Opuszczony przez nową sympatię filmowy właściciel klimatycznej księgarni, William Thacker, snuje się bez celu po londyńskiej dzielnicy Notting Hill, ze smutkiem obserwując zmieniające się pory roku w rytmie melancholijnego utworu „Ain't No Sunshine”. Przyglądająca się publicznym zaręczynom obiektu swoich westchnień Iris, złamane serce leczy z dala od domu, wynajmując bajeczną willę w Los Angeles. Zanim jednak wyruszy w podróż zmieniającą jej nastawienie do romantycznych relacji, widzom niezapomnianej komedii „The Holiday” zaprezentuje oscarowy wręcz pokaz głośnego płaczu przeplatanego z próbą zatrucia się oparami gazu ulatniającego się z kuchennego pieca. Legendarne sceny z udziałem filmowej Bridget Jones, w domowym zaciszu wyśpiewującej łamanym głosem balladę „All By Myself” na zawsze zapisały się w historii kina, a wybuch nerwowego śmiechu, a następnie niepohamowanej złości brawurowo odegrany przez Emmę Stone w filmie „Crazy Stupid Love” miał udowodnić, że reakcje na złamane serce mogą przybierać najróżniejsze formy.
Przeżywający swoje sercowe rozterki filmowi bohaterowie ostatecznie zdołają odnaleźć szczęście u boku innych partnerów lub po powrocie do tych, do których nadal żywią gorące uczucia. Doświadczane objawy jednak – jakkolwiek brawurowo zaprezentowane na ekranie – stanowią intensywną reakcję na stratę bliskiej osoby, noszącą znamiona tzw. syndromu złamanego serca. Jakie inne symptomy towarzyszą tej dolegliwości i dlaczego nie należy traktować ich z przymrużeniem oka? Komentarza w tej kwestii udziela dr Milena Lachowicz, psycholog kliniczny i sportowy, seksuolog, psychoonkolog, terapeuta terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach, terapeuta EEG-Biofeedback.
Czytaj więcej
Reguła 3-6-9 w związkach odnosząca się do poszczególnych etapów romantycznej znajomości: zaurocze...
Syndrom złamanego serca – jego objawy mogą przypominać stan chorobowy
Dolegliwości towarzyszące osobom doświadczającym bolesnego rozstania często bywają bagatelizowane i przez najbliższych traktowane jako przejściowe. Tymczasem stres i silne emocje wywołane stratą ukochanego partnera mogą mieć poważne konsekwencje zdrowotne. – U większości osób pojawia się naturalna reakcja żałoby i straty po zakończeniu relacji. U części z nich dochodzi jednak do tak silnej aktywacji stresowej, że objawy zaczynają przypominać stan chorobowy. W literaturze psychologicznej i medycznej funkcjonuje termin kardiomiopatia stresowa, która może wystąpić po bardzo intensywnym stresie i silnych emocjach, dając objawy zbliżone do zawału serca. W psychologii obserwujemy, że silne cierpienie emocjonalne może wywoływać realne dolegliwości fizyczne, wynikające z przeciążenia układu nerwowego i hormonalnego. Nie jest to ani przesada, ani oznaka słabości, lecz naturalna reakcja organizmu na stratę bliskiej osoby – wyjaśnia dr Milena Lachowicz.
Najbardziej czytelne objawy omawianego schorzenia zostały zaprezentowane w niejednej hollywoodzkiej produkcji filmowej, jak choćby „Notting Hill” czy „The Holiday”. Lista poważniejszych dolegliwości niż prezentowany na ekranie głośny płacz czy melancholia jest jednak znacznie bardziej obszerna. – Syndrom złamanego serca to intensywna reakcja stresowa, w której układ nerwowy działa tak, jakby organizm znalazł się w stanie zagrożenia: uruchamia się mechanizm „walcz albo uciekaj”. Poza smutkiem czy apatią mogą pojawić się objawy fizyczne, takie jak: uczucie ucisku lub ból w klatce piersiowej, kołatanie serca i przyspieszony puls, duszności i płytki oddech, zaburzenia snu (bezsenność lub nadmierna senność), brak apetytu lub napady głodu i kompulsywne objadanie się, napięcie mięśniowe, problemy żołądkowo-jelitowe, przewlekłe zmęczenie – wymienia psycholog, zwracając dodatkowo uwagę na szereg dolegliwości towarzyszących omawianemu syndromowi w innej sferze życia. – W sferze psychicznej i behawioralnej mogą występować: natrętne myśli o byłym partnerze, trudności z koncentracją, spadek poczucia własnej wartości, wycofanie społeczne i unikanie kontaktów, wahania nastroju, drażliwość, niepokój, wybuchy emocjonalne. Choć te reakcje bywają bardzo intensywne, są zrozumiałe z perspektywy neurobiologii stresu – dodaje dr Milena Lachowicz.