepotrzebnych zresztą. W przestrzeni publicznej jesteśmy obecne od czasu do czasu. Na przykład w listopadzie będzie akcja, która nazywa się Orange The World. Malujemy świat na pomarańczowo - jest to kolor i nadziei, i ostrzegawczy, a dotyczy on przemocy wobec kobiet i dzieci. Jeżeli zobaczy pani jakikolwiek budynek publiczny w Krakowie – jak na przykład Tauron Arena czy Kładka Bernatka – podświetlony na pomarańczowo, będzie to nasze działanie. Miasto z nami współpracuje, prosimy prezydenta Majchrowskiego o patronat nad tą akcją, rozdajemy ulotki, organizujemy spotkania z kobietami. Jest dużo organizacji, które interesują się tym tematem. Jeżeli miała pani okazję być w Urzędzie Miasta na spotkaniu "Małgorzaty dla Małopolski", to jedna z naszych sióstr – Małgorzata Bartkowska – była współorganizatorką tego przedsięwzięcia i ogromnie pomagała, tam też byłyśmy. Na co dzień jesteśmy ciche i skromne, ale działamy i robimy swoje.

Co, jeśli przyszedłby do was mężczyzna i chciał dołączyć do organizacji?

Nie ma żadnych przeciwskazań, żeby mężczyzna był członkiem soroptymizmu, aczkolwiek jeszcze się nie zdarzyło, żeby przyszedł i chciał być naszą siostrą. Ale nie ma takiego przepisu, który mówiłby, że mężczyzna nie może wstąpić do organizacji. W Stanach Zjednoczonych nie można stworzyć organizacji, do której nie wolno byłoby przyjąć mężczyzny czy kobiety. Byłby problem, gdyby się pojawił i odmówiono by mu, a jednak nie znam żadnego amerykańskiego soroptymisty.

Czego życzyłaby pani sobie, innym soroptymistkom i kobietom, które nie mają dobrej, wspierającej siostry?

Żebyśmy się umiały otwierać na siebie i żebyśmy się nie bały. Bo czasami budujemy bariery same sobie i same sobie stawiamy przeszkody, co jest niepotrzebne. Życzyłabym wszystkim kobietom, żeby zobaczyły, że świat jest dla nich przyjazny. Że nie musimy odwracać się do siebie plecami, nie musimy sobie zazdrościć, ani działać przeciwko sobie, bo zawsze będzie więcej rzeczy, które nas łączą, niż tych, które dzielą. I optymizmu, bo nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.

Czym jest soroptymizm?

Ewa Fabisiewicz: Łatwiej chyba byłoby powiedzieć, czym nie jest. Nie jest na pewno organizacją charytatywną. Soroptymizm powstał ponad sto lat temu, w czasach, kiedy kobiety się nigdzie nie zrzeszały i nie pracowały zawodowo. Bycie kobietą z zawodem było bardzo rzadkie. Organizacja powstała w Stanach Zjednoczonych, a pierwszy klub soroptymistyczny w Europie - w Paryżu. Założyła go lekarka, Suzanne Noël, zajmująca się operacjami plastycznymi żołnierzy, którzy zostali okaleczeni podczas I wojny światowej. Do dzisiaj soroptymistki fundują stypendium imienia Suzanne Noël. Organizacja skupia kobiety wszelkiego rodzaju zawodów, które coś w życiu osiągnęły. Zajmują się one pomocą innym kobietom, ale nie charytatywną. Fundujemy stypendia dla uzdolnionych dziewcząt i kobiet, które w różnych sytuacjach życiowych nie miałyby możliwości się przebić. Są utalentowane, mają ciekawe pomysły, ale nie mają na nie funduszy. To jest sieć kobiet na całym świecie, Soroptimist International jest organizacją międzynarodową. Jest też pierwszą organizacją tego typu, która ma agendę przy ONZ, jest przy Radzie Europy. Krótko mówiąc: to organizacja kobiet, które pomagają innym kobietom.

Pozostało 91% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Ludzie
Wygląd księżnej Kate sugeruje, że nie jest leczona tylko chemioterapią? "Istnieje obawa..."
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Ludzie
Adele robi przerwę w śpiewaniu. "Zbiornik jest na ten moment dość pusty"
Ludzie
Brooke Shields w nowej roli. Będzie broniła praw aktorek i aktorów w USA
Ludzie
Angelina Jolie z nowymi oskarżeniami ze strony Brada Pitta
Ludzie
Cameron Diaz wraca z filmowej emerytury. Komu udało się ją do tego namówić?