"Boję się, ale idę dalej". Renata Gabryjelska o lękach przy podejmowaniu decyzji i pracy w nowym zawodzie

W przeszłości aktorka i modelka. Dziś mentorka i coach biznesowy. Renata Gabryjelska mówi, że nadszedł czas, by dzieliła się z innymi kobietami swoim doświadczeniem.

Publikacja: 12.01.2024 12:04

Wierzę, że mając wsparcie innych kobiet, możemy sobie i innym dać więcej.

Wierzę, że mając wsparcie innych kobiet, możemy sobie i innym dać więcej.

Foto: FOTON/PAP

Alan Rynkiewicz: Na Pani LinkedInie czytam: Coachingowo buduje i zmienia świadomość kobiet w kontekście stereotypów kulturowych i odporności psychicznej w biznesie. O jakich stereotypach mówimy i czy widzi pani zmiany?

Renata Gabryjelska: Nie będzie nadużyciem, jeśli powiem, że to kobiety wygrały wybory. Ich mobilizacja była olbrzymia i przełożyła się na 74 proc. wynik frekwencyjny, niebywały w historii polskiej demokracji. To konkretny przykład zmiany stereotypowego myślenia o tym, że "mój głos nic nie znaczy”. Znaczy. I tę zmianę należy wzmacniać. Nawiązując do serialowych trendów, staropolskiej tradycji stało się zadość — kobiety powiedziały politykom: ”nic o nas bez nas”.

Widzę zmiany w zarządach dużych firm, w sposobie zarządzania zespołami, w rozwoju kompetencji miękkich liderów i liderek, ale wciąż pozostaje dużo do zrobienia. Czytałam ostatnio raport "Jesteś ekspertką. Uwierz w siebie". Wyniki zaskakują. Tylko 11 proc. ankietowanych kobiet uznaje siebie za ekspertki. 60 proc. uważa, że ich wiedza jest niewystarczająca. Aż 62 proc. blokowanych jest przez perfekcjonizm, a 63 proc. boi się krytyki swoich kompetencji. Zainteresowało mnie to, że 90 proc. kobiet miało wyższe wykształcenie i pochodziło z miast wojewódzkich. Na poziomie powiatów i gmin jest znacznie gorzej.

Co sprawia, że kobiety nie wierzą w siebie?

Wciąż silny patriarchat. Sposób wychowania. Wpływ kościoła katolickiego.

A kompasem, który nas prowadzi jest poczucie własnej wartości, a co za tym idzie stawianie granic, świadomość własnych wartości, emocji, potrzeb.

Emocje są najczęściej pierwszym impulsem i sygnałem, który mówi nam o głęboko ukrywanych potrzebach. Marshall Rosenberg, twórca porozumienia bez przemocy, stawia tezę, że gdybyśmy lepiej rozumieli swoje emocje i potrzeby oraz potrafili je jasno komunikować uniknęlibyśmy wielu konfliktów. Dlatego na warsztatach coachingowych zadaję często pytanie: "co czujemy?". Nazywanie emocji bywa trudne. Rzadko potrafimy przyznać się do emocji, których nie akceptujemy: wstydu, złości, frustracji. Nie ma emocji dobrych i złych. Każda z nich dużo mówi o naszym wewnętrznym świecie. Bardzo lubię złość, bo jest ona dla mnie impulsem do działania. To właśnie złość spowodowała, że tysiące kobiet zaangażowało się w inicjatywę "Kobiety na Wybory" czy Strajk Kobiet.

Widzi pani efekty swojej pracy z kobietami?

Zaczęłam się zajmować coachingiem i mentoringiem w 2018 r. Szczególnie intensywny dla mnie był ten ostatni rok. Przez sześć miesięcy z grupą liderek z podkrakowskiej gminy Alwernia w ramach projektu unijnego pracowałyśmy nad motywacją i mierzyłyśmy się z tematem wypalenia zawodowego. Stworzyłam we współpracy z panią burmistrz Beatą Nadzieją-Szpilą cykl warsztatów. Pracowałyśmy nad doprecyzowywaniem celów, również według modelu S. Sineka. Szukałyśmy odpowiedzi na pytanie: jaka jest twoja "jedna rzecz", która — jeśli się wydarzy — sprawi, że wszystko inne stanie proste albo nieistotne? Budowałyśmy własną hierarchię wartości. Uczyłyśmy się zarządzania emocjami, bazując na badaniach dotyczących neuroplastyczności mózgu. Szukałyśmy sposobów na optymalizację biznesową. Uczyłyśmy się, jak budować odporność psychiczną. Poznawałyśmy nasze style działania w konflikcie. Próbowałyśmy opowiadać nasze własne historie tak, aby były wyjątkowe.

Efektem tego sześciomiesięcznego grupowego procesu coachingowego były konkretne zmiany. Jedna z uczestniczek rozpoczęła studia, o których marzyła, druga — schudła 13 kg, trzecia — która tkwiła w długotrwałym konflikcie- uwolniła się z niego. Harvard Business Review kiedyś napisał: "Inteligencja emocjonalna jest ważniejsza niż MBA". I jest w tym sporo racji.

Kobiety mają wreszcie poczucie sprawczości.

Mówiły, że zyskały poczucie wspólnotowości i przynależności. Nie czują się same. Okazuje się, że wszystkie — bez względu na wykształcenie czy status społeczny — mierzymy się z podobnymi wyzwaniami jako liderki, przedsiębiorczynie, matki, żony. O wielu sprawach myślimy tak samo.

Wierzę, że mając wsparcie innych kobiet, możemy sobie i innym dać więcej. Potrzebujemy drobnych kroków, by ze sobą współpracować, nauczyć się być razem, aby tematy które nas różnią nie dzieliły, a były dyskutowane i akceptowane. Chciałabym, byśmy patrzyły z ciekawością na inność, a nie z lękiem czy nienawiścią.

Widzi pani różnice pokoleniowe? Młodsze Polki się mniej boją?

Pokolenie mojej mamy doświadczyło konsekwencji II wojny światowej. To pokolenie niedoboru, które żyło w lęku na poziomie potrzeb podstawowych. Moja mama doświadczyła biedy, czasami głodu. Dlatego bardzo szanuje jedzenie. Największą wartością dla niej była moja wszechstronna edukacja.

Moje pokolenie to pokolenie dużych przemian ustrojowych i technologicznych: przywiązane do pracy, często szukające w niej odtrutki na swoje lęki. Ale też aspirujące do świata nowych wartości, które oferowała Unia Europejska. To sprawiło, że bardziej świadomie wychowywało swoje dzieci.

Wydaje mi się, współczesne matki rozumieją i starają się tworzyć balans pomiędzy bezpieczeństwem materialnym, rozwojem talentów swoich dzieci i ich wolnością. Dzisiejsze 25-30 latki dorastają w poczuciu, że mogą mieć prawa, potrzeby i mają odwagę otwarcie je komunikować. Przywiązanie do pracy nie jest już główną składową ich tożsamości, tak jak to było w przypadku pokolenia mojego czy mojej mamy. Mają własne pomysły na życie.

Szczególnie wyraźnie widziałam to podczas pracy przy kampanii profrekwencyjnej. Wspólnie z Międzynarodowym Instytutem Społeczeństwa Obywatelskiego i studiem produkcyjnym F25 stworzyliśmy koncept spotu "Zmienię to”, który wyreżyserowałam. Jego bohaterkami były kobiety z pokolenia millenialsów.

W spocie korzystaliśmy z cytatów polityków, które uderzały w godność i sprawczość kobiet. Obserwowałam z jakim entuzjazmem się spotkaliśmy. Nie ma w tym pokoleniu zgody na uprzedmiotowianie kobiet. Spot został odtworzony 5 mln razy.

Jak biznes reaguje na tę właśnie sprawczość kobiet?

Wymaga to zmiany w myśleniu — biznes powinien wydobyć i wykorzystać potencjał kobiet. Nie lekceważyć i nie bać się go. To wartość.

W tym nowym rozdaniu kart ważne jest, by znaleźć zdrowy balans, równowagę i harmonię. Nie chciałabym, żeby mężczyźni poczuli się zdominowani. Nie tędy droga. Cenimy waszą mądrość, logiczne myślenie, doświadczenie, decyzyjność. Potrzebne jest przede wszystkim partnerstwo. Wzajemność. Szacunek. Myślę, że mądrzy liderzy i liderki rozumieją, że różnorodność jest istotą rozwoju.

Czego Renata Gabryjelska nauczyła się od swoich podopiecznych?

Ostatnio na szkoleniu usłyszałam taki cytat Setha Godina: "Nie musisz być idealna, ale bądź wyjątkowa". To we mnie zarezonowało. Nie chcę wszystkiego robić perfekcyjnie. Ważne, by poznać swoją unikatowość i w nią uwierzyć.

Co panią wyróżnia?

Autentyczność. Doświadczenie z branży filmowej i biznesu. Profesjonalizm. Dzięki doświadczeniom filmowym pracuję z moimi podopiecznymi pięcioma zmysłami. Jak w prawdziwym filmie.

Czytaj więcej

Pani ĄĘ Kamila Kalińczak: Zyski z działalności na Instagramie to poboczny dochód w strukturze mojej firmy

Jak wyglądała pani droga z show-biznesu do biznesu?

Przez wszystkie lata jako modelka, aktorka, reżyserka, mentorka, coach budowałam kompetencje z bardzo różnych obszarów. Ale sens zawsze widziałam w rozwoju i pracy nad sobą. Stawiałam sobie cele, które były dla mnie wyzwaniem, nie tylko biznesowym, ale też i sportowym. Byłam w Himalajach na prawie 6 tys. m, potem przebiegłam półmaraton. Skończyłam studia reżyserskie. Wyreżyserowałam pełnometrażowy film "Safe Inside”, pracowałam przez 9 lat w Alvernia Studios.

Moja droga, to nie tylko pasmo sukcesów. Doświadczałam trudnych momentów. Mierzyłam się z porażkami, krytyką, hejtem, odrzucaniem moich projektów filmowych. Wynikało to być może z tego, że nie wpisywałam się w stereotyp. Wielu ludziom mogłoby się wydawać, że aktorka "Złotopolskich" powinna cały czas grać, a ja próbowałam życia w wielu wymiarach, przede wszystkim ucząc się i ewoluując.

Lęk często towarzyszył mi w podejmowanych przeze mnie decyzjach, np. kiedy reżyserowałam moją pierwszą fabułę, również wtedy, kiedy wchodziłam na scenę w San Diego, by odebrać nagrodę za„Safe Inside". Bałam się ruszając w Himalaje.

Ale zawsze sobie powtarzałam: "Boję się, ale idę dalej". I szłam.

Na to, kim teraz jestem, pracowałam lata. To, co robiłam, było moim świadomym wyborem. Jestem otwarta na świat, na nieznane, na wiedzę. To jest część mojego DNA.

Jak przezwyciężyć lęk w praktyce?

Jedną z metod może być praktyczne ćwiczenie coachingowe, którego nauczyłam się od Tima Ferrisa. Wystarczy odpowiedzieć sobie na pytania: jakie najgorsze rzeczy mogą się wydarzyć po podjęciu decyzji? Co mogę zrobić, żeby im zapobiec? Gdyby te rzeczy się spełniły, co wtedy? Jak niepodjęcie decyzji wpłynie na moje życie za sześć miesięcy, rok, trzy lata?

Zachęca pani, by Polki zatrzymały się na chwilę i odpowiedziały sobie na pytanie: czy są gotowe wziąć odpowiedzialność za siebie? W którym momencie swojego życia poczuła pani siłę, żeby podjąć się pracy mentorki? Czy było jakieś wydarzenie, które spowodowało, że sobie pani pomyślała: mogę pomóc innym kobietom, pokazać im, że się da, że mają siłę?

Tak. Autorefleksja i zatrzymanie się są konieczne. Żyjemy w czasach "niespełnialnych" wymagań, szerokich wyborów, kryzysów. Każdego dnia za czymś gonimy. Dzięki technologii nasze życie przyspieszyło i paradoksalnie sprawiło, że na nic nie mamy czasu. Nawet na zadbanie o siebie. Otrzeźwieniem może być kryzys.

Jaki to był więc kryzys u pani?

Dotknęłam czegoś, z czym mierzy się wiele osób — wypalenia zawodowego. Ze wszystkimi jego konsekwencjami. Bardzo dużo z siebie dawałam, a nie czułam, że to do mnie wraca. Musiałam gdzieś uciec, odpocząć, wyjechać. Pojechałam w Himalaje, to było spełnienie mojego licealnego marzenia.

Z perspektywy gór spojrzałam na siebie inaczej. Na moje życie, na to, co czułam, na moje potrzeby. Ta podróż, która trwała ponad trzy tygodnie, była bardzo wyczerpująca fizycznie. Bez telefonu komórkowego. W ciszy. W obecności najwyższych gór świata. Pozwoliła mi zebrać myśli. Nabrać dystansu. Góry uczą pokory. Realnej oceny swoich możliwości. Do Everest Base Campu dotarłam, ale zrozumiałam, że to nie cel jest ważny, ważniejsza jest droga, jakkolwiek trywialnie by to nie zabrzmiało.

Przez wiele lat nie słuchałam swojego ciała. Problemy z sercem, ból kręgosłupa — ignorowałam je. Powrót z Himalajów do domu był początkiem zmiany. Chciałam zrozumieć, co doprowadziło mnie do utraty motywacji i ignorowania własnych potrzeb. Zaczęłam studiować coaching i mentoring na SWPS-ie. Potem zrobiłam roczną certyfikację International Coaching Community.

Czy — i jak — praca mentorki i coacherki łączy się z pani pracą w filmie?

Z klientami często pracuję obrazami i zdjęciami metodą Judy Weiser, w myśl teorii, że jedno zdjęcie znaczy więcej niż tysiąc słów. To jest również jeden ze sposobów komunikacji z aktorami, operatorem, scenografem czy producentem podczas pracy nad filmem. Myślenie obrazami otwiera dostęp do naszej podświadomości i buduje silną więź.

Lubię pracować z perspektywą, bo to jest mi bliskie również jako scenarzystce i reżyserce. Kiedy robiłam dokument o bezdomnym dworcowym pucybucie ["Janek" — przyp. red.], chciałam pokazać, że nie musi być stereotypowy. Może lubić Bergmana, oglądać Felliniego i stepować na peronie do muzyki z "Chicago".

Dzielenie życia na dwa miasta daje pani tę perspektywę?

Tak. Przeprowadziłam się do Krakowa 21 lat temu i to, że teraz jestem w Warszawie, wynika z mojej pracy zawodowej. Natomiast Kraków jest dla mnie miejscem na złapanie dystansu. Cechą, która mi pomaga w życiu i w czasie kryzysów, jest otwartość na rzeczy nieznane i ciekawość. Lubię żyć na swoich zasadach, poza schematem.

Jak chciałaby być pani zapamiętana jako mentorka przez swoje podopieczne?

Chcę łączyć profesjonalizm, uważność, umiejętność empatycznego słuchania z filmową perspektywą. Chciałabym, żeby procesy coachingowe, mentoringowe były dla moich podopiecznych doświadczeniem prowadzącym do realnych zmian w życiu. Cieszyłabym się, gdyby moje podopieczne odważyły się być sobą, bo to sprawiłoby, że poczułyby się wyjątkowe.

Mam w sobie dużo pozytywnej energii. I dobry feedback od kobiet z którymi pracuję — to jest siła, która mnie napędza i motywuje.

Alan Rynkiewicz: Na Pani LinkedInie czytam: Coachingowo buduje i zmienia świadomość kobiet w kontekście stereotypów kulturowych i odporności psychicznej w biznesie. O jakich stereotypach mówimy i czy widzi pani zmiany?

Renata Gabryjelska: Nie będzie nadużyciem, jeśli powiem, że to kobiety wygrały wybory. Ich mobilizacja była olbrzymia i przełożyła się na 74 proc. wynik frekwencyjny, niebywały w historii polskiej demokracji. To konkretny przykład zmiany stereotypowego myślenia o tym, że "mój głos nic nie znaczy”. Znaczy. I tę zmianę należy wzmacniać. Nawiązując do serialowych trendów, staropolskiej tradycji stało się zadość — kobiety powiedziały politykom: ”nic o nas bez nas”.

Pozostało 95% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Wywiad
Luna: Nie czuję, że na Eurowizji poniosłam porażkę
Wywiad
Małgorzata Foremniak: Nie warto poświęcić siebie dla drugiego człowieka
Wywiad
Pisarka Małgorzata Oliwia Sobczak stworzyła "Kolory zła: Czerwień". Mówi, że to terapia
Wywiad
Reżyserka Maja Kleczewska: Warszawa nie potrzebuje "Wesela"
Materiał Promocyjny
Mazda CX-5 – wszystko, co dobre, ma swój koniec
Wywiad
Polka w Monako Dominika Eisenberg: Niedziela jest dniem na rozmawianie o wszystkim, tylko nie o pracy
Materiał Promocyjny
Branża bankowa gorszy okres ma za sobą