– Możemy być najzdrowszym pokoleniem od lat, ale gdy spędzam kolejną godzinę na siłowni, zastanawiam się, czy nie byłabym szczęśliwsza na spotkaniu z przyjaciółmi? – takim pytaniem rozpoczyna się artykuł 25-letniej dziennikarki „The Guardian”, Isabel Brooks. – Nasze regularne treningi mają mnóstwo korzyści zdrowotnych, ale marzę o tym, by nie pochłaniały tak dużo czasu i umożliwiły nam inne aktywności – dodaje. Staranne przestrzeganie planów treningowych wymagające regularnej obecności w klubie fitness, zwykle tuż po zakończeniu obowiązków zawodowych, niejednokrotnie wiąże się z koniecznością zachowania stałych pór posiłków w ściśle określonym limicie kalorycznym. Towarzysząca tym zachowaniom rutyna pielęgnacyjna, narzucająca na daną osobę obowiązek dbałości o nienaganny wygląd cery i kondycję skóry sprawia, że już we wczesnych godzinach wieczornych należy rozpocząć serię domowych zabiegów upiększających, wśród których nakładanie kilku warstw kosmetyków wydaje się najmniej skomplikowaną procedurą.
Choć efekt tych działań wywołuje podziw ze strony otoczenia, to wszelkie starania podejmowane w tym celu są na tyle absorbujące, że trudno wygospodarować czas na aktywności inne niż te, służące dbałości o zdrowie. Próba przekierowania uwagi na inne działania czy wyłamania się z katorżniczej rutyny wiązać się może z poczuciem lęku o utratę wypracowanych efektów. Potrzeba prowadzenia zdrowego trybu życia staje się tym samym dominująca i z czasem wiąże się dla danej osoby z przykrym obowiązkiem, do reszty wypełniającym każdą wolną chwilę. W jaki sposób można poradzić sobie ze zjawiskiem, w języku angielskim określanym jako wellness trap i jakie symptomy świadczą o tym, że dana osoba nieuchronnie zdąża w kierunku tej specyficznej pułapki? O komentarz w tych kwestiach poprosiliśmy Adriannę Sobol, psychoonkologa i wykładowcę Uczelni Łazarskiego.
Czytaj więcej
Treningi taneczne wymagają sporej wytrzymałości i umiejętności zapamiętywania choreografii. Mogą...
Wellness trap: coraz bardziej rygorystyczne zachowania przy malejącej tolerancji na odstępstwa
– Kilka lat temu obsesyjnie marzyłam o zmianie swojego ciała. Zainspirowana „gymfluencerami” (połączenie angielskiego słowa „siłownia” oraz influencer – przyp. red.) oraz niezliczonymi profilami na Instagramie przepełnionymi propozycjami treningów i zdjęciami dokumentującymi metamorfozy po regularnych seriach ćwiczeń, spędzałam ponad dwie godziny dziennie na siłowni. Od podnoszenia ciężarów robiło mi się słabo, a spożywane koktajle białkowe wywoływały we mnie mdłości. Pilnowałam jednak odpowiednich proporcji białka w diecie, aby efekt treningów był lepiej widoczny i utrzymał się możliwie jak najdłużej – kontynuuje swoją opowieść Isabel Brooks. Tryb życia zapoczątkowany w celu wypracowania wymarzonej sylwetki, z czasem zaczął kojarzyć się z serią obowiązkowych czynności, która z przyjemnością nie ma nic wspólnego. – Wellness trap to zjawisko, w którym zachowania pierwotnie służące zdrowiu i dobrostanowi ulegają stopniowej eskalacji, aż do momentu, gdy zaczynają działać odwrotnie do swojego pierwotnego celu. Z perspektywy psychologicznej to dobrze opisany mechanizm: zachowanie, które przynosi szybkie wzmocnienie (lepszą kondycję, poczucie kontroli, aprobatę otoczenia), staje się coraz bardziej rygorystyczne, a tolerancja na odstępstwa stopniowo maleje. Z czasem troska o siebie może zacząć przypominać schemat kompulsywny – zauważa psycholog.
Rozmówczyni zaznacza, że w pułapkę, o której mowa, często wpadają osoby o wysokiej potrzebie kontroli, niskiej tolerancji na niepewność oraz te, których poczucie własnej wartości silnie opiera się na zewnętrznej ocenie. – W przypadku młodszych pokoleń dochodzi jeszcze jeden istotny czynnik: media społecznościowe, które stale eksponują treści związane ze zdrowiem, wyglądem i produktywnością. Tworzy się środowisko, w którym „nierobienie” może wywoływać poczucie winy, a dzień bez rytuałów bywa odczuwany jak regres – zastrzega Adrianna Sobol.