– Ta opowieść stanowi pochwałę odwagi i inspiruje do tego, by zrozumieć, że żadna osoba, która doświadcza zbrodni, nie powinna być zawstydzana. To sprawca przestępstwa powinien być napiętnowany za swoje czyny. Mimo że Gisèle Pelicot przeszła przez piekło, o którym trudno czytać na głos, potrafi niezwykle trafnie ująć to w słowa, ucząc nas, jak należy radzić sobie z tak niewyobrażalną traumą. Książka jest idealnym prezentem dla każdej kobiety na świecie. My wszystkie powinnyśmy dziękować autorce z całego serca – tak o możliwości bliskiego zapoznania się z lekturą biografii Gisèle Pelicot, „A Hymn to Life”, mówiła Emma Thompson, użyczająca głosu w dźwiękowej wersji książki. Choć dwukrotna zdobywczyni Oscara przyznaje, że odczytanie wskazanych fragmentów stanowiło dla niej nie lada wyzwanie, zachęca do zapoznania się z treścią wstrząsającej biografii. Wierzy, że niewyobrażalne cierpienie można przekuć w potęgę, której nikt i nic nie zdoła naruszyć.
Zatrważająca prawda o doświadczeniach Gisèle Pelicot
Wezwana na komisariat policji w rodzinnym miasteczku Mazan we Francji, Gisèle Pelicot miała zostać skonfrontowana z wydarzeniami, które w licznych wywiadach będzie opisywać jako „zejście do piekieł”. Pytania, jakie wówczas usłyszała, nie dotyczyły jednak jej samej, a jej męża, z którym była związana od niemal pięciu dekad. – Jakim jest człowiekiem?; Czy proponował pani czynności seksualne z udziałem innych osób? – brzmiały niektóre z nich. Kobieta zapewniała, że Dominique Pelicot to troskliwy i kochający mąż dbający o nią i troje dorosłych już dzieci: synów Floriana i Davida oraz córkę Caroline. Drugiemu z powyższych pytań kategorycznie zaprzeczyła.
– Policjant powiedział wówczas, że pokaże mi coś, co z pewnością mi się nie spodoba, jednak wtedy nie rozumiałam, co ma na myśli – tak w rozmowie z BBC 73-latka wspomina wydarzenia mające miejsce jesienią 2020 r. – Na przedstawionych zdjęciach nie rozpoznałam siebie samej. Kobieta leżąca w łóżku wyglądała, jakby była martwa. Na różnych fotografiach znajdowali się obok niej mężczyźni. Nie rozumiałam, kim oni są. Nie znałam ich. Nigdy wcześniej ich nie spotkałam – wspomina.
Podczas wspomnianego przesłuchania Gisèle Pelicot poznała zatrważającą prawdę na temat wydarzeń mających miejsce w jej życiu przez dziesięć minionych lat. Została wówczas skonfrontowana z szokującymi zdjęciami i nagraniami, na których zarejestrowano odbywające się w jej domu akty seksualne z jej udziałem. Nieprzytomna kobieta, odurzana środkami psychotropowymi przez własnego męża, padła ofiarą kilkudziesięciu gwałtów. Dominique Pelicot wyszukiwał w Internecie przypadkowych mężczyzn, których następnie zapraszał do domu, by obcowali z jego pozbawioną świadomości żoną. Winnych procederu było co najmniej pięćdziesięciu mężczyzn, a policja zarejestrowała około czterech tysięcy zdjęć i filmów dokumentujących poszczególne zdarzenia. – Są zarówno młodzi, jak i w dojrzałym wieku, krępi i szczupli, ciemnoskórzy i biali. Wśród nich znajdują się strażacy, kierowcy ciężarówek, żołnierze, ochroniarze, dziennikarz i DJ. To 50 mężczyzn oskarżonych o gwałty na Gisèle Pelicot na zlecenie jej męża, 72-letniego Dominique'a Pelicota, który przez dekadę podawał jej leki nasenne na receptę. Fakt, że reprezentują oni w dużej mierze mikrokosmos francuskiego społeczeństwa, sprawił, że zostali nazwani Monsieur-Tout-Le-Monde (Mr Everyman, co można przetłumaczyć jako Pan Każdy – przyp. red.) – tak osobliwy zestaw mężczyzn współuczestniczących w haniebnym procederze opisano na łamach BBC.