Reklama

Choremance coraz popularniejszy. Jak działa ten sposób budowania związku?

Choremance – połączenie słów oznaczających romans i obowiązki (ang. chores) pozwala na budowanie relacji nawet wtedy, gdy partnerów absorbują pilne zadania. Można je opracowywać wspólnie lub towarzyszyć ukochanej osobie w finalizowaniu zobowiązań.

Publikacja: 04.02.2026 12:22

Jedną z zalet choremance jest to, że nie trzeba błyszczeć dowcipem ani opowiadać najlepszych histori

Jedną z zalet choremance jest to, że nie trzeba błyszczeć dowcipem ani opowiadać najlepszych historii życia.

Foto: Adobe Stock

Filmowy Eric wyrusza na wycieczkę do Włoch w ściśle określonym celu. Planuje odwieść swoją córkę Olivię od pomysłu zakupu toskańskiej willi, która, nabyta za symboliczną kwotę jednego euro, wymaga gruntownego remontu. Perspektywa kosztownej inwestycji rozłożonej na co najmniej kilka tygodni wydaje się statecznemu przedsiębiorcy mało rozsądna, co argumentuje niestrudzenie podczas licznych dyskusji z 24-latką. Gdy do rozmów włącza się pełna uroku i charyzmy burmistrz miasta, Francesca, argumentów stopniowo zaczyna brakować, a bajeczne krajobrazy i wizja perfekcyjnie zaplanowanego remontu stopniowo przekonują biznesmena do słuszności pomysłu powziętego przez Olivię. Wspólne obowiązki wypełniające kolejne dni spędzone w słonecznej Toskanii – od zakupu materiałów budowlanych poprzez wypełnianie niezliczonych formularzy, malowanie ścian, cyklinowanie podłóg, a nawet udział w zajęciach kulinarnych mających na celu uatrakcyjnienie oferty powstającego obiektu o oryginalną restaurację – na tyle zbliżają głównego bohatera filmu „La Dolce Villa” i lokalną panią polityk, że stopniowo rodzi się między nimi uczucie, a odrzucany we wstępnej fazie pomysł zamieszkania we Włoszech z każdym dniem staje się bliższy realizacji.

Rozpoczynająca się relacja romantyczna nie zawsze wiąże się z koniecznością wspólnego remontowania zaniedbanej willi, jednak poświęcanie czasu na wypełnianie różnorodnych obowiązków w towarzystwie nowo poznanej osoby to ciekawy sposób na stopniowe nawiązywanie więzi i zapraszanie potencjalnego partnera lub partnerki do swojej codzienności. Zestawienie angielskich słów oznaczających obowiązki i romans – choremance – stanowi odzwierciedlenie tego unikalnego etapu w nowo powstającym związku. Jakie zalety ma poznawanie się dzięki wspólnemu wykonywaniu z pozoru monotonnych i mało wyszukanych zadań? O wyjaśnienie i komentarz w tej kwestii poprosiliśmy Katarzynę Szamburską-Lewandowską, psychologa dzieci, młodzieży i dorosłych, psychoterapeutę poznawczo-behawioralnego, diagnostę.

Czytaj więcej

Reguła 3-6-9 niczym psychoedukacyjna mapa związku. Na czym polega?

Choremance – bez napięcia i randkowego „kostiumu”

Konieczność regularnego wykonywania tak przyziemnych obowiązków jak zakupy, wizyty u lekarzy specjalistów, oddanie książek do biblioteki czy samochodu do mechanika niejednokrotnie przeplata się z tak ważnym wydarzeniem jak poznanie bratniej duszy i chęć poświęcenia nowej sympatii możliwie jak najwięcej czasu. Aby upewnić się, że bieżące zadania zostaną wykonane na czas, warto połączyć ich sfinalizowanie ze sposobnością przebywania z potencjalnym partnerem. – Choremance zaczyna się zwykle niewinnie. Ktoś musi iść do sklepu, ktoś odebrać paczkę, pójść na spacer z psem czy iść do urzędu. Pada zdanie: „Chodź ze mną”. Bez napięcia, bez planu, bez oczekiwań, bez randkowego „kostiumu”. I nagle okazuje się, że zamiast klasycznej randki mamy wspólne życie w wersji, nazwijmy ją, „demo”. Psychologicznie to bardzo ciekawe zjawisko, bo zamiast „pokazywać się” drugiej osobie, po prostu się jest. To wspólne bycie uruchamia mechanizm synchronii behawioralnej, czyli naturalnego dostrajania się ludzi do siebie poprzez wspólny rytm ruchu, tempa i uwagi. Wspólny ruch, podobne tempo, reagowanie na te same bodźce tworzą warunki, w których nasz mózg i ciało zaczynają „współpracować i zgrywać się” z drugim człowiekiem. To jeden z najstarszych mechanizmów budowania więzi u ludzi i pozostałych ssaków. Kiedy idziemy razem do sklepu albo wykonujemy proste czynności, nasze mózgi i ciała zaczynają współpracować: synchronizują się emocje, reakcje i poziom pobudzenia. To dlatego po takich spotkaniach wiele osób mówi: „Nie wiem, dlaczego, ale było jakoś … dobrze” – wyjaśnia Katarzyna Szamburska-Lewandowska.

Psycholog zaznacza, że w choremance nie trzeba błyszczeć dowcipem ani opowiadać najlepszych historii życia. – Wystarczy być obecnym. Tego typu spotkania pozwalają zobaczyć drugą osobę taką, jaka jest naprawdę: jak reaguje na drobne frustracje, czy potrafi zwolnić, czy raczej pędzi przez życie, czy umie być z kimś bez ciągłej stymulacji, posiedzieć w ciszy, razem pomilczeć. Choremance pozwala sprawdzić, czy między dwiema osobami jest coś więcej niż dobra autoprezentacja. Czy da się razem być, kiedy nie ma „atrakcji”. Bo jeśli ktoś irytuje nas już przy wyborze jogurtu, to prawdopodobnie kolacja przy świecach niewiele zmieni. W ten sposób relacja rozwija się w bardziej naturalny i autentyczny sposób, integrując się z realnym życiem każdej z osób od samego początku znajomości. Redukuje to również lęk przed odrzuceniem, ponieważ interakcje są mniej sformalizowane i nie niosą ze sobą takiego napięcia jak oczekiwanie na idealną randkę. Ostatecznie, ta kombinacja sprzyja budowaniu poczucia bezpieczeństwa i zaufania, co jest kluczowe dla trwałości i satysfakcji ze związku – zaznacza rozmówczyni.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Swag gap: jak sprawić, by dysproporcje w związku nie zamieniły się w ranking?

Choremance pozwala bardzo szybko sprawdzić, czy między dwiema osobami pojawia się naturalna zgodność

Pozwalając, by początek relacji naturalnie przeplatał się z wykonywaniem bieżących obowiązków, potencjalni partnerzy sporo zyskują i to, jak podkreśla psycholog, w znacznie szybszym tempie niż w przypadku klasycznego modelu randkowania. – Zyskują przede wszystkim bezcenny, realistyczny wgląd w życie codzienne drugiej osoby. Nie ma tu miejsca na udawanie. Partnerzy szybko uzyskują obraz tego, jak wygląda wspólne życie, podział obowiązków, czy też radzenie sobie ze stresem i rutyną. Badania nad długoterminową satysfakcją w związkach pokazują, że o jakości relacji decydują nie tyle intensywne emocje czy wielkie romantyczne gesty, ile sposób, w jaki partnerzy regulują stres, komunikują się w zwykłej rutynie dnia codziennego i współdzielą przestrzeń. Choremance pozwala bardzo szybko sprawdzić, czy między dwiema osobami pojawia się naturalna zgodność. Czy potrafią razem iść w tym samym tempie, dosłownie i metaforycznie. Czy rozmowa płynie nawet wtedy, gdy nie ma „tematu”. Czy cisza jest komfortowa, czy raczej niezręczna – wymienia psycholog. – Z neurobiologicznego punktu widzenia wspólne wykonywanie prostych czynności obniża poziom stresu, napięcia i sprzyja wydzielaniu oksytocyny: hormonu odpowiedzialnego za więź i poczucie bezpieczeństwa. Dlatego takie spotkania często kończą się poczuciem spokoju, a nie ekscytacji, która szybko gaśnie. Potocznie mówimy wtedy: „Jakoś się zgrywamy, nie męczy mnie jej/jego obecność”. To bardzo trafna intuicja, bo dosłownie dochodzi do regulacji układu nerwowego. Synchronizują się nasze systemy regulacji emocji. W praktyce oznacza to, że łatwiej nam razem oddychać, myśleć, reagować. A to fundament każdej długofalowej relacji. Bo związek to nie seria wyjątkowych wieczorów, tylko tysiące zwykłych dni – zaznacza.

Omawiany model budowania relacji wiąże się z kolejną istotną korzyścią dla potencjalnych partnerów. – Choremance uczy też pewnej relacyjnej uważności. Widzimy, czy ktoś potrafi być obecny, czy stale zerka w telefon, czy traktuje wspólny czas jako „miły dodatek”, czy faktyczne spotkanie. Dla wielu osób to pierwszy moment, w którym czują się włączone w czyjeś życie, a nie tylko zaproszone na randkę. A poczucie bycia „w środku”, a nie „obok”, jest jednym z fundamentów bliskości. Ludzie po prostu odkrywają, że „dobrze im jest razem być”, nawet gdy nic spektakularnego się nie dzieje. A to właśnie to doświadczenie, bycie razem bez wysiłku, bardzo często decyduje o trwałości relacji w dłuższej perspektywie – zauważa rozmówczyni.

Czytaj więcej

Co mówi o związku fakt, że partner przegląda telefon, siedząc obok? Psycholożka o phubbingu

Gdy choremance staje się wygodną ucieczką przed zaangażowaniem

Uznając zasadność przedstawionych powyżej argumentów, warto jednak zastanowić się, czy z kolei taka forma rozpoczynania relacji może odzierać rodzący się związek z romantyzmu właściwego pierwszym etapom poznawania się. – To pytanie pojawia się bardzo często i jest absolutnie zasadne – przyznaje psycholog. – Odpowiedź brzmi: to zależy nie od samej formy, lecz od intencji i równowagi. Romantyzm, z psychologicznego punktu widzenia, nie jest związany z konkretnymi aktywnościami, ale z poczuciem wyjątkowości, bycia wybranym i emocjonalnie widzianym. Psychologia ewolucyjna wskazuje, że intensywna fascynacja, „motyle w brzuchu” i poczucie nowości, napędzane przez neuroprzekaźniki takie jak dopamina, są naturalnymi elementami przyciągania i tworzenia początkowej więzi. Jeśli druga osoba zaprasza nas do swojego świata, ale nigdy nie sygnalizuje, że jesteśmy kimś więcej niż „towarzyszem do zadań”, może pojawić się poczucie emocjonalnej pustki. Wtedy choremance zaczyna przypominać relację funkcjonalną, a nie romantyczną. Budowanie relacji wyłącznie na rutynie i obowiązkach może sprawić, że partnerzy pominą ten ważny etap relacji romantycznej, co może prowadzić do szybkiego wkradnięcia się monotonii. Brak elementu tajemniczości, niespodzianki i „ucieczki od problemów” codzienności może sprawić, że relacja szybko wpadnie w szablon przyjaźni, a nie namiętnego związku partnerskiego. Jednak najważniejsze, co chciałabym powiedzieć, to to, że romantyzm nie znika przez brak świec, tylko przez brak intencji. Jeśli choremance staje się jedyną formą kontaktu, a relacja nigdy nie zostaje nazwana, ktoś może zacząć czuć się jak „towarzysz do zadań”, a nie obiekt uczuć. Wtedy rzeczywiście romantyzm się rozmywa. To moment, w którym ktoś może pomyśleć: „Robimy razem wszystko, ale nie wiem, kim dla siebie jesteśmy”. Pamiętajmy, że sama codzienność wcale nie jest nieromantyczna. Dla wielu osób bardziej intymne jest wspólne składanie prania niż perfekcyjna kolacja. Problem zaczyna się wtedy, gdy choremance staje się wygodną ucieczką przed zaangażowaniem. Gdy wszystko dzieje się „przy okazji”, a nic nie jest wybierane świadomie, wtedy jedna strona interpretuje ją jako „bliskość”, a druga jako „wygodę” i brakuje sygnału: „robię to z tobą, bo jesteś dla mnie ważny/a” – tłumaczy Katarzyna Szamburska-Lewandowska.

Psycholog podkreśla, że zdrowa relacja potrzebuje dwóch trybów: trybu codzienności, który buduje bezpieczeństwo i trybu wyjątkowości, który podtrzymuje napięcie i pożądanie. – Jeśli choremance jest uzupełnieniem, a nie zamiennikiem intencjonalnych spotkań, romantyzm wcale nie znika. On po prostu zmienia formę. Wspólne zakupy czy spacery budują fundament, a intencjonalne randki czy gest podkreślający czyjąś wyjątkowość, nawet bardzo prosty, na przykład powiedzenie wprost, że lubi się ten wspólny czas, podtrzymują poczucie romantycznej więzi. Ujmując to metaforycznie: miłość nie potrzebuje fajerwerków, ale czasem dobrze, żeby ktoś zapalił zapałkę – wyjaśnia obrazowo.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Breadcrumbing, czyli okruchy związku. Co to za manipulacja i jak się z niej uwolnić?

Choremance – ryzyko związane ze zbyt szybkim zaproszeniem sympatii do swojego życia

Zapraszając nową sympatię do swojego życia w tak szybkim tempie, partnerzy, oprócz niewątpliwych zysków wynikających z lepszego poznania się, narażają się też na pewne ryzyko. – Partnerzy zyskują przede wszystkim możliwość szybszego rozeznania się w sytuacji i podjęcia świadomej decyzji o przyszłości relacji. Pozwala to uniknąć marnowania czasu na kogoś, kto nie pasuje do nas i jego styl życia bardzo różni się od naszego. Zyskiem jest bez wątpienia szybkie poczucie bliskości, przynależności i realności relacji. Wspólne rytmy dnia, nawet bardzo proste, mogą błyskawicznie uruchamiać mechanizmy przywiązania. Dla wielu osób to doświadczenie niezwykle kojące, szczególnie po relacjach powierzchownych lub pełnych niejednoznaczności. Jest jednak druga strona medalu. Takie tempo rozwijającej się relacji niesie ze sobą ryzyka. Biologia bywa szybsza niż refleksja. Mechanizmy przywiązania mogą uruchomić się bardzo wcześnie, zanim zdążymy zadać sobie pytanie: „Czego ja właściwie chcę?”. Oksytocyna i dopamina mogą sprawić, że więź emocjonalna zbuduje się szybciej niż świadomość własnych potrzeb i granic. Jedna osoba zaczyna traktować relację jako bardzo znaczącą, podczas gdy druga widzi ją raczej jako wygodną formę spędzania czasu, „miłą codzienność”. Mogą paść wtedy zdania w rodzaju: „Myślałam, że jesteśmy parą, a on myślał, że po prostu dobrze dogadujemy się”. Może też dojść do pominięcia ważnych rozmów o intencjach i oczekiwaniach. Skoro wszystko dzieje się „naturalnie”, łatwo uznać, że rozmowy nie są potrzebne. A to właśnie one nadają relacji kierunek. Zapraszanie kogoś szybko do swojego życia może być piękne, ale wymaga uważności i komunikacji – zastrzega psycholog.

Rozmówczyni zwraca też uwagę, że tak szybkie tempo relacji może prowadzić do zatarcia osobistych granic, co jest niezbędne do zachowania autonomii i szacunku w związku. – Partnerzy mogą poczuć się przytłoczeni bliskością i brakiem przestrzeni dla siebie. Poza tym, codzienne obowiązki niosą ze sobą stres i wyzwania, które na wczesnym etapie związku mogą być zbyt obciążające dla powstającej relacji. Brak czasu na „chemię” i pożądanie, jeśli dominuje aspekt organizacyjny, może osłabić fundamenty związku. Kluczowe jest znalezienie balansu między budowaniem rutyny a podtrzymywaniem romantyzmu i ekscytacji, co wymaga świadomej komunikacji i dbania o potrzeby obu stron. Choremance może być pięknym początkiem, ale potrzebuje uważności i komunikacji. Robiąc razem zakupy, dobrze wiedzieć, czy to zakupy „na dziś”, czy „na dłużej”. Podsumowując, choremance nie jest końcem romantycznych randek. Jest znakiem zmiany w tym, jak dziś rozumiemy bliskość. Coraz częściej nie szukamy kogoś, z kim uciekniemy od życia, ale kogoś, kto do tego życia pasuje. A jeśli chemia działa między półką z makaronem a kasą samoobsługową, to, z psychologicznego punktu widzenia, jest to bardzo obiecujący początek – konstatuje psycholog.

Przytoczony przykład komedii romantycznej „La Dolce Villa” pokazał, że między poszczególnymi etapami żmudnego remontu, niekończących się zakupów i wypełniania formularzy koniecznych przy zakupie zabytkowego budynku, nadal pozostaje sporo przestrzeni na romantyczne uniesienia. Ważne, by takie momenty docenić i w naturalny sposób wpleść w nowo powstającą relację. Nawet jeśli świece nie są elementem eleganckiej kolacji, a raczej narzędziem umożliwiającym widoczność, gdy w wyniku błędu ekipy remontowej w zniszczonej willi zabraknie światła.

Informacje o rozmówczyni

Katarzyna Szamburska-Lewandowska

Psycholog dzieci, młodzieży i dorosłych, psychoterapeuta poznawczo-behawioralny, diagnosta. Ukończyła studia doktoranckie w Klinice Psychiatrii Wieku Rozwojowego WUM, a także 4-letnie szkolenie z zakresu psychoterapii poznawczo-behawioralnej przygotowujące do uzyskania certyfikatu Polskiego Towarzystwa Terapii Poznawczej i Behawioralnej. Pracownik dydaktyczny, nauczyciel akademicki na kierunku Psychologia Wydziału Medycznego Uczelni Łazarskiego.

Psychologia
Reguła 3-6-9 niczym psychoedukacyjna mapa związku. Na czym polega?
Psychologia
Skąd naprawdę biorą się deficyty uwagi i jak je odbudowywać? Psycholożka tłumaczy
Psychologia
Niepokojące 47 sekund. Oto, jak i na czym „koncentruje się” dziś ludzki mózg
Psychologia
Psychoza AI. Tak działa wyjątkowo niebezpieczna relacja z chatami
Psychologia
Jak internet karmi się neuroróżnorodnością? „Bez wielkich inwestycji można zarobić sobą”
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama