Omenaa Mensah: Pieniądze są narzędziem do realizacji celów, a nie celem

- Wspólnie z mężem jesteśmy zwolennikami amerykańskiego modelu filantropii, czyli działania tu i teraz, dzielenia się własnym majątkiem. Może się to podobać lub nie, ale dla nas najważniejszy jest efekt – mówi Omenaa Mensah, prezenterka, przedsiębiorczyni, filantropka i kolekcjonerka sztuki, która właśnie otworzyła pawilon na biennale na Malcie.

Publikacja: 22.03.2024 13:20

Omenaa Mensah: Ludzie, którzy osiągnęli sukces, w pewnym momencie życia zaczynają zdawać sobie spraw

Omenaa Mensah: Ludzie, którzy osiągnęli sukces, w pewnym momencie życia zaczynają zdawać sobie sprawę z tego, co jest tak naprawdę ważne

Foto: East News

Podobno bogaci są bogaci, bo nie wspierają biednych – działalność twoja i twojego męża jest zaprzeczeniem tej tezy.

Omenaa Mensah: Ludzie, którzy osiągnęli sukces, w pewnym momencie życia zaczynają zauważać i zdawać sobie sprawę z tego, co na koniec dnia jest tak naprawdę ważne. I nie są to ani droga torebka, ani buty czy nowe auto, tylko czas spędzony z bliskimi i przyjaciółmi, pasje, a więc radość z małych rzeczy, które czynią z nas ludzi. Kiedy dojdzie się do tego momentu, wszystko staje się prostsze i świat nabiera nowych barw. Mam wrażenie, że doskonale rozumie to pokolenie młodego biznesu, które już zupełnie inaczej postrzega misję pomagania i wie, że pieniądze są środkiem, narzędziem do realizacji celów, a nie celem samym w sobie.

Pomagania można się nauczyć czy trzeba je mieć we krwi?

Uważam, że to przede wszystkim na rodzicach spoczywa obowiązek wychowywania dzieci w duchu dzielenia się. Wspólnie z mężem przykładamy ogromną wagę, by wychować nasze dzieci w duchu empatii i zrozumienia dla drugiego człowieka. Wydaje mi się, że to się udaje począwszy od najmłodszego syna, a skończywszy na najstarszej córce, która studiuje medycynę i w przyszłości jako lekarka będzie pomagać ludziom. Niestety, w wielu domach wciąż zapomina się o tym, że aby świat był lepszy, proces zmian należy zacząć najpierw od siebie, by potem móc dawać przykład innym. Patrząc na kolegów i koleżanki, także ze środowiska biznesowego, wiem że nawet w dorosłym życiu można przesiąkać dobrymi nawykami i sprawiać, by było ich coraz więcej.

Pamiętasz, kiedy tutaj po raz pierwszy komuś pomogłaś?

To było wiele lat temu, gdy z moją malutką córką poszłam do centrum handlowego. Przed wejściem stała staruszka prosząca o pieniądze. Nie mogłam znieść, że musi stać na zimnie i o nie prosić. Na samo wspomnienie jest mi źle i kłuje mnie w brzuchu. Natomiast prawdziwa rewolucja w moim życiu zaczęła się, gdy już jako osoba publiczna zdecydowałam, że mój wizerunek chcę mądrze wykorzystać i pieniądze z reklam oraz prowadzenia eventów przeznaczać na cele pomocowe. Fundację Omenaa Foundation również nazwałam swoim imieniem nie po to, by promować siebie. W głębi serca czułam, że to fundacja określi moją misję na kolejne lata.

Twoje imię zawsze było twoją siłą, czy bywało przekleństwem?

Jest unikalne i zawsze było moją siłą.

Na tej swojej drodze spotkałaś miłość, ale i świetnego "partnera w zbrodni" pomagania.

Zdecydowałam się założyć fundację w maju 2014 roku, po moich podróżach do Ghany. Tam po raz pierwszy zobaczyłam dzieci ulicy, które zamiast chodzić do szkoły trafiały do ośrodka salezjanów. Wiedziałam, że bez wykształcenia nie będą miały szansy wyjść z zaklętego kręgu, dlatego rozpoczęłam współpracę z CPC i zapowiedziałam, że zbuduję im szkołę. Podczas zbierania środków na ten projekt spotkałam się z falą krytyki i hejtu, czasami wręcz nienawiści. To, zamiast mnie zniechęcić, jeszcze bardziej nakręciło do działania i utwierdziło w przekonaniu, że to trzeba zrobić. Podczas jednego ze spotkań, na których szukałam środków na budowę szkoły, poznałam mojego męża Rafała (Brzoskę, przedsiębiorcę, między innymi założyciela i prezesa firmy InPost – red.). Wcześniej długo zajmowało mi tłumaczenie biznesmenom o co właściwie chodzi z tymi dziećmi, z tą Afryką, dlaczego trzeba im pomóc i dlaczego nikt tego nie robi. Ledwo zaczęłam opowieść i usłyszałam: "Pewnie, to jest ważne, to trzeba zrobić". Wtedy po raz pierwszy poczułam, że to jest człowiek, który myśli podobnie i rozumie moją misję. Co więcej, poczułam od niego również spokój, choć to nie był dla niego łatwy biznesowo czas. Jego firma przechodziła załamanie. Rafał stracił prawie wszystko, był na skraju bankructwa. Mimo tych kłopotów od razu zgodził się pomóc i towarzyszył mi przez wszystkie trudne lata zbierania tych środków. Już na końcówce zbiórki, kiedy do założonego celu brakowało kilkuset tysięcy złotych, byłam zrezygnowana. Trwała pandemia, a szkoła wciąż nie była skończona. Poprosiłam: "Misiu, proszę pożycz mi te pieniądze, ja ci je kiedyś oddam". A on do mnie: "Jakie pożycz?!". I dzięki jego wsparciu we wrześniu 2021 roku udało się otworzyć Kids Haven School.

Aż przyszedł moment, gdy namówiłaś męża do założenia własnej fundacji.

Owszem, bo od początku wiedziałam, że się do tego świetnie nadaje. Rafał przez wiele lat obserwował, jak ogromną radość daje mi pomaganie. Oboje stworzyliśmy inicjatywę Wielkiej Aukcji Charytatywnej, w którą zaangażowaliśmy wielki biznes. Któregoś dnia przyszłam do niego i mówię: "Kochanie, jesteś świetnym przedsiębiorcą, masz rozpoznawalne nazwisko. Młodzi ludzie patrzą na ciebie, inspirują się tobą. Powinieneś mieć własną fundację. Komu byś chciał pomagać?". Odpowiedział: "Takim małym Rafałkom, jak ja". Mój mąż pochodzi z małej wsi na Dolnym Śląsku. Miał wspaniałych rodziców, ale ze względu na trudną sytuację materialną na wiele rzeczy nie mogli sobie pozwolić. Nigdy nic nie dostał na tacy. Mimo to nigdy się nie poddawał i zawsze w siebie wierzył, miał głód wiedzy, chciał się rozwijać. Wszystko co ma, osiągnął ciężką pracą, pokonując na swojej drodze wiele przeciwności. Czuł, że chce pomagać dzieciakom z biednych terenów wiejskich, które nie mają szansy na porządną edukację. Tak powstała Rafał Brzoska Foundation. Dziś pod jej skrzydłami mamy 50 stypendystów, studiujących na najbardziej prestiżowych światowych uczelniach: od szkoły muzycznej The Juilliard School w Nowym Jorku, przez Uniwersytet w Szanghaju, Oxfordzie, Yale, Karolinska Institutet, aż po NASA. Ich niesamowite osiągnięcia i wyniki w nauce napawają nas dumą, a mój mąż dodatkowo cieszy się, że media nazywają go już nie tylko przedsiębiorcą, ale również filantropem.

Jesteście zgraną parą, która inspiruje innych. Razem przygotowujecie trzecią edycję Wielkiej Aukcji Charytatywnej TOP CHARITY. W ubiegłym roku, oferując polską sztukę wybitnych artystów, zebraliście na niej 12 mln zł w półtorej godziny, a Rafał Brzoska podwoił tę kwotę. Ostatecznie aukcja przyniosła rekordowy wynik ponad 28,5 mln zł.

Zależało nam, żeby pokazać, że polscy przedsiębiorcy mają wielkie serca i poza biznesowymi tematami, którymi zajmują się na co dzień, chcą również pomagać. Działania naszych fundacji wspiera wielu wspaniałych przyjaciół i darczyńców, którzy od początku są gośćmi Wielkiej Aukcji Charytatywnej. Organizując to przedsięwzięcie postawiliśmy na jakość, bo tylko takie działanie ma sens. I ta jakość dotyczy nie tylko produkcji wydarzenia, nad którym sztab profesjonalistów pracuje przez 11 miesięcy, ale przede wszystkim dzieł sztuki. Stawiamy na topowych artystów. Każde z dzieł, które trafia na aukcję jest dyskutowane i starannie selekcjonowane przez naszą Radę Artystyczną, w skład której wchodzą znawcy rynku sztuki. Dzięki temu rzeźba Magdaleny Abakanowicz została wylicytowana za 380 tys. zł, a rzeźba Nikoli Vudraga osiągnęła rekordowe 3,2 mln zł. Ten chorwacki artysta bierze udział w biennale sztuki na Malcie i w Wenecji, co oznacza, że wyznaczamy też trendy na rynku sztuki. Naprawdę wkładam dużo serca i pracy, żeby prezentowana sztuka była na najwyższym poziomie. Fakt, że wraz z OmenaArt Foundation zostaliśmy zaproszeni na pierwsze biennale sztuki na Malcie jest dla mnie nagrodą i uznaniem za te starania. Jestem dumna, ponieważ będziemy mogli zaprezentować szerokiej rzeszy odbiorców unikalną kolekcję dzieł sztuki i otworzyć się na nowe formy dialogu artystycznego. Dla mnie to wydarzenie ma też wymiar osobisty, bo udało mi się spełnić jedno z moich artystycznych marzeń.

Jakie to marzenie?

Podczas maltabiennale.art 2024 prezentujemy pawilon tematyczny w Forcie St Elmo zatytułowany Inne geografie, inne historie, według koncepcji Hanny Wróblewskiej, prezentujący dzieła Lii Dostlievy, Barbary Falender, Izy Jagiełło, Idy Karkoszki i Aleksandry Karpowicz. Zaprosiliśmy do współpracy artystki, które są zaangażowane w problemy współczesnego świata. Nasz udział w biennale zbiega się z uruchomieniem ważnego dla mnie projektu artystyczno-biznesowego na Malcie, nad którym pracowaliśmy z moim zespołem od wielu miesięcy. Po raz pierwszy bowiem zaprosiliśmy naszych gości do LuginsLand of Art w Rabacie, nowej przestrzeni artystycznej, gdzie będą się odbywać wydarzenia kulturalne. Otwiera ją wystawa czasowa Space & Time, której kuratorem jest Boris Kudlička. Prezentujemy na niej dzieła kilkunastu artystów z Polski i Malty w oryginalnych wnętrzach willi, które równolegle są poddawane rewitalizacji.

Wspólnie z mężem powołaliście też Konsorcjum Filantropijne, które ma dysponować częścią środków z Wielkiej Aukcji Charytatywnej, dzieląc je między beneficjentów.

Zazwyczaj aukcje są organizowane na rzecz jednej fundacji. My zbieramy środki na nasze projekty edukacyjne dla dzieci z domów dziecka, dzieci ulicy w Ghanie, kobiet i dzieci z Ukrainy, a także dla dzieciaków w kryzysie psychologicznym. Zdecydowaliśmy, że aż 30 proc. kwoty wylicytowanej podczas ubiegłorocznej Wielkiej Aukcji, czyli niespełna sześć milionów złotych, trafi do Konsorcjum Filantropijnego. Te środki wsparły już 23 projekty grantowe i osiem projektów specjalnych. Z naszej pomocy skorzystało już 10 tys. beneficjentów. Łącząc siły z innymi fundacjami chcieliśmy pokazać, że w pomaganiu nie ma konkurencji. Przekazując środki mniejszym organizacjom, które są blisko danego problemu, mamy pewność, że te pieniądze będą dobrze wydane.

Pomaganie ma też swoje ciemne strony. Potrzebujących jest tak dużo, że trudno jest decydować komu pomagać w pierwszej kolejności, komu później, albo w jakiej skali. Trzeba radzić sobie z osobami, które uważają, że im się należy. Na sam koniec zostają też trudne historie, na które się natrafia podczas udzielania wsparcia. Masz sposoby, żeby sobie z tym radzić?

Jestem bardzo wrażliwa i empatyczna, ale z drugiej strony zadaniowa i konsekwentna. Muszę być twarda! Wystarczy mi iskra, jedno zdanie i wtedy po prostu czuję i wiem. Oceniam, w co mogę się zaangażować. W Omenaa Foundation skupiamy się głównie na programach edukacyjnych. Dlaczego? Wierzę, że jeśli szkoła wykształci choćby jednego lekarza czy innego specjalistę, to nasza pomoc zostanie pomnożona i trafi do kolejnych ludzi, którzy z niej skorzystają. Wspieramy projekty z różnych dziedzin. Ostatnio współfinansowaliśmy rekonstrukcję twarzy Aliny Tsoi – młodej Ukrainki, która w wyniku wybuchu miny przeciwpiechotnej straciła pół twarzy. Zabiegu podjął się profesor Adam Maciejewski wraz ze swoim zespołem z Kliniki Chirurgii Onkologicznej i Rekonstrukcyjnej w Centrum Onkologii w Gliwicach. Dziewczyna przeszła już 21 zabiegów, dodatkowo rekonstrukcję uzębienia i zabieg medycznego makijażu permanentnego, dzięki którym może normalnie funkcjonować. Nasi lekarze wykonali naprawdę niesamowitą pracę, za którą zostali docenieni. To właśnie tę rekonstrukcję Amerykańskie Towarzystwo Chirurgii Rekonstrukcyjnej uznało za Najlepszą operację 2023, przyznając profesorowi Maciejewskiemu medycznego Oscara – czwartego w jego karierze. Ta historia ma swój szczęśliwy finał z jeszcze jednego powodu. Alina zdecydowała, że chce być ratownikiem medycznym i pomagać innym. Mieszkając w Polsce robi kurs. Ale najważniejsze jest to, że znów się uśmiecha. Uśmiecha się!

A ty masz łzy w oczach, kiedy o tym mówisz.

Mam łzy w oczach, ponieważ widziałam Alinę po tych 21 operacjach. Słyszałam, jak profesor opowiadał, z których części ciała rekonstruował jej twarz i ile ta dziewczyna musiała wycierpieć. Jestem dumna, że wspieramy polską służbę zdrowia, finansując m.in. badania naukowe nad nowotworem, który dotyka tylko małe dzieci. W ramach pomocy Ukrainie inwestujemy w nowoczesne technologie, np. fascynujące urządzenie Rescue Glass, które pozwala każdemu zamienić się w ratownika. Człowiek na froncie, który nie zna się na ratownictwie, zakładając specjalne okulary łączy się z ratownikiem. A ten prowadzi go krok po kroku instruując, jak udzielić pierwszej pomocy i uratować komuś życie.

Odebraliście z mężem Krzyże Kawalerskie Orderu Odrodzenia Polski, dostajecie liczne nagrody za swoją działalność pomocową, ale mam wrażenie, że chyba to nie jest wasze największe wynagrodzenie za to, co robicie dla innych.

Kompletnie nie. Największą nagrodą jest poczucie sprawczości. Kiedy komuś wydaje się, że jest w sytuacji bez wyjścia, szukamy możliwości, znajdujemy dla niego rozwiązanie i działamy. Uśmiech na twarzy osoby, która straciła nadzieję, daje nam ogromną satysfakcję. To są chwile, kiedy czuję dreszcz emocji i wtedy wiem, że moje działania mają głęboki sens.

Policzyłam, że jesteś odpowiedzialna za co najmniej dziesięć różnych marek, masz swoje projekty medialne, nie zrezygnowałaś z telewizji i jeszcze prowadzisz działalność charytatywną na szeroką skalę. Jak sobie z tym wszystkim dajesz radę?

Mam doświadczenie, dokładnie wiem, w którym kierunku zmierzam i w jakie działania chcę się angażować. Obecnie ponad 70 proc. mojego czasu zajmuje praca w fundacji. Równocześnie prowadzę kilka dużych biznesowych projektów, które dodatkowo mnie pochłaniają. Wierzę jednak, że dzięki nim uda nam się pozyskać jeszcze więcej środków na działania charytatywne. Wspólnie z mężem jesteśmy zwolennikami amerykańskiego modelu filantropii, czyli działania tu i teraz, dzielenia się własnym majątkiem. Może się to podobać lub nie, ale dla nas najważniejszy jest efekt.

Masz ulubiony sposób na to, żeby odpocząć?

Kocham podróże, choć nie zawsze mam na nie czas. Bardzo intensywnie pracujemy, najczęściej nad wieloma projektami równocześnie. Tempo jest szalone, ale nie zwalniamy, bo potrzebujących jest bardzo dużo. Mój zespół wierzy w to co robi, dla nich również liczy się skuteczność. Bywają takie dni, że czuję się wyczerpana. Wtedy marzę tylko o tym, by spędzić popołudnie z moim synkiem. Proste rzeczy, choćby wspólne układanie klocków czy gotowanie najskuteczniej mnie regenerują. Dbam o to, byśmy spędzali ze sobą jak najwięcej czasu.

Jakiej rady udzieliłabyś kobietom, które chcą założyć własny biznes, a ciągle się boją?

Mam tylko jedną radę. Dziewczyny, myślcie o swojej przyszłości! Biznes dojrzewa powoli i do jego prowadzenia niezbędne jest doświadczenie, kontakty oraz zrozumienie mechanizmów rynku. Nawet jeśli chwilowo pracujecie w korporacji lub małej firmie, podglądajcie zawodowców. Uczcie się, wyciągajcie wnioski i podnoście swoje kwalifikacje. Oczywiście, konkurencja jest bardzo duża, ale nigdy nie traćcie wiary w siebie, w swoje pomysły i możliwości. Przeszłam dokładnie tę samą drogę. Pracując w TVN-nie rozwijałam się również biznesowo. Dopiero później założyłam Omenaa Foundation i czuję, że spełniłam swoje marzenie i w pełni się realizuję. Planujcie! Nie polecam rzucania pracy i zakładania od razu własnego biznesu. Niestety, często oznacza to pracę na trzech etatach. (śmiech)

Wywiad
Losy kobiety zesłanej na Syberię w książce "Ludzie z kości" Pauli Lichtarowicz
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Wywiad
Jak rozmawiać z dziećmi o raku? Psychoonkolog o sytuacji księżnej Kate
Wywiad
Kobiety, które zarabiają miliony na ubraniach z szarej dresówki
Wywiad
Dr Scilla Elworthy o kobietach na wojnie: jestem pod wrażeniem ich odwagi
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Wywiad
Dominika Kluźniak: Wspaniały byłby świat, gdyby dzieci wzrastały w miłości