Właścicielki marki Just Paul: Szyjemy tylko to, w czym same chciałybyśmy chodzić

Paula Olechowska i Justyna Juszczyk-Grupińska założyły przed 12 laty markę odzieżową dla kobiet. Zaczynały od zera, a po kilku latach roczny obrót firmy sięgał 6 milionów złotych netto rocznie. Dzisiaj Just Paul jest nie tylko dobrze rozpoznawalny na rynku, ale także doceniany przez gwiazdy.

Publikacja: 10.05.2024 13:36

Paula Olechowska i Justyna Juszczyk-Grupińska: Nie mamy jednej zamkniętej kolekcji, przez cały sezon

Paula Olechowska i Justyna Juszczyk-Grupińska: Nie mamy jednej zamkniętej kolekcji, przez cały sezon oferujemy mnóstwo nowości w kolejnych dostawach.

Foto: Archiwum prywatne

Monika Kuc: Nazwa marki brzmi obcojęzycznie, ale można zauważyć, że panie silnie się z nią identyfikują.

Paula Olechowska: Tak, nazwa powstała od naszych imion.

Justyna Juszczyk-Grupińska: Szukałyśmy takiej, która nie będzie jednoznaczna, tylko nietuzinkowa, trochę zagadkowa. Paula, to był pomysł twojego męża, prawda?

PO: Tak, to był pomysł mojego męża, a potem graficy z jego agencji reklamowej pomogli nam stworzyć ponadczasowe, nowoczesne logo. Dział kreacji agencji podkreślał, że logo naszej firmy nie powinno sugerować z góry, że chodzi wyłącznie o ubrania - żeby nas nie ograniczało - na wypadek gdybyśmy w przyszłości planowały tworzyć jeszcze coś innego.

Ale od początku istnienia Just Paul są panie wierne modzie, choć wcześniej zajmowały się panie czymś innym. Skąd decyzja, żeby wszystko zmienić i wystartować z własną firmą?

PO: Ja pracowałam w domu mediowym, Justyna była tłumaczem języka niemieckiego. Prywatnie znałyśmy się od dawna. Kiedy urodziły nam się dzieci, stwierdziłyśmy, że chyba czas na założenie czegoś własnego, bo nie byłyśmy gotowe na powrót do kieratu korporacyjnego.

JJG: Pomysł w pewnym sensie sam przyszedł do nas. Jeszcze zanim założyłyśmy firmę, często szyłyśmy dla siebie, - zarówno ubrania do noszenia na co dzień, jak i na imprezy. Nasze projekty podobały się koleżankom, które coraz częściej pytały, czy możemy uszyć coś również dla nich. Pierwsza sukienka zarobiła na kolejną. Startowałyśmy więc bez większych funduszy. W pierwszym roku działalności szyłyśmy wyłącznie na zamówienie. Panie przychodziły oglądać i przymierzać ubrania do Pauli do mieszkania. Kiedy stopniowo firma zaczęła się rozkręcać, odważyłyśmy się wreszcie szyć „na wieszak”, to znaczy gotowe produkty, a nie tylko pod konkretne zamówienie. Najpierw prezentowałyśmy je znajomym znajomych. W końcu uznałyśmy, że musimy mieć showroom i po roku zdecydowałyśmy się go otworzyć na rogu Wilczej i Mokotowskiej. A dziewięć lat temu otworzyłyśmy nasz butik przy Mokotowskiej 61. Mamy także atelier Just Paul Privé w Alejach Ujazdowskich — tam powstają projekty na miarę.

Czy na początku tworzenia firmy był to czas sprzyjający zakładaniu biznesu?

PO: Wtedy rzeczywiście był dobry moment, żeby zacząć, bo takich polskich marek odzieżowych nie było dużo i nasz produkt się wyróżniał, budził duże zainteresowanie. Pojawiła się wówczas nisza pomiędzy tym, co było dostępne w sieciówkach a rzeczami od projektantów. Dzisiaj już na rynku mamy ogromną konkurencję.

Czytaj więcej

Marta Lech-Maciejewska: Pieniądz traktuję jak energię, która przychodzi i odchodzi

Ile osób zatrudnia wasza firma?

JJG: Około 30 osób.

Firma założona przez kobiety konsekwentnie ubiera tylko kobiety?

PO i JJG: Tylko i wyłącznie.

Dla kogo konkretnie jest to oferta?

JJG: Można powiedzieć, że to przede wszystkim dla kobiet pomiędzy 30 a 45 rokiem życia, chociaż to jest płynne, bo przez ostatnich 12 lat my dojrzałyśmy i dojrzały nasze klientki, ale nadal staramy się odpowiadać na różne potrzeby. Projektujemy sukienki, koszule, marynarki, garnitury, płaszcze.

Ogólnie od początku szyjemy to, w czym same chcemy chodzić. Unikamy rzeczy, których nie czujemy, i takich, co do których nie wiedziałybyśmy, jak je nosić. Wyjątkowo wracamy do modeli, których same już nie nosimy. Jest kilka takich sukienek, po które rzadko już sięgamy, a które klientki szczególnie polubiły i co sezon proszą, aby pojawiły się w nowych odsłonach.

Na przykład jakie?

PO: Model Jamaica - długa zwiewna sukienka w stylu boho z asymetrycznym dołem.

JJG: Capri, nasz bestseller od początku, który wraca co sezon. W stylu boho i hippie, w dziennej i wieczorowej stylizacji.

PO i JJG: Jeszcze Miami - krótka, bardzo kobieca.

A co panie preferują - ubrania na co dzień czy na wieczór i specjalne okazje?

JJG: Mamy sporo typowo casualowych i wieczorowych rzeczy. Wiele  z nich jest bardzo uniwersalnych. Na Instagramie podczas naszych nagrań live staramy się pokazać klientkom, że w zależności od dodatków i stylizacji można je nosić i w ciągu dnia i wieczorem. To dotyczy sukienek i np. garniturów, które z powodzeniem da się łączyć  z trampkami w dzień i z butami na obcasie wieczorem.

Skąd czerpią panie inspiracje przy projektowaniu?

JJG: Z tzw. mody ulicznej, z social mediów, z Instagramu, z podróży w różne strony świata. Coś inspirującego zawsze wpadnie nam w oko.

Ale przede wszystkim, kiedy coś wymyślamy, kieruje nami samoświadomość tego, co lubimy nosić, w czym jest nam dobrze. To jest podstawa. Dopiero wtedy przystępujemy do dalszych kroków projektowania — wybieramy tkaninę, zlecamy szycie pierwowzoru. Jeżeli po pierwszym założeniu coś nam odpowiada, wchodzimy w produkcję.

Jak dzielą się panie obowiązkami w firmie?

PO: Wszystkie kolekcje projektujemy wspólnie. Jeśli chodzi o pozostałe obowiązki - Justyna jest odpowiedzialna za social media i stronę marketingową, a ja za kwestie logistyczne, biurowe i finansowe.

Nad czym w tej chwili panie pracują?

PO: Marka słynie z krótkich serii. Nie mamy jednej zamkniętej kolekcji, przez cały sezon oferujemy mnóstwo nowości w kolejnych dostawach.

Siedzibę mają panie w Warszawie, ale sprzedaż ma zasięg ogólnopolski?

PO: Jeden butik w zupełności nam wystarcza, największa sprzedaż odbywa się przez internet.

JJG: Na samym początku działałyśmy tylko lokalnie, a w tej chwili 90 proc. transakcji odbywa się na terenie całej Polski.

Mamy stronę internetową i sklep online. A promocja odbywa się głównie przez Instagram i Facebook. Oczywiście stosujemy również inne sposoby docierania do stałych klientów, np. poprzez rozsyłanie newsletterów, ale najszybciej i najbardziej efektywnie działają social media.

Klientki spoza Warszawy często mieszkają w mniejszych miejscowościach, w których tej oferty butikowej nie ma w ogóle. Chętnie więc kupują w internecie. Zauważamy też, że wiele naszych warszawskich klientek z powodu zabiegania i braku czasu zdecydowało się na kupowanie online.

PO: Ale dodam, że nasza pracownia Privé również nie przestaje działać na pełnych obrotach - mamy grono stałych klientek, które szyją u nas na miarę przez cały rok. Często też odwiedzają nas nawet całe rodziny z dalekich zakątków Polski i zamawiają na przyjęcie ślubne po kilka kreacji.

Obroty firmy systematycznie rosną?

PO: Do czasu pandemii firma prężnie rosła i obroty szły w górę, osiągając pułapy, o których na początku nawet nam się nie śniło.

JJG: Ale kiedy przyszła pandemia, wszystko zwolniło i musiałyśmy nagle ostro wyhamować.

PO: Wiele branż odczuło piętno pandemii. Wzrosły koszty, a dodatkowo zmieniły się zwyczaje i potrzeby klientek. Miałyśmy więc trudniejszy czas. Przed pandemią nasze roczne obroty netto sięgały 6 milionów złotych, teraz staramy się wrócić do tego poziomu, a nawet go przebić!

JJG: W pandemii produkowałyśmy ubrania tylko do „noszenia po domu”. Przede wszystkim dresy. Na szczęście udało się utrzymać własną szwalnię na Grochowie, która pomogła nam przetrwać w trakcie pandemii. Gdybyśmy bazowały na zewnętrznej produkcji, musiałyśmy ją odebrać i zostałybyśmy z niechodliwymi wówczas rzeczami w magazynie, Dzięki szwalni mogłyśmy naszą produkcję natychmiast zatrzymać i zacząć szyć coś innego.

PO: W trudnych chwilach zastanawialiśmy się, czy nie zrezygnować z własnej szwalni, ale jednak okazała się ona dużym atutem. Pozwalała na nieprawdopodobną elastyczność w kierowaniu produkcją. Dzięki niej możemy szybko reagować w każdej sytuacji. Po pandemii musiałyśmy jednak wprowadzić wiele zmian, gdyż istotnie wzrosły koszty funkcjonowania firmy, a sprzedaż spadła. Dziś jednak można śmiało powiedzieć ze kryzys powoli mamy za sobą i wkrótce wrócimy na właściwe tory.

Jak panie reklamują firmę?

PO: Dzisiaj trzonem naszej komunikacji pozostają social media - żadne inne formy marketingu nie mają aż takiego przełożenia na sprzedaż.

JJG: Kiedyś dużą gałęzią marketingowej działalności była współpraca z prasą, magazynami mody, stylistami, zewnętrzne sesje zdjęciowe. Przychodzili do nas styliści i pytali, co możemy zaproponować do sesji o określonej tematyce. Było sporo publikacji. Dzisiaj trzeba nadążać za szybko zmieniającymi się trendami, bo internet jest szalenie dynamiczny.

PO: Tak dla przykładu: kilka lat temu modne były filmy robione w zwolnionym tempie, dziś popularne są tzw. rolki, czyli krótkie filmiki różnego rodzaju, w których zmienia się stylizacja i narracja. Często mówi się w nich do kamery, w tle pokazując materiał.

JJG: Dużym wyzwaniem jest nadążanie za zmieniającym się cały czas algorytmem Instagramu. Ale nasze połączone konto na Instagramie i Facebooku działa prężnie.

Nasze rolki na Facebooku mają od kilkudziesięciu do ponad miliona wyświetleń.

Czytaj więcej

Kobiety, które zarabiają miliony na ubraniach z szarej dresówki

Jakie mają panie plany na przyszłość?

JJG: Przed pandemią planowałyśmy wejście na rynki zagraniczne, bo miałyśmy dużo zapytań o współpracę od butików multibrandowych i platform sprzedażowych. Ale niezupełnie była to propozycja dla nas, bo firmy te chciały zamawiać produkty z dużym wyprzedzeniem, a my mamy limitowane krótkie serie. I zanim te firmy na coś się zdecydowały, to je sprzedałyśmy albo nie miałyśmy już materiału, z którego były uszyte.

Naszym planem jest raczej utrzymanie firmy w dobrej stabilnej kondycji. Chcemy, żeby nie rozrastała się za bardzo, aby nie ryzykować utraty panowania nad nią.

Na polskim rynku obecnie konkurencja jest duża?

JJG: Bardzo duża. Firm powstaje cała masa, natomiast tylko jakiś procent z nich jest w stanie przetrwać.

Myślę, że niewiele osób, które zaczynają planować podobny biznes, zdaje sobie sprawę, jak to naprawdę wygląda. To nie jest tylko lekka i kreatywna praca, ale szereg różnych obowiązków.

Co jest warunkiem sukcesu?

PO: Kluczem nadal pozostaje różnorodna i bogata oferta, która zmienia się co kilka tygodni, a nie miesięcy. No i mozolna praca. My z Justyną jesteśmy w ciągłym procesie twórczym.

JJG: W tym biznesie trzeba być zaangażowanym w pracę non stop.

PO: Niezbędna jest przyjemność z obcowania z modą. Klientki wyczuwają, czy to wynika z pasji i jest prawdziwe, czy jest to wyłącznie zamysł sprzedażowy i chęć zarobienia pieniędzy.

JJG i PO: Nadal, tak jak na początku, czujemy radość z tworzenia mody. Lubimy to, co robimy.

Monika Kuc: Nazwa marki brzmi obcojęzycznie, ale można zauważyć, że panie silnie się z nią identyfikują.

Paula Olechowska: Tak, nazwa powstała od naszych imion.

Pozostało 99% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Biznes
Małgorzata Kobylarczyk na czele zbrojeniowego giganta. "Płeć nie jest najważniejsza"
Biznes
Szef ważniejszy niż wynagrodzenie. Co dziś najbardziej cenią pracownicy i jak im to zapewnić?
Biznes
Japonia: budżety domowe pod ścisłą kontrolą kobiet
Materiał partnera
W branży motoryzacyjnej mężczyźni traktują kobiety jak równe sobie
Biznes
Droga do równości szans dla kobiet