Gościem najnowszego odcinka podcastu „Powiedz to kobiecie” jest wokalistka jazzowa Urszula Dudziak. Urodzona w 1943 roku artystka przekonuje, że teraz jest w najlepszym i najszczęśliwszym momencie swojego życia.
– Ja się czuję rewelacyjnie, naprawdę. Jestem w fantastycznej formie i fizycznej, i psychicznej. Noszę mój wiek jak koronę. Powtarzam: „Chwilo trwaj”. Chcę, żeby było tak, jak jest. Ludzie czasami mnie pytają, jakie są moje marzenia, co planuję? Jestem osobą spełnioną. To nie znaczy, że siadam w fotelu, nic nie robię i czekam nie wiadomo na co. Po siedemdziesiątce zaczęłam pisać książki. Po siedemdziesiątce znalazłam sobie chłopaka. I po siedemdziesiątce wybudowałam pierwszy swój w życiu dom – wymienia Urszula Dudziak i przekonuje, że dojrzałość może być dla kobiety niezwykle atrakcyjna. Sama twierdzi, że pełnią życia zaczęła żyć dopiero po sześćdziesiątce. – Znam wreszcie sposób na to, żeby być szczęśliwą. Nie tęsknię za przeszłością.
Artystka zaznacza, że w młodości musiała walczyć z niskim poczuciem własnej wartości, postrzegała siebie samą jako brzydką i mało kobiecą. Dopiero miłość i komplementy pisarza Jerzego Kosińskiego, w którym była bardzo zakochana, sprawiły, że poczuła się piękna.
– Jerzy Kosiński widział we mnie ósmy cud świata. Uważał, że jestem najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek spotkał. Najmądrzejszą, najzdolniejszą, wybitną. Na początku, kiedy mi to mówił, wydawało mi się, że czegoś ode mnie chce. Ale potem okazało się, że jesteśmy dla siebie stworzeni, że tworzymy coś unikalnego i że to jest wielka miłość. Mówił:” Komputer cię dla mnie wymyślił. To, jak ty się poruszasz, to jest po prostu coś niesamowitego. Jesteś niezwykłą kobietą. Kiedy mężczyzna mówi ci to codziennie, zaczynasz powoli mu wierzyć. On mnie odkrył i ja też odkryłam dzięki niemu, że jestem atrakcyjna, że rzeczywiście mogę się podobać – wspomina wokalistka.