Prof. Janina Stępińska o pracy na intensywnej terapii: W tym zawodzie trzeba lubić ludzi

O tym, jak nowoczesne technologie i genetyka zmieniają podejście do leczenia, a także dlaczego pokora i nieustanna edukacja powinna cechować każdego lekarza – mówi profesor Janina Stępińska, dyrektorka Narodowego Instytutu Kardiologii.

Publikacja: 03.06.2024 11:21

Prof. Janina Stępińska: Byłam jedną z prekursorek umożliwienia rodzinom odwiedzin pacjentów hospital

Prof. Janina Stępińska: Byłam jedną z prekursorek umożliwienia rodzinom odwiedzin pacjentów hospitalizowanych w oddziale intensywnej terapii.

Foto: East News

Co najbardziej interesuje i fascynuje kardiologa w ludzkim sercu jako organie?

Serce to jeden z najbardziej fascynujących organów ze względu na swoją skomplikowaną konstrukcję i liczne mechanizmy działania. Jednak łatwiej mi powiedzieć, co jest największym wyzwaniem dla kardiologa. Zdecydowanie jest to przywracanie prawidłowej funkcji serca. Czyli zapewnienie właściwego ukrwienia, rytmu, możliwość wpływu na tak zwaną hemodynamikę, czyli na to, co dzieje się w sercu.

W kardiologii trudno jest ograniczyć się do jednego aspektu, ponieważ wszystkie funkcje serca są ze sobą powiązane. Na przykład, gdy problemem są zaburzenia rytmu, dla kardiologa fascynującym jest zarówno poszukiwanie przyczyn ich powstania jak i stosowanie nowych metod przywracania właściwego rytmu.

Epidemią XXI wieku jest niewydolność serca. Ale to jest tylko zespół objawów. Poszukiwanie przyczyn od genetycznych poprzez wszystkie choroby układu sercowo-naczyniowego, ale nie tylko, naprawdę jest wyzwaniem. A potem dobór właściwego leczenia dla konkretnej osoby.

Gdy mówimy o wadach serca, naszym celem jest odtworzenie właściwej hemodynamiki, aby krew mogła płynąć prawidłowo i wszystko odbywało się fizjologicznie. Obecnie kardiologia koncentruje się na metodach nieoperacyjnych, czyli na interwencjach bez operacji. Można powiedzieć, że każda dziedzina kardiologii ma swoje cele i pomysły, a postęp w każdej z nich jest ogromny i niemniej fascynujący.

Jakie wydarzenie lub moment spowodował, że podjęła pani decyzję o specjalizacji w kardiologii?

Decyzję o studiowaniu medycyny podjęłam z pełną świadomością, że chcę pracować z ludźmi, a nie zajmować się teorią, bo początkowo myślałam o biochemii. Kończąc studia medyczne, zastanawiałam się nad dwiema specjalizacjami: ginekologią i położnictwem oraz kardiologią. Obie te specjalności łączy to, że praca w nich obejmuje zarówno medycynę zachowawczą, jak i interwencje.

W ginekologii mamy różnorodność – od położnictwa, które oznacza nowe życie, po endokrynologię, onkologię. W kardiologii również istnieje mnóstwo możliwości. A był to czas dynamicznego rozwoju tej dziedziny. Dla mnie przełomowym wydarzeniem było wprowadzenie przez Andreasa Gruentziga pierwotnej angioplastyki wieńcowej. Chociaż sama nie jestem kardiologiem interwencyjnym, zajmowałam się leczeniem zawału serca. Na początku leczenie zawału było znacznie trudniejsze i mniej skuteczne niż obecnie, ale już wtedy pojawiła się możliwość interwencji, na przykład leczenia fibrynolitycznego, które powodowało rozpuszczenie skrzeplin zamykających tętnice wieńcowe. Intensywna terapia kardiologiczna, którą się zajmowałam, ściśle współpracowała z kardiologią interwencyjną, ponieważ zawał wiązał się z wieloma poważnymi zdarzeniami, takimi jak ostra niewydolność serca i groźne dla życia zaburzenia rytmu. Dzięki postępowi leczenia zawału, obecnie te zdarzenia są znacznie rzadsze niż były kiedyś.

Czytaj więcej

Profilaktyka nie gwarantuje, że nie zachorujemy na raka, ale daje szansę na wyleczenie

To właśnie ten impuls sprawił, że zwyciężyła kardiologia, a nie położnictwo?

Ten na pewno. Ale miałam już wtedy świadomość, że w kardiologii dużo się dzieje: rozwijała się echokardiografia, do której dopuszczano tylko wybrańców, w Polsce powstawało coraz więcej klinik kardiochirurgicznych, pracowni hemodynamicznych. Dodatkowo, już wtedy miałam świadomość, że choroby układu krążenia są najczęstszą przyczyną zgonów w Polsce. To zawsze stanowiło dla mnie wyzwanie. Przez lata mojej pracy zawodowej mogę powiedzieć, że postęp w kardiologii znacznie wydłużył życie ludzkie – nawet o kilkanaście lat. To jest bezprecedensowy sukces. Miałam świadomość perspektywy dynamicznego postępu w kardiologii, co motywowało mnie do wyboru specjalizacji.

Następnie stworzyła pani Klinikę Intensywnej Terapii Kardiologicznej w Narodowym Instytucie Kardiologii – co tu było motywacją i jakie wyzwania pani napotkała podczas jej tworzenia i zarządzania?

To było około 2005 roku, kiedy profesor Zbigniew Religa był dyrektorem Instytutu, a intensywna terapia kardiologiczna zaczęła się dynamicznie rozwijać. Ale moment przełomowy wydarzył się wcześniej – było nim przeniesienie się z Kliniki Kardiologii i Kardiochirurgii przy ulicy Spartańskiej, gdzie odbywałam staż, do nowej siedziby Instytutu w Aninie. Już wtedy powiedziałam profesor Marii Hoffman, ówczesnej dyrektorce Instytutu Kardiologii, że chętnie zajęłabym się Oddziałem Intensywnej Opieki Medycznej, zwanym OIOM-em. Profesor Maria Hoffman przyjmowała mnie do pracy, była moją nauczycielką kardiologii, promotorką mojego doktoratu.

I mentorką, prawda?

Tak. Nauczyła mnie bardzo dużo — wymagająca, nowoczesna, świetnie rozumiała kardiologię. Wsparcie pani profesor było dla mnie ogromnie ważne. W tamtych czasach nasza praca polegała głównie na opiece nad pacjentami, stąd nazwa OIOM – Oddział Intensywnej Opieki Medycznej. Jednak postęp w kardiologii zmienił naszą rolę – zaczęliśmy leczyć, a nie tylko opiekować się pacjentami. Walczyłam o to, aby oddziały  nazywano Oddziałami Intensywnej Terapii, co lepiej oddawało nasze działania. To odzwierciedla zmiana nazwy na Oddział Intensywnej Terapii Kardiologicznej, a po latach Klinikę Intensywnej Terapii Kardiologicznej. W 1980 roku profesor Maria Hoffman powierzyła mi kierowanie tym oddziałem. W tamtych latach byłam jednym z najmłodszych ordynatorów, wspierała mnie nie tylko prof. Hoffman, ale też prof. Wanda Rydlewska-Sadowska. Po kilkunastu latach, widząc w jakim kierunku zmienia się kardiologia, uważałam, że specjalistyczne szpitale kardiologiczne powinny przyjmować tylko najbardziej zagrożonych pacjentów, a większość diagnostyki mogłaby być przeprowadzana w ramach ambulatorium. Natomiast sercem szpitala kardiologicznego powinna być intensywna terapia kardiologiczna, gdzie przeprowadzana byłaby szybka diagnostyka stanów zagrożenia życia i przygotowanie do odpowiednich interwencji, czy też leczenie po interwencjach. Przedstawiłam tę wizję profesorowi Relidze, który od razu podchwycił pomysł i w ciągu kilkunastu minut zdecydował o jego realizacji. To było typowe. Profesor Religa był otwarty na nowe pomysły i szybko podejmował decyzje. Biorąc pod uwagę fakt, że nie odmawiał przyjęć najciężej chorych pacjentów, prawie nie odmawiał operacji w najtrudniejszych sytuacjach, nie dziwiło mnie, że doceniał rolę intensywnej terapii. Moim zdaniem ta historia jest ciekawa i zaraz powiem, dlaczego.

Słucham uważnie.

Profesor Religa odegrał kluczową rolę w pozyskaniu funduszy, dzięki którym powstała nowoczesna klinika. To było wielkie wydarzenie, otwarcia kliniki dokonała minister Ewa Kopacz. Klinika była również nastawiona na szkolenia. Nie jestem w stanie podać dokładnej liczby kardiologów, którzy się tam szkolili, ale mogę powiedzieć, że szkoliliśmy specjalistów z całej Polski, a były miasta, z których wszyscy szkolący się, przyjeżdżali do Instytutu. Niestety, finansowanie kliniki nie szło w parze z jej działalnością.

Kiedy sprawowałam funkcję prezesa Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, poświęciłam swoją kadencję intensywnej terapii, starając się uzyskać lepsze finansowanie. Wiadomo, że intensywna terapia kardiologiczna jest kosztowna, a system finansowania nie zawsze odzwierciedla jej rzeczywiste potrzeby. Podam przykład: pacjent z rozwarstwieniem aorty trafia do intensywnej terapii, gdzie dzięki szybkiej diagnozie i odpowiedniemu przygotowaniu, jest operowany przez zespół chirurgiczny. Choć operacja jest refundowana, intensywna terapia ponosi straty, ponieważ jej koszty są rozliczane jak w oddziale zachowawczym.

Równolegle walczyłam o wprowadzenie specjalizacji z intensywnej terapii kardiologicznej. Myślałam o specjalizacji dla kardiologów, jednak wprowadzono ogólną specjalizację z intensywnej terapii. Uważam, że kardiolodzy są doskonale przygotowani do intensywnej terapii już na etapie swojej specjalizacji, więc dodatkowe dwuletnie szkolenie powinno uprawniać ich do prowadzenia pacjentów na respiratorze, wykonywania krótkotrwałych znieczuleń i innych procedur. Choć zajęło to dużo czasu, specjalizacja z intensywnej terapii została wprowadzona kilka lat temu.

Warto zatem być konsekwentnym?

Zdecydowanie tak. Choć finansowanie wciąż wymaga zmiany, a specjalizacja formalnie nie zwiększyła uprawnień kardiologów, mam nadzieję, że uda się to uporządkować. Kierunek działań Ministerstwa Zdrowia zmierza ku temu, by odwrócić piramidę zdrowia. A to oznacza właśnie, że pacjenci będą głównie leczeni ambulatoryjnie, a hospitalizowani będą tylko ci, którzy naprawdę tego potrzebują. Teraz, dzięki nowym metodom obrazowania, możliwościom telemedycyny, możemy cały proces diagnostyczny przeprowadzić ambulatoryjnie, ustalić postępowanie i tylko niektórych pacjentów hospitalizować. Jest to zgodne z ideą odwracania piramidy zdrowia, a jednocześnie idealnie wpasowuje się w moją koncepcję roli intensywnej terapii kardiologicznej

Czytaj więcej

Nie chodzi o kliniki wyłożone marmurami. Profesor Agnieszka Kołacińska-Wow o tym, co liczy się w leczeniu raka piersi

Wyprzedza pani moje pytanie, bo chciałam zapytać, jak pani ocenia obecne i przyszłe wyzwania dla kardiologii, mając zwłaszcza na uwadze to, że społeczeństwo się starzeje, a liczba chorób sercowo-naczyniowych rośnie.

Otóż to wszystko dotyczy dużej grupy pacjentów, którzy są starsi i mają wiele współistniejących chorób. Często są to osoby z cukrzycą, niewydolnością nerek czy innymi schorzeniami. Choć wiek pacjenta nie jest powodem dyskwalifikacji z leczenia, poza kwalifikacją do transplantacją serca, to trzeba mieć świadomość, że przy zaawansowaniu chorób współistniejących, wiek również ma znaczenie. Zawsze trzeba wyważyć potencjalne ryzyko w stosunku do potencjalnych korzyści z interwencji. Zaawansowany wiek często wiąże się z „wielochorobowością” i pewnego rodzaju kruchością pacjenta, a to zwiększa ryzyko powikłań po zabiegach. Intensywna terapia dla tych pacjentów jest tym bardziej potrzebna, ponieważ przebieg pooperacyjny może być bardziej skomplikowany.

Czy mogłaby pani podzielić się najbardziej pamiętnym przypadkiem klinicznym, który miał wpływ na pani podejście do praktyki kardiologicznej?

Mam wiele takich historii, nie chciałabym mówić o konkretnym przypadku. Powiem raczej, czego nauczyła mnie praca na intensywnej terapii. Po pierwsze hierarchii ważności spraw. Tam jak w soczewce widać, co jest ważne. Po drugie jak istotna jest praca w zespole. Samemu nic się nie zrobi. Bardzo wcześnie zorientowałam się, jak ważna jest komunikacja. Byłam jedną z prekursorek umożliwienia rodzinom odwiedzin pacjentów hospitalizowanych w oddziale intensywnej terapii. Przed wejściem do Kliniki wisiał list ode mnie ułatwiający rodzinom sposób komunikowania się z zespołem lekarskim, a także wyjaśniający, dlaczego czasami muszą poczekać nim wejdą do Kliniki. Komunikacja to nie tylko relacja lekarz-pacjent, ale komunikacja między wszystkimi członkami zespołu leczącego, a dodatkowo z rodziną pacjentów. Właściwa komunikacja jest niezwykle ważna dla samego pacjenta i jego bliskich. Pozwala uniknąć wielu nieporozumień, które mogą być źródłem niezadowolenia z procesu leczenia. Oczywiście jest to duże obciążenie psychiczne dla lekarzy. W intensywnej terapii oznacza przejście całego procesu leczenia nie tylko z pacjentem, ale również z jego bliskimi. Gdybym miała dać wskazówkę młodym lekarzom, to powiedziałabym, że uwaga poświęcona całej sytuacji rodzinnej pacjenta ma ogromne znaczenie. Bardzo wcześnie nauczyłam się tego w swojej pracy zawodowej i uważam, że jest to sprawa fundamentalna.

Praca na intensywnej terapii jest trudna ze względu na nieustający stres, walkę z czasem i konieczność podejmowania trudnych decyzji. Nie każdy ma do tego predyspozycje.

Przy tej okazji zapytam, jakie cechy powinien mieć każdy dobry kardiolog?

Myślę, że te cechy specjalnie nie różnią się od predyspozycji do zawodu lekarza w ogóle. Po pierwsze, trzeba mieć świadomość, że nie jest się nieomylnym. Pokora to podstawa. W trudnych sytuacjach powinno się zachęcać pacjentów do zasięgnięcia drugiej opinii albo samemu skonsultować plan postępowania z innym ekspertem. A na pewno nie ma powodu, żeby czuć się urażonym, jeśli pacjent chce skonsultować plany z kimś jeszcze.

I nie można zapomnieć, że medycyna to konieczność stałej, codziennej edukacji.

O tym mówiła pani w swoim wystąpieniu tuż po nominacji na dyrektora Narodowego Instytutu Kardiologii na początku tego roku. O tym, że chce stawiać na jakość w leczeniu, na naukę i na edukację.

Tak, to prawda. Jakość jest dla mnie ogromnie ważna. Już dawno rozpoczęłam promować dążenie do poprawy jakości, do monitorowania jakości i upowszechniania wyników. Nauka i edukacja są niezbędne, podobnie jak pokora i autentyczna chęć pomagania ludziom. W tym zawodzie trzeba lubić ludzi – i to nie tylko w kardiologii.

Czy jest coś, czego zdecydowanie brakuje w polskiej kardiologii, a co jest standardem za granicą? Czy można mówić, że jesteśmy na tym samym poziomie?

Na pewno w dziedzinie nauk podstawowych odstajemy od niektórych krajów europejskich i Stanów Zjednoczonych. Postęp w obrazowaniu w medycynie jest tak gigantyczny, że trudno nam za tym nadążyć. A im lepsze obrazowanie tym precyzyjniejsze rozpoznanie i właściwsze decyzje terapeutyczne. Duże bazy danych, sztuczna inteligencja są szalenie pomocne. Mimo znakomitych informatyków cyfryzacja postępuje u nas wolniej.

Czytaj więcej

Dr hab. n. med. Inga Ludwin o szczepieniach dzieci przeciw HPV: Jestem ich 100-proc. entuzjastką

Jaka jest pani zdaniem największa innowacja w kardiologii, która zmieni nasze życie w najbliższych latach?

Postęp w badaniach genetycznych i leczeniu celowanym. Terapie celowane, dostosowane do fenotypu i genotypu pacjenta mają ogromny potencjał i zmienią sposoby leczenia. Prace nad sztucznym sercem trwają. Możliwość przyczepienia bezpiecznego, niezawodnego, dostępnego w każdej chwili serca, zmieni losy ogromnej liczby osób z bardzo zaawansowaną niewydolnością serca, czekających na transplantację. Rozwój kardiologii interwencyjnej już teraz zmienia nasze życie. Nowe techniki interwencyjne zastępują chirurgiczne metody leczenia – ten postęp jest tak dynamiczny, że trudno go nie zauważyć. Z roku na rok zmienia się sytuacja na tyle, że nawet chirurdzy starają się zdobywać uprawnienia do pewnych przezskórnych, nieoperacyjnych interwencji.

Co dla pani znaczy kierować Narodowym Instytutem Kardiologii? Co się z tym wiąże?

Kierowanie tego rodzaju ośrodkiem to dla mnie ogromne wyzwanie. Czuję się silnie związana z Instytutem, ponieważ miałam zaszczyt współtworzyć go od podstaw. Instytut to nie tylko część kliniczna, ale jest to również Państwowy Instytut Badawczy. Chcę realizować wartości, które są dla mnie najważniejsze: jakość ocenianą na podstawie wymiernych parametrów, naukę, postęp, otwartość na młodych ludzi i na zmiany zachodzące w świecie. Instytut wywodzi się z jednej kliniki; teraz chcę stworzyć struktury poziome, zespoły ekspertów, postawić na współpracę. Chcę kontynuować dobre tradycje instytutu, ale zmieniać to, co wymaga zmian. Zadanie nie jest łatwe z wielu powodów: zmieniające się wymagania systemu, konieczność planowania inwestycji z dużym wyprzedzeniem, trudna sytuacja finansowa ochrony zdrowia. Dodatkowo nie wszyscy są otwarci na zmiany, nie wszyscy akceptują różnice pokoleniowe, trudno utrzymać pojęcie autorytetu, relację uczeń – mistrz. A w centrum uwagi oczywiście powinien być i jest pacjent.

Mimo wielu trudności z chęcią podjęłam się tego wyzwania.

Na koniec pytanie o to, jakie jedno działanie mogłoby w maksymalny sposób poprawić zdrowie serc Polaków?

Prewencja, prewencja i jeszcze raz prewencja. W Polsce brakuje nawyku przeprowadzania badań profilaktycznych, a to naprawdę może znacząco poprawić zdrowie. Im wcześniej zaczniemy dbać o swoje zdrowie, tym lepiej. Odpowiedzialność za zdrowie powinniśmy wpajać dzieciom od najmłodszych lat. Istotne są tu zachowania prozdrowotne, które dotyczą nie tylko kardiologii, ale również onkologii, diabetologii i wielu innych dziedzin. Profilaktyczne badania i zdrowy tryb życia mają znacznie większy wpływ na długoterminowe zdrowie niż działania lecznicze, podejmowane już po ujawnieniu się choroby. W czasie mojej nominacji wspominałam, że prewencja jest fundamentem zdrowia publicznego. Możemy sobie wyobrazić, jak wiele można osiągnąć, łącząc siły w różnych dziedzinach medycyny, aby promować profilaktykę.

Prof. Janina Stępińska

Profesor kardiologii, dyrektorka Narodowego Instytutu Kardiologii, w którym stworzyła Klinikę Intensywnej Terapii Kardiologicznej i kierowała nią do 2019 roku. W latach 2003-2010 prowadziła Klinikę Wad Nabytych Serca. Od 2022 r. zajmowała się komunikacją medyczną w Szkole Zdrowia Publicznego CMKP. W latach 2011-2013 była prezesem Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. W 2022 r. otrzymała najwyższe wyróżnienie: Członkostwo Honorowe PTK. Jest autorką i współautorką ponad 300 publikacji, w tym NEJM, European Heart Journal, Chest.  

Co najbardziej interesuje i fascynuje kardiologa w ludzkim sercu jako organie?

Serce to jeden z najbardziej fascynujących organów ze względu na swoją skomplikowaną konstrukcję i liczne mechanizmy działania. Jednak łatwiej mi powiedzieć, co jest największym wyzwaniem dla kardiologa. Zdecydowanie jest to przywracanie prawidłowej funkcji serca. Czyli zapewnienie właściwego ukrwienia, rytmu, możliwość wpływu na tak zwaną hemodynamikę, czyli na to, co dzieje się w sercu.

Pozostało 97% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Wywiad
Polka w Monako Dominika Eisenberg: Niedziela jest dniem na rozmawianie o wszystkim, tylko nie o pracy
Wywiad
Proktolog prof. Małgorzata Kołodziejczak: Procedury utrudniają pomaganie kobietom
Wywiad
Lekarka i himalaistka Magdalena Arcimowicz: Życie jest po to, aby cieszyć się każdą jego chwilą
Wywiad
Alina Mleczko: Rynek muzyczny zdominowany jest przez mężczyzn. Jeśli przez chwilę się zawaham, zginę jako artystka
Akcje Specjalne
Firmy chcą działać w sposób zrównoważony
Wywiad
Polka w Szwajcarii: Tutaj świat pod wieloma względami urządzony jest na niekorzyść kobiet
Materiał Promocyjny
Sztuczna inteligencja może być wykorzystywana w każdej branży