– Kocham łyżwiarstwo figurowe. Dyscyplina, którą trenuję od wczesnego dzieciństwa, pozwoliła mi zwiedzić świat, przyniosła najpiękniejsze wspomnienia mojego życia i przez lata przyczyniała się do mojego rozwoju. Jednocześnie to za jej sprawą doświadczyłam najbardziej bolesnych strat – wymienia 30-letnia Gabriella Papadakis, wielokrotna mistrzyni Francji, Europy i świata, a także dwukrotna medalistka olimpijska w łyżwiarstwie figurowym. – Chciałabym, aby młodym zawodnikom sport nie kojarzył się z tym, przez co ja musiałam przejść na drodze do realizacji moich marzeń. Niełatwo jest jednak dokonać zmian, gdy głosy takie jak mój są wyciszane. Musiałam zakończyć moją karierę, ponieważ nie mogłam już dłużej tolerować nadużyć. A dodatkowe źródło dochodów w postaci możliwości komentowania tegorocznych igrzysk olimpijskich straciłam ze względu na ujawnienie tej bolesnej prawdy – dodała w nagraniu zamieszczonym w mediach społecznościowych na okoliczność promocji biografii „Pour ne pas disparaître” (tłum. „Aby nie zniknąć”). Jakie zdarzenia zdecydowała się ujawnić w publikacji i z jaką reakcją ze strony dawnego partnera sportowego spotkała się przedstawiona przez nią historia?
Gabriella Papadakis: Mama uczyniła ze mnie małego żołnierza
Urodzona we francuskim mieście Clermont-Ferrand przyszła mistrzyni olimpijska miała zaledwie 4 lata, gdy z łyżwami na nogach stawiała swoje pierwsze kroki na lodowisku pod czujnym okiem mamy, Catherine Papadakis, zawodowej trenerki łyżwiarstwa figurowego. – Moje najwcześniejsze wspomnienia wiążą się z trenowaniem choreografii na łyżwach. Układy taneczne powtarzałam nawet pod prysznicem, a przynajmniej tak opowiadała mi mama. Spędzałam na lodowisku każdą wolną chwilę, mając świadomość, że moi rówieśnicy są wtedy w szkole lub poświęcają czas na beztroską zabawę. Nigdy tego nie kwestionowałam, traktując mój tryb życia jako oczywistość – tak początki swojej sportowej kariery wspomina w rozmowie z dziennikiem „Le Monde”.
Choć wysiłki ambitnej zawodniczki przekładały się na spektakularne sukcesy i w ciągu trwającej ponad dwie dekady kariery przyniosły wyróżnienia, o których niejeden sportowiec mógłby pomarzyć, współpraca z wymagającą matką miała swoją mroczną stronę. – Z czasem stałyśmy się dla siebie prawdziwymi wrogami. Matka sądziła, że surowe zasady, jakie wobec mnie stosuje, uchronią mnie przed trudnościami w świecie sportowej rywalizacji. A ja nie wiedziałam, jak jej wytłumaczyć, że potrzebuję mamy, jej bliskości, zrozumienia, a także chwili wytchnienia od treningów. Dusiłam się pod jej presją – brzmi jeden z fragmentów wspomnianej biografii poświęcony trudnej relacji z trenerką. – Mama uczyniła ze mnie małego żołnierza, który pozwalał, by kierowały nim decyzje innych – dodała dobitnie w rozmowie z „Le Monde”, podkreślając jednocześnie, że umiejętności i sportowe ambicje trenerki pozostają niezaprzeczalne. – Była prawdziwą siłą napędową mojej kariery. Wbrew woli swoich rodziców rozpoczęła karierę sportową, zostając trenerką w bardzo młodym wieku, bo miała wówczas zaledwie 19 lat. Nasza sytuacja finansowa była nie do pozazdroszczenia, więc chciała, abym miała jak najwięcej możliwości rozwoju w tej dyscyplinie. Sama pobierała nauki u innych trenerów, aby przekazywać mi nowe umiejętności i wysyłała mnie na najlepsze obozy sportowe w kraju – wspomina.
Czytaj więcej
Wyzwanie, wdzięczność, rozwój – tak Kim Ye-ji opisała mijający rok. Zawodniczka przykuła uwagę in...