Filmowy Eric wyrusza na wycieczkę do Włoch w ściśle określonym celu. Planuje odwieść swoją córkę Olivię od pomysłu zakupu toskańskiej willi, która, nabyta za symboliczną kwotę jednego euro, wymaga gruntownego remontu. Perspektywa kosztownej inwestycji rozłożonej na co najmniej kilka tygodni wydaje się statecznemu przedsiębiorcy mało rozsądna, co argumentuje niestrudzenie podczas licznych dyskusji z 24-latką. Gdy do rozmów włącza się pełna uroku i charyzmy burmistrz miasta, Francesca, argumentów stopniowo zaczyna brakować, a bajeczne krajobrazy i wizja perfekcyjnie zaplanowanego remontu stopniowo przekonują biznesmena do słuszności pomysłu powziętego przez Olivię. Wspólne obowiązki wypełniające kolejne dni spędzone w słonecznej Toskanii – od zakupu materiałów budowlanych poprzez wypełnianie niezliczonych formularzy, malowanie ścian, cyklinowanie podłóg, a nawet udział w zajęciach kulinarnych mających na celu uatrakcyjnienie oferty powstającego obiektu o oryginalną restaurację – na tyle zbliżają głównego bohatera filmu „La Dolce Villa” i lokalną panią polityk, że stopniowo rodzi się między nimi uczucie, a odrzucany we wstępnej fazie pomysł zamieszkania we Włoszech z każdym dniem staje się bliższy realizacji.
Rozpoczynająca się relacja romantyczna nie zawsze wiąże się z koniecznością wspólnego remontowania zaniedbanej willi, jednak poświęcanie czasu na wypełnianie różnorodnych obowiązków w towarzystwie nowo poznanej osoby to ciekawy sposób na stopniowe nawiązywanie więzi i zapraszanie potencjalnego partnera lub partnerki do swojej codzienności. Zestawienie angielskich słów oznaczających obowiązki i romans – choremance – stanowi odzwierciedlenie tego unikalnego etapu w nowo powstającym związku. Jakie zalety ma poznawanie się dzięki wspólnemu wykonywaniu z pozoru monotonnych i mało wyszukanych zadań? O wyjaśnienie i komentarz w tej kwestii poprosiliśmy Katarzynę Szamburską-Lewandowską, psychologa dzieci, młodzieży i dorosłych, psychoterapeutę poznawczo-behawioralnego, diagnostę.
Czytaj więcej
Reguła 3-6-9 w związkach odnosząca się do poszczególnych etapów romantycznej znajomości: zaurocze...
Choremance – bez napięcia i randkowego „kostiumu”
Konieczność regularnego wykonywania tak przyziemnych obowiązków jak zakupy, wizyty u lekarzy specjalistów, oddanie książek do biblioteki czy samochodu do mechanika niejednokrotnie przeplata się z tak ważnym wydarzeniem jak poznanie bratniej duszy i chęć poświęcenia nowej sympatii możliwie jak najwięcej czasu. Aby upewnić się, że bieżące zadania zostaną wykonane na czas, warto połączyć ich sfinalizowanie ze sposobnością przebywania z potencjalnym partnerem. – Choremance zaczyna się zwykle niewinnie. Ktoś musi iść do sklepu, ktoś odebrać paczkę, pójść na spacer z psem czy iść do urzędu. Pada zdanie: „Chodź ze mną”. Bez napięcia, bez planu, bez oczekiwań, bez randkowego „kostiumu”. I nagle okazuje się, że zamiast klasycznej randki mamy wspólne życie w wersji, nazwijmy ją, „demo”. Psychologicznie to bardzo ciekawe zjawisko, bo zamiast „pokazywać się” drugiej osobie, po prostu się jest. To wspólne bycie uruchamia mechanizm synchronii behawioralnej, czyli naturalnego dostrajania się ludzi do siebie poprzez wspólny rytm ruchu, tempa i uwagi. Wspólny ruch, podobne tempo, reagowanie na te same bodźce tworzą warunki, w których nasz mózg i ciało zaczynają „współpracować i zgrywać się” z drugim człowiekiem. To jeden z najstarszych mechanizmów budowania więzi u ludzi i pozostałych ssaków. Kiedy idziemy razem do sklepu albo wykonujemy proste czynności, nasze mózgi i ciała zaczynają współpracować: synchronizują się emocje, reakcje i poziom pobudzenia. To dlatego po takich spotkaniach wiele osób mówi: „Nie wiem, dlaczego, ale było jakoś … dobrze” – wyjaśnia Katarzyna Szamburska-Lewandowska.
Psycholog zaznacza, że w choremance nie trzeba błyszczeć dowcipem ani opowiadać najlepszych historii życia. – Wystarczy być obecnym. Tego typu spotkania pozwalają zobaczyć drugą osobę taką, jaka jest naprawdę: jak reaguje na drobne frustracje, czy potrafi zwolnić, czy raczej pędzi przez życie, czy umie być z kimś bez ciągłej stymulacji, posiedzieć w ciszy, razem pomilczeć. Choremance pozwala sprawdzić, czy między dwiema osobami jest coś więcej niż dobra autoprezentacja. Czy da się razem być, kiedy nie ma „atrakcji”. Bo jeśli ktoś irytuje nas już przy wyborze jogurtu, to prawdopodobnie kolacja przy świecach niewiele zmieni. W ten sposób relacja rozwija się w bardziej naturalny i autentyczny sposób, integrując się z realnym życiem każdej z osób od samego początku znajomości. Redukuje to również lęk przed odrzuceniem, ponieważ interakcje są mniej sformalizowane i nie niosą ze sobą takiego napięcia jak oczekiwanie na idealną randkę. Ostatecznie, ta kombinacja sprzyja budowaniu poczucia bezpieczeństwa i zaufania, co jest kluczowe dla trwałości i satysfakcji ze związku – zaznacza rozmówczyni.