Reklama

Filozofia shoku-iku. Tym elementem japońskiego systemu edukacji warto się inspirować

W japońskich stołówkach szkolnych obowiązuje zakaz serwowania wysoko przetworzonego jedzenia. Uczniowie angażowani są też w proces przygotowania posiłków i utrzymania czystości w miejscach przeznaczonych na spożywanie dań.

Publikacja: 03.02.2026 11:38

W Japonii dbałość o zbilansowane, zdrowe i smaczne posiłki rozpoczyna się już we wczesnych latach sz

W Japonii dbałość o zbilansowane, zdrowe i smaczne posiłki rozpoczyna się już we wczesnych latach szkolnych.

Foto: Adobe Stock

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie zakazy żywieniowe obowiązują w japońskich stołówkach szkolnych?
  • W jaki sposób japońskie szkoły angażują uczniów w proces przygotowywania posiłków?
  • Co oznacza termin kyūshoku i jak wpływa na nauczanie o żywieniu?
  • Jak edukacja żywieniowa shoku-iku integruje się z programem nauczania?

Kompletowane naprędce i wręczane dzieciom przed wyjściem do szkoły pojemniki na lunch czy drugie śniadanie bywają wypełnione produktami o długiej dacie przydatności do spożycia i skomplikowanej liście składników: od cukru poprzez konserwanty, po substancje zagęszczające, sztuczne barwniki czy wzmacniacze smaku. Łatwe do pozyskania podczas wizyty w osiedlowym sklepie batoniki, słone przekąski, żelki czy ciasteczka bynajmniej nie dodają dzieciom energii, a słodzone napoje w bajecznie kolorowych pudełkach nie tylko nie ugaszą pragnienia, ale mogą skutkować bólem brzucha i koniecznością wizyty u dentysty.

Wystąpienie podobnych dolegliwości u uczniów japońskich szkół jest mało prawdopodobne ze względu na starannie przemyślane i ściśle przestrzegane zasady obowiązujące w tamtejszych stołówkach. Eliminacja wysoko przetworzonej żywności z jadłospisów oraz angażowanie młodych osób w proces przygotowania posiłków to najważniejsze z nich. Jak przekładają się na kształtowanie zdrowych nawyków żywieniowych od najmłodszych lat i co wspólnego z ich praktykowaniem ma tajemniczy termin kyūshoku? Zagadnienia te omawiamy z Sylwią Leszczyńską, dietetykiem klinicznym, psychodietetykiem z Instytutu Zdrowego Żywienia i Dietetyki Klinicznej „Sanvita” oraz z prof. dr hab. Krystyną Gutkowską, dyrektor Instytutu Nauk o Żywieniu Człowieka w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.

Shoku-iku. Edukacja o żywieniu istotnym elementem programu nauczania

Doświadczenia smakowe wyniesione z czasów szkolnych nie zawsze mają pozytywne konotacje: pozbawione przypraw, rozgotowane warzywa czy powtarzające się cyklicznie zupy o mało wyszukanym aromacie trudno określić mianem apetycznych, a najmniej ulubione z nich często zapadają w pamięć na długie lata, stając się przedmiotem niejednej rodzinnej anegdoty. W Japonii dbałość o zbilansowane, zdrowe i smaczne posiłki rozpoczyna się już we wczesnych latach szkolnych, a służyć temu mają nie tylko odpowiednio przygotowane jadłospisy, ale i pewne działania podejmowane w tamtejszych szkolnych stołówkach. Bazujące na świeżych, lokalnych produktach posiłki stanowią istotną część programu nauczania poświęconego edukacji o żywieniu i w języku japońskim określanego terminem shoku-iku. Odnosi się on nie tylko do japońskiej filozofii odżywiania, ale i pracy zespołowej, działalności społecznej, a także konieczności podnoszenia świadomości co do właściwych nawyków żywieniowych i podejmowanej regularnie aktywności fizycznej. Zasadę tę wprowadzono w 2005 r. jako reakcję rządu na gwałtowny wzrost otyłości wśród dzieci, spowodowany popularnością żywności typu fast food oraz modą na styl życia, w którym aktywność fizyczna nie stanowi najwyższego priorytetu. Nałożony na szkoły obowiązek nauczania uczniów podstawowych reguł shoku-iku miał wpoić młodym osobom zasady odmienne od powyższych i zaangażować ich w proces wspólnego przygotowywania posiłków.

Czytaj więcej

Japońskie korporacje zmieniają zasady dotyczące wyglądu pracownic
Reklama
Reklama

Znany w tamtejszych placówkach edukacyjnych termin kyūshoku oznacza posiłek opracowany we współpracy z dietetykiem, a następnie serwowany i spożywany w szkołach. Zaangażowani w jego przygotowanie uczniowie na zmianę prowadzą dyżur podczas przerw obiadowych, pośrednicząc między kuchnią a salą lekcyjną, w której wspólnie konsumowane są przewidziane w jadłospisie danego dnia potrawy. Codziennie grupa około sześciu uczniów dyżurnych z każdej klasy przebiera się w stroje obiadowe, przywdziewa maseczki higieniczne i rusza do kuchni, by odebrać wózek z posiłkiem dla całej klasy. W skład lunchu zazwyczaj wchodzi ryż z rybą, curry lub inną potrawą warzywną, zupa, owoc, tradycyjna herbata i szklana butelka mleka. Wszystkie dania przygotowywane są w szkole, a nad tworzeniem menu czuwa zatrudniony przez placówkę dietetyk. Uczniowie pełniący dyżur mają za zadanie dostarczyć wózek z posiłkiem do klasy, rozdać tace i dania wszystkim uczniom i nauczycielowi, a po skończonym kyūshoku uprzątnąć naczynia i odwieźć wózek do kuchni. Jednocześnie obowiązuje ich zakaz przynoszenia do szkoły własnych przekąsek, a kyūshoku to pierwszy posiłek po porannym śniadaniu, spożywanym jeszcze w domach przed wyjściem do szkoły. – Ograniczenie żywności wysoko przetworzonej w środowisku szkolnym poprawia jakość diety dzieci, zmniejszając ekspozycję na nadmiar cukru, soli oraz niekorzystnych tłuszczów, a jednocześnie zwiększając udział żywności o wysokiej wartości odżywczej – zauważa Sylwia Leszczyńska. – W praktyce oznacza to lepsze pokrycie zapotrzebowania na błonnik, witaminy i składniki mineralne, stabilniejszą gospodarkę glukozowo-insulinową oraz korzystniejsze kształtowanie preferencji smakowych. WHO (oryg. World Health Organization, czyli Światowa Organizacja Zdrowia – przyp. red.), w najnowszych globalnych wytycznych z 2026 r. podkreśla, że szkoła jest kluczowym środowiskiem kształtowania nawyków żywieniowych na całe życie i rekomenduje ograniczanie dostępności żywności niezdrowej przy jednoczesnym promowaniu żywności o wysokiej wartości odżywczej. W mojej praktyce klinicznej dzieci i rodzice najczęściej zgłaszają się z: problemami z regularnością jedzenia, skokami energii w ciągu dnia, nadwagą, nadmiernym apetytem na „słone/słodkie” czy nasilonym podjadaniem po szkole. Środowisko szkolne potrafi albo to nasilać, albo realnie odwrócić trend. Najważniejsze: wycofanie UPF (oryg. Ultra-Processed Food, czyli żywność wysoko przetworzona – przyp. [[red)|red.)||interpunkcja||Brakujący nawias zamykający.]] nie działa „symbolicznie”: poprawia jakość diety i zmniejsza wypieranie produktów naturalnych. Mamy też dane pediatryczne pokazujące, że nawet niewielka ilość takiej żywności w diecie ma znaczenie: w badaniu z udziałem dzieci i młodzieży opublikowanym w czasopiśmie „Children” udział żywności ultraprzetworzonej wynosił ok. 8,5-9,5 proc. energii, a mimo to wyższe spożycie UPF wiązało się z istotnie niższą podażą błonnika, witaminy B12 i cynku, czyli składników krytycznych dla wzrostu, odporności i rozwoju – wyjaśnia psychodietetyk.

Gdy wysoko przetworzona żywność staje się podstawą diety

Jak zaleca dietetyk kliniczny, w celu uzyskania zdrowotnych korzyści, o których mowa powyżej, w kształtowaniu prawidłowych nawyków żywieniowych wśród młodych osób istotne jest wdrożenie zasad mających charakter systemowy. – Takie podejście sprawdza się najlepiej; nie pojedyncze zakazy, ale takie ustawienie szkolnego środowiska, by zdrowy wybór był najłatwiejszy. WHO wskazuje tu dwie kluczowe dźwignie: po pierwsze, jasne standardy zwiększające dostępność żywności wartościowej i ograniczające niezdrową, a po drugie tzw. nudging, czyli „podpowiadanie” lepszych wyborów przez sposób ekspozycji i organizacji sprzedaży. W praktyce największy efekt dają proste zamiany: woda i niesłodzone napoje mleczne zamiast słodzonych, owoce, jogurt naturalny lub proste dania mleczno-zbożowe zamiast batonów i „chrupków”, a także świeżo przygotowane posiłki: zupy warzywne, zupy-kremy i dania z prostych, nisko przetworzonych składników takich jak warzywa, owoce, produkty zbożowe z pełnego przemiału, rośliny strączkowe, jaja, ryby oraz chude mięso, zamiast „gotowców” i produktów instant. Kluczowe jest też stopniowe ograniczanie soli i cukru. Dzieci bardzo szybko adaptują się do naturalnego smaku, jeśli jest on standardem w otoczeniu. To działa szczególnie u dzieci, które „nie jedzą warzyw” albo mają wybiórczość, bo o zmianie decyduje środowisko i powtarzalność ekspozycji, a nie jednorazowa motywacja. Nie chodzi o odebranie dzieciom smaku czy przyjemności jedzenia, ale o zastąpienie produktów, których lista składników jest dłuższa niż przepis, żywnością prostą, która nadal daje sytość i satysfakcję, bez nadmiaru cukru, soli i dodatków technologicznych – wyjaśnia dietetyk kliniczny.

Czytaj więcej

Odkryto nowy powód, dla którego warto odstawić wysoko przetworzoną żywność

Oparta na wysoko przetworzonych produktach dieta stanowiąca przeciwieństwo tej, szczegółowo omówionej powyżej, wiąże się z poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi dla osób regularnie praktykujących taki sposób odżywiania. – Gdy UPF stają się podstawą diety, najpierw cierpi jakość odżywcza, a dopiero później widać „wyniki” w masie ciała czy badaniach. To kluczowe, bo wielu rodziców uspokaja się: „dziecko jest szczupłe, więc wszystko jest OK”. Tymczasem wyższe spożycie UPF wiąże się z niższą podażą błonnika, witaminy B12 i cynku, niezależnie m.in. od BMI (oryg. Body Mass Index, czyli wskaźnik masy ciała – przyp. red.) i aktywności fizycznej. A to są elementy, które mają konsekwencje rozwojowe: błonnik wspiera gospodarkę glukozową i jelita; witamina B12 i cynk są kluczowe dla rozwoju neurologicznego, odporności i wzrastania. Dodatkowo UPF często zwiększają podaż sodu, co w dłuższej perspektywie nie jest neutralne dla układu krążenia. Dieta oparta na żywności wysoko przetworzonej jest zazwyczaj gęsta energetycznie i jednocześnie o niskiej gęstości odżywczej. U dzieci sprzyja to nadmiernemu spożyciu kalorii, zaburzeniom regulacji apetytu oraz gorszemu kształtowaniu nawyków żywieniowych. W perspektywie rozwojowej obserwuje się większe ryzyko nadwagi i otyłości, zaburzeń metabolicznych oraz problemów stomatologicznych. W szerszym obrazie zdrowotnym, już bardziej populacyjnym niż pediatrycznym, umbrella review w BMJ (dawniej „British Medical Journal”, czyli jedno z najważniejszych i najstarszych brytyjskich naukowych czasopism medycznych na świecie – przyp. red.), obejmujący niemal 10 mln osób, wykazał, że większa ekspozycja na UPF jest powiązana z wyższym ryzykiem niekorzystnych wyników zdrowotnych, zwłaszcza kardiometabolicznych i dotyczących zdrowia psychicznego. To nie jest „dowód tylko u dzieci”, ale mocny argument, dlaczego środowisko szkolne powinno ograniczać UPF, zanim wzorzec żywieniowy utrwali się na lata – zastrzega Sylwia Leszczyńska.

Czytaj więcej

„Efekt Sanae”: Świat oszalał na punkcie torebki premier Japonii. Co to za model?

Wysoko przetworzona żywność nie powinna stanowić podstawy diety

Na potwierdzenie tezy o tym, jakoby istniały dopuszczalne, nadal bezpieczne dla zdrowia dawki wysoko przetworzonego jedzenia w codziennej diecie, próżno szukać rzetelnych, dogłębnie przeanalizowanych dowodów naukowych. – Aktualnie nie ma ustalonej, opartej o jednoznaczne dane kliniczne dawki progowej UPF, poniżej której można byłoby mówić o „braku ryzyka” w okresie rozwojowym – potwierdza prof. dr hab. Krystyna Gutkowska. – Wynika to z faktu, że: UPF to kategoria heterogenna (to różne produkty, są różne klasyfikacje, różna jest wartość odżywcza tych produktów), znaczna część dowodów pochodzi z badań obserwacyjnych, są to produkty dopuszczone do sprzedaży i konsumpcji, więc z definicji „bezpieczne” dla człowieka. Z punktu widzenia zdrowia publicznego i dietetyki pediatrycznej najbardziej racjonalne jest przyjęcie zasad/wytycznych: UPF nie powinny stanowić podstawy diety, a ich udział powinien być możliwie niski, nacisk należy położyć na redukcję tych grup UPF, które mają najwyższą zawartość cukrów dodanych, soli i/lub niską gęstość odżywczą (napoje słodzone, słodycze, słone przekąski, desery, wiele „dań gotowych”). Ponieważ brak jest progu „bezpiecznego”, praktycznie należy opierać się na ocenie jakości całej diety, w tym: realizacji zaleceń dotyczących cukrów wolnych/dodanych, błonnika, sodu, regularności i struktury posiłków, udziału produktów o wysokiej gęstości odżywczej (warzywa, owoce, pełne ziarna, strączki, naturalny nabiał, ryby/jaja/mięso w prostych formach). Jeżeli te warunki są spełnione, incydentalna obecność części produktów UPF (np. w sytuacjach społecznych) zwykle nie stanowi kluczowego problemu klinicznego; natomiast regularne i wysokie spożycie UPF zwiększa prawdopodobieństwo przekroczenia limitów cukrów wolnych/dodanych i pogorszenia profilu żywieniowego – zastrzega dyrektor Instytutu Nauk o Żywieniu Człowieka w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.

Reklama
Reklama

Obowiązujące w japońskich szkołach zasady oznaczają też, że dzieci współuczestniczą w przygotowaniu posiłków, następnie spożywają lunch razem z rówieśnikami i pomagają w uprzątnięciu stołów po jedzeniu. Nabywane tą drogą umiejętności są nie do przecenienia. – Zasady te sprzyjają wykształceniu kilku przynajmniej kompetencji społecznych, których ważność potwierdzają też wyniki badań realizowanych przez zespół badaczy z Instytutu Nauk o Żywieniu Człowieka SGGW pod moim kierunkiem w ramach zadania zleconego najpierw przez Ministerstwo Edukacji i Nauki, a następnie Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego o akronimie „Junior-Edu-Żywienie” (JEŻ i JEŻ Bis); warto też wspomnieć, że w polskich szkołach podstawowych, zwłaszcza w ramach edukacji wczesnoszkolnej, organizowane są wspólne śniadania uczniów wraz z nauczycielami, podczas których nie tylko spożywa się wspólnie posiłki, ale również rozmawia o zawartości śniadaniówek, o wartości odżywczej produktów, które w nich się znajdują lub powinny się znaleźć; zachęcając do tego, by były one (śniadaniówki) kolorowe, z dużą ilością zwłaszcza warzyw; przygotowana i opublikowana w ramach projektu „Jeżowa Książka Kucharska” (red. Ewa Czarniecka Skubina; Jadwiga Hamułka i Krystyna Gutkowska) zachęca do wspólnego przygotowywania posiłków dzieci i młodzież szkolną w ich domach rodzinnych, jak również w czasie różnych wydarzeń szkolnych czy uroczystości rówieśniczych; wspólne przygotowywanie posiłków poza elementem edukacyjnym, zachęca do współpracy, podziału zadań czy obowiązków, jak też uwrażliwia na konieczność niemarnowania żywności, zachęcając do dzielenia się nią z potrzebującymi i ochrony środowiska przez racjonalne wybory związane z żywnością i żywieniem; można powiedzieć, że takimi działaniami wpływa się na system aksjologiczny młodych ludzi, podkreślając wartość żywności i żywienia, wspólnoty rodzinnej, którą cementuje się podczas wspólnych posiłków, zarówno na etapie ich przygotowania, spożywania, jak i przy sprzątaniu po zjedzeniu; podobnie kształtuje się wartość wspólnoty rówieśniczej, tym samym zapobiegając poczuciu alienacji, tak często doskwierającemu współczesnym nastolatkom – wyjaśnia prof. dr hab. Krystyna Gutkowska.

Na niezliczone benefity wynikające z takiej praktyki zwraca też uwagę Sylwia Leszczyńska.  – WHO mówi wprost o potrzebie whole-school approach, czyli podejściu, które obejmuje nie tylko to, co jest na talerzu, ale też środowisko, edukację i nawyki społeczne wokół jedzenia – zauważa Sylwia Leszczyńska, przystępując do wyszczególnienia korzyści związanych z taką praktyką. – Współuczestnictwo dzieci w przygotowaniu posiłków i porządkowaniu po nim buduje sprawczość („umiem, potrafię, mam wpływ”), uczy odpowiedzialności i współpracy, wzmacnia kompetencje żywieniowe (dziecko rozumie, skąd bierze się jedzenie), zmniejsza poziom marnowania jedzenia, normalizuje wspólny posiłek jako element dnia, a nie „szybką przekąskę w biegu”. W gabinecie bardzo często pracujemy właśnie z tym: wpatrzone w ekran dziecko je „w tle”, w pośpiechu, co skutkuje wybiórczym spożywaniem pokarmów i brakiem struktury posiłku. Model japoński porządkuje rytm, wzmacnia uważność i relację z jedzeniem, i to jest fundament profilaktyki na lata – konstatuje Sylwia Leszczyńska.

Nakrycie do stołu, wspólne przystąpienie do posiłku, uprzednio przygotowanego we współpracy z rówieśnikami, odłożenie telefonów na czas jedzenia i wreszcie uprzątnięcie zabrudzonych talerzy i sztućców to niezwykle istotne elementy codziennej rutyny żywieniowej, które warto praktykować od najmłodszych lat. Jeśli placówka edukacyjna, do której uczęszcza dziecko, nie podejmuje należytych wysiłków w tym zakresie, cenną naukę można rozpocząć w domu rodzinnym, dając jednocześnie przyzwolenie na to, że w początkowych etapach nakrycie do stołu może odbiegać od perfekcji, a śnieżnobiały obrus profilaktycznie zastąpić łatwą do utrzymania w czystości, kolorową ceratą.

Informacje o rozmówczyniach

Prof. dr hab. Krystyna Gutkowska

Dyrektor Instytutu Nauk o Żywieniu Człowieka w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Główne obszary zainteresowań badawczych obejmują zagadnienia związane z zachowaniami konsumentów na rynku żywności; ich uwarunkowaniami oraz tendencjami rozwoju rynku żywności; a także z edukacją żywieniową. W tym obszarze zrealizowała wiele badań finansowanych zarówno ze źródeł krajowych jak i zagranicznych. Opublikowała (zarówno jako jedyny autor, jak i współautor) około 300 artykułów w recenzowanych czasopismach polskich i zagranicznych oraz była autorem lub współautorem 20 monografii. 

Sylwia Leszczyńska

Dietetyk kliniczny, psychodietetyk „Sanvita” Instytut Zdrowego Żywienia i Dietetyki Klinicznej www.instytutsanvita.pl

Styl życia
Czytanie imponująco przedłuża życie. Oto, jak dokładnie to działa
Styl życia
Nowy trend w spotkaniach z przyjaciółmi. Oto, co się robi podczas „admin nights”
Styl życia
Naukowcy określili, kiedy gry wideo stają się szkodliwe. Podali „krytyczną” liczbę godzin
Styl życia
Jak ćwiczą Polki i Polacy? Nowe dane pokazują ciekawe zjawiska
Styl życia
Bez starszyzny ani rusz? Oto, jak Polacy widzą dziś rolę babci i dziadka w rodzinie
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama