Grubancypacja – ryzykowne „wyzwolenie” z otyłości. O ciemnej stronie modnego aktywizmu

Od momentu, gdy na rynku pojawiła się książka „Grubancypacja. O grubości bez przepraszania”, głos aktywistek tego ruchu stał się bardzo wyraźnie słyszalny. Warto zwrócić uwagę, że może mieć to co najmniej kilka negatywnych skutków.

Publikacja: 04.04.2025 10:42

Otyłość jest chorobą i należy ją leczyć.

Otyłość jest chorobą i należy ją leczyć.

Foto: Adobe Stock

Początek wiosny to dla wielu ludzi ważny czas w kontekście myślenia o ciele – uświadamiania sobie potrzeby jego zmiany i podejmowania zobowiązań w tym zakresie. Przy okazji tak się składa, że w marcu – dokładnie 4 – jest też obchodzony Światowy Dzień Otyłości. Jego celem jest zwrócenie uwagi na ten poważny cywilizacyjny problem oraz zwiększenie świadomości społecznej w kwestii prawidłowego odżywiania i jego wpływu na zdrowie. Już od dłuższego czasu właściwie cały marzec uznaje się za miesiąc, w którym szczególną uwagę w narracji społecznej poświęca się tematom związanym z nieprawidłową masą ciała i jej różnorodnymi konsekwencjami. Mając to na uwadze, można powiedzieć, że marzec 2025 roku w Polsce był pod tym względem wyjątkowy – w minionych tygodniach trwała intensywna promocja książki… „Grubancypacja. O grubości bez przepraszania”, autorstwa Urszuli Chowaniec i Natalii Skoczylas. Choć jej autorki przekonują, że ich dzieło to głos wyzwolenia dla grubych – panie zachęcają do oswojenia właśnie tego przymiotnika nazywającego cechę wyglądu właściwą dla osób chorych na otyłość – i jego usłyszenie jest konieczne w dzisiejszych czasach, trudno pozbyć się pewnych wątpliwości co do tego, czy aby na pewno świat potrzebuje grubancypacji.

Grubancypacja – co to takiego?

Twórczynie książki, o której mowa, wyjaśniają, „W grubancypacji nie chodzi o to, że gruba osoba jest piękna czy zdrowa. Chodzi o tę podstawową prawdę, że jest człowiekiem. I jako człowiek ma swoją godność, która jest źródłem praw: bezpieczeństwa, szacunku, równego traktowania”. Tutaj nie ma z czym polemizować. Wygląd ciała nie definiuje człowieka, choć – trzeba przyznać – trudno uciec przez zauważaniem go przez otoczenie. Każdy jest jakiś: niski, wysoki, chudszy, grubszy, jasno-, ciemnowłosy. Do tego dochodzą jeszcze kwestie związane ze stylem ubierania się. Jedni wolą stonowane kolory i wręcz nie akceptują żadnych wzorów – inni przeciwnie.

Wydaje się, że współczesne społeczeństwo poświęca inkluzywności dużo więcej uwagi niż poprzednie pokolenia. Szczególnie w ostatnim czasie przywiązuje się wagę do języka używanego w mówieniu o odmienności i różnorodności. Założenia koncepcji DEI (ang. Diversity, Equity, and Inclusion) mającej na celu promowanie i wspieranie różnorodności, równości i włączenia w różnych organizacjach, instytucjach i społecznościach, są powszechnie znane i wcielane w życie. Dla największych międzynarodowych korporacji ta filozofia staje się ważnym wyznacznikiem rozwoju i zmian wprowadzanych w strukturach firmy. Jej realizacja to wyraz dbałości o jeden z obszarów ESG – social – w odniesieniu do których tworzone są pozafinansowe oceny przedsiębiorstw. Fakt, że zajmuje się wysokie miejsca w „Ranking ESG. Odpowiedzialne Zarządzanie” (dawniej Rankingu Odpowiedzialnych Firm), to dla koncernów powód do dumy. Oznacza, że jest się wysoko ocenianym pod kątem jakości odpowiedzialnego zarządzania zgodnie ze wspominanymi wytycznymi.

Czytaj więcej

Ciałopozytywność w czasach Ozempicu? Psycholog: Lek nie uczy, jak słuchać swojego ciała

Co ważne w kontekście grubancypacji: w realizacji założeń DEI w korporacjach poświęca się dużo uwagi kwestiom związanym z płcią, seksualnością i neuroróżnorodnością, ale raczej próżno szukać planów strategii dotyczących traktowania osób z nadwagą lub otyłością. Może to oznaczać, że waga człowieka nie jawi się w tym kontekście jako przedmiot wartościowania lub potencjalny powód wykluczenia.

Grubancypantki kontra reszta świata

Aktywistki grubancypacji są jednak przekonane, że wygląd zmniejsza ich szansę na satysfakcjonującą karierę zawodową, a także jest powodem systemowej dyskryminacji na wielu innych polach. We wspomnianej książce piszą m.in. o trudnościach z zakupem ubrań w sklepach stacjonarnych, o niekomfortowych siedzeniach w środkach komunikacji publicznej, a także o „spisku” deweloperów. „Nowym pomysłem na zamienienie życia grubych osób w piekło zdają się zyskujące na popularności mikrokawalerki. Patologicznie malutkie norki do mieszkania, w których na przestrzeni poniżej 2 metrów kwadratowych upycha się wszystkie potrzebne do życia funkcjonalności”, czytamy w publikacji. Ta refleksja budzi wyjątkowo żywe emocje. Anna Florentyna Popis-Witkowska, która większość życia bezskutecznie zmaga się z chorobą otyłościową, po tym, jak znalazła ten cytatu z „Grubancypacji” w internecie, nie mogła się powstrzymać przed skomentowaniem go.

– Jestem grubą osobą. Wielokrotnie miałam związane z tym nieprzyjemne sytuacje – mówi. – Mimo to uważam, że to, co tu napisano, to kompletna bzdura. Co innego być wyśmiewanym czy wytykanym z powodu wagi, a co innego doszukiwać się we wszystkim systemowych opresji wymierzonych w ludzi mających duże ciała. To nie ma sensu. Podobnie jak przekonywanie, że bycie grubym nie ma związku z problemami zdrowotnymi – stwierdza.

Jej zdanie podzielają też inne osoby – w różny sposób związane z problematyką nadwagi i otyłości. Katarzyna Głowińska, prezes Fundacji na Rzecz Leczenia Otyłości, która sama zmaga się z problemem nadmiernej wagi ciała i w ramach leczenia kilka lat temu poddała się operacji bariatrycznej, mówi wprost, że jest zaniepokojona narracją grubancypantek.

– Z tego, co piszą i mówią autorki książki, można wywnioskować, że, po pierwsze otyłość nie jest szkodliwa dla zdrowia, a po drugie, że nikt – włącznie z lekarzami różnych specjalności, do których na różnych etapach życia trafiają osoby chorujące na otyłość – nie ma prawa zwracać uwagi na ich masę ciała i sugerować, że powinno się podjąć próbę leczenia – mówi.

Otyłość nie jest obojętna dla zdrowia – trzeba to mówić

Prof. dr hab. n. med. Bożena Walewska-Zielecka, specjalista w zakresie chorób wątroby, medycyny podróży oraz patomorfolog, która od wielu lat prowadzi także Polską Sieć Szpitali i Placówek Promujących Zdrowie – obecnie w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego PZH jest zdania, że wbrew temu, co mówią grubancypantki, lekarze nie tylko mają prawo, ale wręcz obowiązek informowania pacjentów z nadmierną masą ciała, z którymi się stykają, o negatywnych konsekwencjach dla zdrowia, jakie niesie ze sobą otyłość.

Czytaj więcej

Rebel Wilson schudła 36 kilogramów: mój management wolał mnie w wersji otyłej

– Badania naukowe potwierdzają, że istnieje ponad 200 groźnych dla zdrowia powikłań klinicznych będących następstwem zbyt dużej masy ciała. Nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że o tym problemie trzeba mówić i robić wszystko, żeby się nie pogłębiał, a jak na razie dzieje się dokładnie odwrotnie – podkreśla ekspertka. – Wyraźnie pokazują to liczby: 14 proc. światowej populacji cierpi na otyłość, a 38 proc. ma nadwagę. Jeśli chodzi o Polaków: prawie 66 proc. społeczeństwa ma nadwagę, a prawie 30 proc. choruje na otyłość. Co więcej: jesteśmy na czołowych miejscach w rankingach krajów europejskich, w których poważne problemy z nadmierną masą ciała dotyczą najmłodszych. Aby przeciwdziałać tym zjawiskom, potrzeba profesjonalnych i perfekcyjnie zaplanowanych, długofalowych i wielowymiarowych działań. Odnosząc to do punktu widzenia aktywistek grubancypacji, uważam, że jednym z kroków, które systemowo należałoby podjąć w pierwszej kolejności, jest położenie nacisku na kształtowanie kompetencji komunikacyjnych pozwalających medykom we właściwy sposób rozmawiać z osobami chorującymi na otyłość – informować je o problemie i zachęcać do leczenia. Druga ważna kwestia to kształcenie specjalistów obestitologów – aktualnie uprawnienia w tym zakresie zdobywa się na podstawie certyfikacji Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości, ale to zdecydowanie nie zaspokaja istniejących potrzeb – wyjaśnia profesor Bożena Walewska-Zielecka. – W programie kształcenia specjalistów internistów i pediatrów powinien znaleźć moduł leczenia choroby otyłościowej zawierający wiedzę o działaniach żywieniowych, fizjoterapii, poradnictwie psychologicznym, farmakoterapii i w określonych wskazaniach – także leczeniu chirurgicznym (terapia bariatryczna). Omówienie choroby otyłościowej powinno zaczynać się w gabinecie lekarza POZ – internisty lub pediatry – konkluduje. 

Co jeszcze mówią lekarze o chorobie otyłościowej w erze grubancypacji? Przede wszystkim: podkreślają, że aktywistki mijają się z prawdą, twierdząc, że nadmierna masa ciała nie ma wpływu na zdrowie i podważają prawidłowość potwierdzających to badań naukowych. Odnosząc się natomiast do zarzutów o to, że uprzedzenia względem wyglądu pacjentów mają często negatywny wpływ na prowadzenie diagnostyki w kierunku różnych schorzeń, z którymi do nich trafiają, informują, prezentują diametralnie inne spojrzenie na problem niż aktywistki.

– Ludzie nie przyjmują do wiadomości pewnych faktów – mówi specjalista diagnostyki USG w jednej z placówek prywatnej sieci opieki medycznej w Warszawie proszący o zachowanie anonimowości. – Podam przykład: do gabinetu trafia kobieta w średnim wieku, wzrost około 160 cm i waga powyżej 90 kg. Ma poważnie uszkodzone kolano – ale nie w wyniku urazu. Zadaje – dla mnie retoryczne – pytania o to, skąd się wziął jej problem, a ja staram się najdelikatniej jak potrafię zasugerować, że może to mieć związek z obciążeniami, na które narażone są nogi i stawy w przypadku takich parametrów ciała. Nie mówię wprost, że konieczna jest redukcja wagi, bo wiem, że wielu ludzi nic chce tego słyszeć, a przecież jestem oceniany w kontekście tego, jak obsługuję pacjentów. Prawdę mówiąc: z jednej strony wiem, że jako lekarz powinienem to powiedzieć, z drugiej – nie czuję się uprawniony, ani też do końca kompetentny. To wrażliwy temat – szczególnie dziś. Trzeba umieć właściwie go podjąć, poprowadzić rozmowę. Na studiach nie uczą nas, jak to robić, a ja wiem, że łatwo tu urazić człowieka i nie chcę tego ryzykować – stwierdza.

Otyłość to choroba

Na pytanie o to, co jest szczególnie ważne w kształtowaniu społecznego postrzegania otyłości, pytani eksperci związani ze środowiskiem medycznym, odpowiadają jednym głosem: uświadomienie ludziom, że to choroba, a nie cecha definiująca osobę, która się z nią zmaga. Co ważne: ta jednostka chorobowa (ICD-10: E66) to nieustępująca samoistnie choroba przewlekła, z tendencją do nawrotów, powstająca w wyniku dodatniego bilansu energetycznego, który jest następstwem przewagi energii pobranej z pożywienia nad wydatkowaną. Nagromadzenie tkanki tłuszczowej, które w z związku tym obserwuje się u pacjentów, to objaw choroby – nie jej istota. Ta bowiem polega na zaburzeniu homeostazy energetycznej organizmu – opartej na sprzężeniu zwrotnym ujemnym. Tam, gdzie mamy do czynienia z chorobą otyłościową, pacjentowi nie wystarczy powiedzieć „jedz mniej i ruszaj się więcej”. Jego sukces w pokonaniu choroby nie zależy też od silnej woli. Potrzebne jest kompleksowe i zwykle długotrwałe leczenie i – co najważniejsze – wprowadzenie na stałe nawyków w stylu życia, które pozwolą utrzymywać chorobę w stanie zaleczenia.

Czytaj więcej

Między ortoreksją a jedzeniem dla przyjemności. Jak się odżywiać bez poczucia winy i wstydu

– Trzeba to powiedzieć: otyłość jest chorobą pod pewnymi względami przypominającą uzależnienia – mówi podcasterka Justyna Mazur-Kudelska, która jest obecnie w remisji choroby otyłościowej, po operacji bariatrycznej. – Poczułam to wyjątkowo mocno, kiedy jakiś czas temu po raz pierwszy od operacji zjadałam całego hamburgera. Wcześniej ciało mi na to nie pozwalało, a ostatnio nie zaprotestowało. Przestraszyłam się. Podzieliłam się nawet swoją obawą z mężem. Zapytałam, czy myśli, że to pierwsze objawy nawrotu. Uspokoił mnie, że wszystko jest w porządku, ale ja wiem, że muszę się pilnować. I wiem, że warto! Po tym, jak wyszłam z otyłości, zniknęła większość problemów ze zdrowiem, na które wcześniej się skarżyłam. Nie liczyłam też już nawet na to, że uda mi się zostać mamą, a to po prostu się stało – mówi.

Grubancypacja – wyraz bezradności?

Grubancypacja – jako słowo obecne w polskim zasobie leksykalnym stosunkowo niedługo – bywa różnie interpretowane; szczególnie przez osoby, które słyszą je po raz pierwszy, a nie są bezpośrednio związane z tą problematyką. Kilku ludzi, których przy okazji pracy nad tym tekstem, zapytałam, jak je rozumieją, powiedziało, że możliwe, iż jest to nazwa filozofii, zgodnie z którą, mając świadomość swoich problemów z nadmierną masą ciała, podejmuje się decyzję o ostatecznym rozprawieniu się z nimi i obwieszcza się to światu, aby poczuć „siłę podjętego w tym zakresie zobowiązania” – inaczej mówiąc: coś w rodzaju publicznej deklaracji o leczeniu choroby. Nic bardziej mylnego: grubancypacja zrodziła się z połączenia leksemów gruby i emancypacja. Aktywistki mówią, że jej korzeni należy szukać w zrodzonym w Stanach Zjednoczonych Ameryki w latach 60. XX wieku ruchu fat liberation. Jego celem było dążenie do zaprzestania stygmatyzacji ludzi, których rozmiary ciała wykraczały poza ogólnie przyjęte i uznawane za zdrowe normy. Grubancypacja, o której tutaj mowa, wyraźnie jawi się jednak jako coś więcej niż tylko walka o godne traktowanie ludzi z nadmierną wagą, które, co należy podkreślić, bezsprzecznie powinno mieć miejsce zawsze, wszędzie i w każdej sytuacji. Aktywistki tego ruchu zdają się przekonywać świat, że choroba, z którą przyszło im się mierzyć, to w sumie nic poważnego, a już na pewno niewymagającego jakichkolwiek działań medycznych czy choćby innego rodzaju mających na celu opanowanie problemu. Po prostu: problemu nie ma.

– Aktywistki grubancypacji same przyznają, że wielokrotnie próbowały zredukować wagę – zauważa prezes FLO Katarzyna Głowińska. – Wszystkie starania okazały się jednak bezskuteczne. W tej sytuacji ich aktualna postawa może być odbierana jako wyraz rozpaczy i bezradności. Osobiście uważam, że na zawalczenie o swoje zdrowie i życie nigdy nie jest za późno. Większość chorych na otyłość trafia pod opiekę właściwych specjalistów dopiero po latach nieudanych prób „odchudzania” – najczęściej podejmowanych samodzielnie. Moja historia była podobna. Podkreślam: każdy moment jest dobry na to, aby zacząć leczenie otyłości, a „demedykalizacja otyłości”, o której wspominają grubancypantki, może stanowić realne zagrożenie dla zdrowia i życia tej grupy chorych. Otyłość jest chorobą. Powinno się ją rozpoznawać i leczyć – mówi.

Leczenie choroby otyłościowej w Polsce 

Niestety, leczenie choroby otyłościowej w Polsce nie jest ani łatwe, ani łatwo dostępne. Po pierwsze dlatego, że jak już wspominała profesor Bożena Walewska-Zielecka, brakuje nie tylko specjalistów w tym zakresie, ale także wypracowanego i stabilnego systemu ich kształcenia, a także konkretnych rozwiązań w tym zakresie. Funkcjonujący w ostatnim czasie programie KOS-BAR (koordynowana opieka specjalistyczna – bariatria) został przedłużony do 30 czerwca 2026 r., ale ostatnią operację w jego ramach będzie można wykonać w czerwcu 2025 r. Ministerstwo Zdrowia, po dogłębnej analizie, podjęło decyzję o dyskontynuacji prac nad projektem rozporządzenia Ministra Zdrowia w sprawie programu pilotażowego w zakresie kompleksowej opieki specjalistycznej nad świadczeniobiorcami leczonymi z powodu otyłości KOS-BMI 30 PLUS. Prowadzone są prace zespołu ekspertów nad tym programem, ale to oznacza odroczenie jego implementacji na wiele miesięcy.

Po drugie: terapia farmakologiczna, którą można by stosować u części pacjentów i mogłaby być wystarczająca, jest kosztowna, a nierefundowana przez NFZ.

I wreszcie po trzecie: wielu chorych na otyłość nie wierzy, że po latach niepowodzeń w odchudzaniu mogą jeszcze coś zmienić w swojej sytuacji, więc rezygnują z jakichkolwiek działań, a nawet myślenia o tym, że powinno się zredukować wagę i decydują się na kontakt z lekarzami tylko wtedy, gdy różne dolegliwości nasilają się tak, że uniemożliwiają funkcjonowanie.

 – Zmiana nawyków to proces, nie sprint – mówi lek. med. Klaudia Niewęgłowska, obesitolog, która działania edukacyjne w zakresie choroby otyłościowej prowadzi również na profilu na Instagramie. - Nie można oczekiwać efektów w jeden dzień, ale trzeba pamiętać, że każdy dzień to krok do celu. To codzienne wybory dają długoterminowe, tak bardzo pożądane i oczekiwane przez pacjentów z chorobą otyłościową rezultaty – zauważa.

Czytaj więcej

Obsesja ciała u kobiet nie ustaje - niepokojące wyniki badania. Ekspertka komentuje

Grubancypantki głośno i wyraźnie mówią jednak, że mają dość opresywności wszechobecnej kultury diety – tak nazywają m.in. wszelkie działania promujące zdrowy styl życia – i ani myślą pozwalać jej dalej dominować nad ich funkcjonowaniem. Z oporem pacjenta wobec leczenia nie da się nic zrobić – lekarze mają tego pełną świadomość.

 – Możemy edukować, zwracać uwagę na problem i proponować leczenie – mówi profesor Bożena Walewska-Zielecka. - Tylko i aż tyle. Jeśli pacjent nie będzie chciał się leczyć – a ma do tego prawo – system opieki zdrowotnej jest bezradny – informuje.

Koszty choroby otyłościowej

W raporcie „Choroba otyłościowa – wyzwania społeczne, kliniczne i ekonomiczne” z 2024 roku, który otrzymał patronat Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości, czytamy: Szacowane całkowite koszty nadwagi i choroby otyłościowej w Polsce w 2019 r. wyniosły 15,4 mld USD, co odpowiada około 2,6 proc. PKB. Prognozy na kolejne dekady wskazują na systematyczny wzrost obciążeń wywołanych nadmierną masą ciała, które do 2060 r. mogą się zwiększyć nawet 6-krotnie, czyli do około 91,5 mld USD (4,9 proc. PKB). Tym samym prognozowane roczne koszty nadwagi i choroby otyłościowej przypadające na każdego mieszkańca Polski wzrosną z aktualnych 406,70 USD do 2 934,33 USD w 2060 r.

Z kolei zgodnie z przywoływanymi w ww. Raporcie danymi Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia w 2015 r. wydano 24,2 mln zł na świadczenia związane z niezdolnością do pracy z powodu choroby otyłościowej (ICD-10: E66). W tym 78 proc. (18,8 mln zł) stanowiły renty z tytułu niezdolności do pracy, a 16 proc. (4,1 mln zł) – absencja chorobowa. Wydatki na renty socjalne i świadczenia rehabilitacyjne stanowiły odpowiednio 2,2 proc. i 3,1 proc.

Czy w tej sytuacji możliwe jest znalezienie takiego aspektu grubancypacji – rozumianej jako niechęć podejmowania leczenia choroby otyłościowej – który można by ocenić pozytywnie? Profesor Walewska-Zielecka, która przyznaje, że sama miała problem z nadmierną masą ciała i cieszy się, że udało jej się ją zredukować bez podejmowania najbardziej radykalnych kroków – dostrzega coś takiego. Uważa, że debata, która towarzyszy promocji książki, może w jakiś sposób przyczynić się do wzrostu świadomości społecznej na temat problemu choroby otyłościowej. Byłoby jednak wskazane, żeby brali w niej udział również eksperci i pacjenci prezentujący stanowisko odmienne do prezentowanego przez aktywistki. To także okazja do edukacji antydyskryminacyjnej. Z wielu badań, a także doświadczeń chorych wynika bowiem, że bywają oni obiektem kpin, żartów i niestosownych komentarzy związanych z wyglądem. Bez względu na to, co sądzi się o ruchu grubancypacji, na to nie można się godzić, ani być wobec tego obojętnym.

Początek wiosny to dla wielu ludzi ważny czas w kontekście myślenia o ciele – uświadamiania sobie potrzeby jego zmiany i podejmowania zobowiązań w tym zakresie. Przy okazji tak się składa, że w marcu – dokładnie 4 – jest też obchodzony Światowy Dzień Otyłości. Jego celem jest zwrócenie uwagi na ten poważny cywilizacyjny problem oraz zwiększenie świadomości społecznej w kwestii prawidłowego odżywiania i jego wpływu na zdrowie. Już od dłuższego czasu właściwie cały marzec uznaje się za miesiąc, w którym szczególną uwagę w narracji społecznej poświęca się tematom związanym z nieprawidłową masą ciała i jej różnorodnymi konsekwencjami. Mając to na uwadze, można powiedzieć, że marzec 2025 roku w Polsce był pod tym względem wyjątkowy – w minionych tygodniach trwała intensywna promocja książki… „Grubancypacja. O grubości bez przepraszania”, autorstwa Urszuli Chowaniec i Natalii Skoczylas. Choć jej autorki przekonują, że ich dzieło to głos wyzwolenia dla grubych – panie zachęcają do oswojenia właśnie tego przymiotnika nazywającego cechę wyglądu właściwą dla osób chorych na otyłość – i jego usłyszenie jest konieczne w dzisiejszych czasach, trudno pozbyć się pewnych wątpliwości co do tego, czy aby na pewno świat potrzebuje grubancypacji.

Pozostało jeszcze 93% artykułu

Czytaj więcej, wiedz więcej!
Rok dostępu za 99 zł.

Tylko teraz! RP.PL i NEXTO.PL razem w pakiecie!
Co zyskasz kupując subskrypcję?
- możliwość zakupu tysięcy ebooków i audiobooków w super cenach (-40% i więcej!)
- dostęp do treści RP.PL oraz magazynu PLUS MINUS.
Zdrowie
Cate Blanchett zachwala ekstremalny rytuał zdrowotny. Lekarze ostrzegają: Nie dla każdego
Zdrowie
Emocje mogą poważnie uszkadzać serce. Ustalono, jak dokładnie to działa
Zdrowie
Ser i czekolada mają prozdrowotne właściwości? Dietetyczka komentuje wyniki badania
Zdrowie
Dietetyczka Katarzyna Błażejewska-Stuhr: Jedzenie powinno być źródłem przyjemności
Materiał Partnera
Konieczność transformacji energetycznej i rola samorządów
Zdrowie
Nowe badanie pokazało, jak naprawdę menstruacja wpływa na zdolności intelektualne kobiet