"Fascynuje mnie to co, jeszcze niewidoczne". Nowa dyrektor Muzeum Łazienki Królewskie o swoich planach

Marianna Otmianowska, pierwsza w historii kobieta na stanowisku dyrektora Muzeum Łazienki Królewskie, nazywa miejsce swojej pracy „Muzeum zachwytów”.

Publikacja: 02.11.2023 10:48

Marianna Otmianowska: Moja nominacja wiąże się z poczuciem misji i zobowiązania.

Marianna Otmianowska: Moja nominacja wiąże się z poczuciem misji i zobowiązania.

Foto: Archiwum prywatne

Jest pani od miesiąca pierwszą kobietą dyrektorem w tym miejscu. Kim pani się czuje: pionierką, kontynuatorką wielkiej historii, panią na włościach, nowatorką?

Marianna Otmianowska: Pracę w muzeach bez względu na stanowisko traktuję jako rodzaj misji i zobowiązania wobec dziedzictwa.

Z Łazienkami jestem związana od 5 lat, więc ten proces wchodzenia w szczegóły funkcjonowania naszego muzeum już trochę trwa i czuję się zaprzyjaźniona z tą instytucją.

Na pewno fakt, że zostałam pierwszym dyrektorem - kobietą jest dla mnie powodem do dumy. Tym bardziej, że w rezydencjach królewskich – w Wilanowie, na Zamku Królewskim w Warszawie, czy na Wawelu na stanowisku głównego dyrektora kobiet dotychczas nie było. Ale moja nominacja wiąże się też z poczuciem misji i zobowiązania.

Muzeum Łazienki Królewskie zatrudnia około 250 osób, jest także sporo osób współpracujących i wolontariuszy, więc to bardzo duży interdyscyplinarny zespół. Nieraz więc towarzyszy mi takie poczucie, jakbym organizowała przyjęcie dla wielkiej rodziny. Każdy dzień łączy się z troską o każdego jej członka.

Empatyczne, bardzo kobiece podejście.

Odpowiadanie na potrzeby zarówno pracowników. jak i zwiedzających jest dla mnie jednym z priorytetów.

Ważne jest dla mnie także doświadczenie historii, które przed rocznicą powstania listopadowego we mnie jeszcze rośnie, bo przecież mój gabinet jest w Podchorążówce, skąd w 1830 roku wyruszyła grupa podchorążych, dając początek powstaniu. Nie chcę tworzyć legendy i mówić, że tu duchy krążą. Niemniej świadomość obecności wielu pokoleń i postaci, które tutaj w przeszłości się pojawiały i współtworzyły tę przestrzeń, jest dla mnie znacząca. Człowiek tutaj naprawdę dotyka historii. Dlatego w Łazienkach, w tym roku już po raz kolejny wystawiamy „Noc Listopadową” jako plenerowe widowisko oraz organizujemy inne działania z tym związane.

„Listopad to dla Polski niebezpieczna pora…”

Otóż to. „Jest to pora, gdy idą między żywych duchy...” Widowisko realizowane wspólnie z Teatrem Klasyki Polskiej według „Nocy Listopadowej” Wyspiańskiego w reżyserii Leszka Zdunia jest żywą lekcją historii i chcemy je mieć w stałym repertuarze. Na przyszły rok planujemy też wystawę nawiązującą do ikonosfery „Nocy listopadowej” Stanisława Wyspiańskiego, który odwiedził Łazienki Królewskie w Warszawie tylko raz w styczniu 1898 roku. Podczas spaceru rzeźby postaci mitologicznych ożyły w jego wyobraźni. Powiązał je z historią powstania listopadowego i tak stworzył narodowy dramat. Nasza wystawa będzie miała szeroki kontekst, uwzględniający też spojrzenie Wyspiańskiego na Łazienki.

Z drugiej strony czas w Łazienkach odmierza nie tylko historia, ale także cykliczna zmienność natury i pór roku, więc sezon nigdy w nich się nie kończy.

Tak, u nas sezon trwa przez cały rok. Większość z kilkunastu zabytkowych obiektów w Łazienkach, znajdujących się na 74 hektarach zabytkowego ogrodu, jest stale otwarta dla publiczności (Z powodów konserwatorskich na zimę zamykamy tylko Wodozbiór i Biały Dom).

Od dłuższego czasu pracujemy także nad zmianą świadomości naszych zwiedzających, żeby do Łazienek przychodzili nie jak do miejskiego parku, ale właśnie jak do zabytkowego ogrodu, do rezydencji królewskiej, do muzeum. To ewenement, że w centrum stolicy mamy zabytkową, królewską, dostępną dla wszystkich przestrzeń.

Kiedy Łazienki stały się dostępne dla publiczności?

Od zawsze były. Pomijając mroczne czasy carskie i okupacji w czasie II wojny.

Już w XVIII wieku w intencji króla Stanisława Augusta miały być dostępne dla publiczności. W kronikach czytamy, że w czasach stanisławowskich, gdy odsłaniano pomnik Jana III Sobieskiego, działo się to w obecności ludzi różnych stanów.

Gazety i ryciny z XX-lecia międzywojennego przypominają, że w Łazienkach panował wówczas na co dzień ożywiony ruch. Przejeżdżały tędy bryczki, a zimą staw był przerobiony na lodowisko, po którym śmigali łyżwiarze.

I my dzisiaj dokładamy starań, by Łazienki udostępnić szerokiej publiczności. „Bezpłatne piątki” wprowadziliśmy na stałe we wszystkich zabytkowych obiektach. Rozpoczynamy „Bezpłatny listopad”, obowiązujący we wszystkich rezydencjach królewskich, podczas którego mogą państwo zwiedzać zabytkowe wnętrza i wystawy czasowe.

Regularnie organizujemy spacery tematyczne, spotkania, wykłady i warsztaty przybliżające historię tego miejsca. Zwiedzanie, jak i korzystanie z uroków natury jest dla nas równie cenne.

Czytaj więcej

Toruńskie konserwatorki zbadały dzieło Kopernika odnalezione na Filipinach

Przez pierwsze cztery lata pracy w Łazienkach za dyrekcji prof. Zbigniewa Wawra pani jako wicedyrektor odpowiadała za konserwację. Jakie to były projekty?

Kierowałam konserwacją ogrodów, zabytków nieruchomych i ruchomych, inwestycjami i archeologią. Wszystkie te działania się łączą i wymagają szeregu kwerend i uzgodnień konserwatorskich, ponieważ są związane z miejscem zabytkowym.

Ukończyliśmy wówczas konserwację Białego Domu i oddaliśmy do użytku Wodozbiór oraz Stajnie Kubickiego.

Usystematyzowaliśmy też wiele programów konserwatorskich związanych ze zrównoważonym rozwojem, potencjalną klimatyzacją, badaniami wilgotności oraz stałym monitoringiem np. w funkcjonowaniu Teatru Królewskiego.

Jeśli chodzi o ogrody zabytkowe, udało się nam zrewitalizować ich część za Pałacem Myślewickim oraz utworzyć plac zabaw, który jest ewenementem w rezydencji zabytkowej. Przeprowadziliśmy również pierwszy etap oświetlenia elektrycznego w ogrodach, które jest bardzo nastrojowe. Aby ustalić jego optymalne parametry, sprawdzaliśmy je nocą w naturalnych warunkach.

Co będzie remontowane i konserwowane w najbliższym czasie?

Amfiteatr, ponieważ scena i jej naturalna scenografia wymagają konserwacji. Przygotowaliśmy bardzo skomplikowaną dokumentację projektową dla remontu Amfiteatru, która jest już zaakceptowana. Mamy również zapewnione finansowanie, więc teraz przymierzamy się do realnej pracy, która potrwa dwa lata, zanim wrócimy do Amfiteatru z ofertą koncertów i przedstawień.

Kiedy pani studiowała historię sztuki na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, od razu nastawiała się na muzealnictwo?

Nie od razu, choć muzea zawsze mnie fascynowały. I polskie i zagraniczne. Rozpoczęłam jako wolontariusz w Muzeum Powstania Warszawskiego. Współpracowałam przy otwieraniu tego muzeum i przy tworzeniu archiwum historii mówionej.

Zaraz po studiach byłam związana z rynkiem sztuki, pracowałam w Desa Unicum i jestem wdzięczna, że spotkałam się z tym obszarem. Była to praca wielozadaniowa. Pasjonująca tam też była możliwość oglądania dzieł pod lampami UV razem z konserwatorami.

Potem zostałam kierownikiem edukacji w Muzeum Narodowym w Warszawie. MNW kierowała wówczas doktor Agnieszka Morawińska. Był to niezwykle cenny czas, otwierający na wiele perspektyw i możliwości. Był to także okres dobrej współpracy wewnątrzzespołowej.

Co panią szczególnie interesuje w sztuce?

Ogólnie fascynuje mnie to, co jest jeszcze niewidoczne, nieodkryte, niedopowiedziane w dziełach sztuki. Czy to z perspektywy życia twórców, czy czasu, w którym powstawały dzieła, czy z perspektywy historii i losów danego obiektu. W Muzeum Narodowym w Warszawie najbardziej zachwycała mnie Galeria Sztuki XIX wieku, niesamowicie wieloplanowa.

A wiedza i doświadczenie z pracy w domu aukcyjnym nadal procentuje w pani życiu zawodowym? Czy Łazienki w ogóle coś kupują do zbiorów?

Łazienki cały czas kupują, więc zdecydowanie się przydaje. Przede wszystkim nastawieni jesteśmy na uzupełnianie zbiorów związanych z naszą historią. Niedawno kupiliśmy akwarelę Augusta Vogla, pokazująca Ermitaż, niewielki dworek stojący na obrzeżach Łazienek. Obecnie trwają rozmowy z zagranicą dotyczące porcelanowego obiektu ukazującego nasz Biały Dom. To oferta poza aukcyjna, więc mamy więcej czasu na negocjacje.

Poszukujemy też dzieł sztuki związanych z planowanymi wystawami. Między innymi do przywoływanej już „Nocy Listopadowej” oraz do wiosennej wcześniejszej poświęconej Stanisławowi Herakliuszowi Lubomirskiemu, właścicielowi tych ziem jeszcze przed czasami stanisławowskimi.

Lubomirski był właścicielem zwierzyńca, czyli tego pięknego terenu zielonego, gdzie dziś spacerujemy, gdzie w XVII wieku spędzał wolny czas, przyjeżdżając na polowania. Był też twórcą Łaźni - dzisiejszego przedsionka Pałacu na Wyspie.

Z perspektywy zbiorów ważne jest też dla nas odzyskiwanie strat wojennych, w związku z czym intensywnie współpracujemy z Departamentem Restytucji Dóbr Kultury w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Ostatnio powróciła m.in. odnaleziona aplika (dekoracyjny świecznik) z wizerunkiem Meduzy, pochodzący z Pałacu na Wyspie, a kilka lat temu popiersie bogini Diany Jeana-Antoine’a Houdona.

Niedawno otwierała pani wystawy Matii Pretiego, barokowego włoskiego artysty, tworzącego na Malcie (dostępną obecnie dla zwiedzających), a wcześniej legendarnej XX-wiecznej meksykańskiej malarki Fridy Kahlo. Pomysłodawcą międzynarodowych relacji był prof. Wawer, ale zorganizowanie tych wystaw po jego śmierci to ogromny wkład z pani strony.

Kiedy dyrektor odchodził, poprosił mnie o sfinalizowanie tych dwóch projektów, które wymagały jeszcze wielu uzgodnień. To znaczące ekspozycje, budzące duże zainteresowanie publiczności, które stworzyliśmy w krótkim czasie.

Na ekspozycję Fridy sprowadziliśmy trzy obrazy z meksykańskich zbiorów państwowych po raz pierwszy goszczące w Polsce i stworzyliśmy instalację nawiązującą do domu i ogrodu Fridy La Casa Azul w Coyoacan na przedmieściach Meksyku. Można też było na niej zobaczyć szereg zdjęć i archiwalny film Nickolasa Muraya. To była pierwsza w historii wystawa prac Fridy Kahlo w Warszawie.

Niezwykły klimat wernisażu wystawy Fridy spotęgowały pracowniczki muzeum w strojach kojarzących się z jej osobą i twórczością. Nawet pani założyła na te okazję ogromne, barwne kolczyki…

Nikogo do tego nie namawiałam, ale faktycznie jako zespół mieliśmy dużo radości, tworząc tę wystawę, a przed wernisażem dyskutowaliśmy, jakie akcenty związane z Fridą mogłyby się na nim jeszcze pojawić.

Czy zainteresowanie publiczności wystawą Fridy w Podchorążówce było takie, jak w przypadku wcześniejszego pokazu „Jeźdźca polskiego” Rembrandta w Pałacu na Wyspie?

Frekwencja na obydwu była znacząca, ale nie tylko ona jest wyznacznikiem sukcesu. W przypadku „Jeźdźca” sukcesem był już fakt sprowadzenia tego obrazu, gdyż założyciel nowojorskiej Frick Collection, z której pochodził, zastrzegł, że dzieła z jego zbiorów nie mogą opuszczać stałej siedziby. Tylko jej remont dał nam możliwość jego wypożyczenia. Choć kilka muzeów starało się równocześnie o sprowadzenie tego obrazu, my zostaliśmy potraktowani priorytetowo, ponieważ Pałac na Wyspie to oryginalne wnętrza, w których dzieło to należące kiedyś do kolekcji Stanisława Augusta było eksponowane.

Ten pokaz był niezwykle stymulujący dla naszych dalszych działań, bo nie jest tak, że po otwarciu wystawy można już odetchnąć. Wręcz przeciwnie, wtedy zaczyna się kolejny etap wielkiej pracy licznych zespołów, związanych z wystawą. Wystawę „Kolor zycia. Frida Kahlo” odwiedziło prawie 46 tysięcy osób, a wraz z wydarzeniami towarzyszącymi i instalacja La Casa Azul aż 125 tysięcy. Dzieło Rembrandta w Pałacu na Wyspie obejrzało prawie 38 tysięcy zwiedzających.

Przypominam serię ważnych międzynarodowych wystaw za dyrekcji prof. Wawra, do której zaliczały się także „Arcydzieła dla króla” z obrazem m.in. Rubensa i „Wettynowie”, bo pokazuje, że profesor dążył do umiędzynarodowienia programu Łazienek. Będzie pani tę linię kontynuować?

Tak, jak najbardziej. Łazienki należą do Międzynarodowego Stowarzyszenia Rezydencji Królewskich (ARRE) i bierzemy udział w światowych konferencjach i spotkaniach. Bycie rezydencją królewską wiąże się też z pewną reprezentacją państwa, więc naszymi częstymi gośćmi są ambasadorowie licznych krajów. Perspektywa międzynarodowa jest więc dla nas bardzo istotna i nadal będziemy rozwijać te relacje.

Wkrótce pokażemy m.in. fotografie ze zbiorów litewskich Benedykta Henryka Tyszkiewicza. Rozmowy trwają.

Czytaj więcej

Dobra passa "Chłopów". To najbardziej kasowy polski film roku 2023

A czy spodziewać się czegoś tak elektryzującego jak Frida?

Fridę trudno przebić. Poza tym niektóre z planów na razie wymagają utrzymania tajemnicy, bo muszą dojrzewać w dyskrecji.

Drugi nurt mocno zauważalny w kadencji dyrekcji profesora Wawra to łączenie historii ze współczesnością. Widać go zwłaszcza w plenerowych wystawach rzeźby.

Obecnie, jeszcze do 19 listopada, w ogrodach pokazujemy rzeźbę największego rzeźbiarza przełomu XIX i XX wieku Auguste'a Rodina „Kariatydę z kamieniem” z Muzeum Rodina w Paryżu oraz rzeźbę współczesnego włoskiego artysty Arnaldo Pomodoro „Sfera con sfera”, na którą umowę mamy na następne trzy lata, do 2027 roku. Planujemy kontynuacje tego projektu; właśnie trwają rozmowy na temat kolejnej rzeźby.

Także w Królewskiej Galerii Rzeźby w Starej Oranżerii prezentujemy teraz wystawę wybitnej polskiej artystki XX wieku Marii Papy Rostkowskiej zatytułowaną „Obietnica Szczęścia”. Autorka ta odniosła międzynarodowy sukces. Rozmowy na ten temat podjęłam w styczniu, a już we wrześniu otworzyliśmy wystawę. Rzeźby zestawiamy z antycznymi kopiami w tej przestrzeni. Ekspozycję patronatem objęli ambasadorzy Francji i Włoch ze względu na to, że artystka tworzyła zarówno w Paryżu, jak i w Pietrasanta we Włoszech

Na jej otwarciu syn artystki podarował Łazienkom jedną z rzeźb artystki.

Nicolas Rostkowski bardzo dba o spuściznę po swojej matce i zależy mu, żeby w miejscach jej czasowych ekspozycji jakaś rzeźba pozostała na stałe. Najczęściej są to odlewy. Dzięki długim rozmowom dostaliśmy piękną rzeźbę marmurową pod tytułem „Obietnica szczęścia”. Praca o tym samym tytule znajduje się w parlamencie w Paryżu.

Jakie jest pani ulubione miejsce w Łazienkach?

Stanisławowski Teatr Królewski również w Starej Oranżerii, jeden z kilku w Europie oryginalnych XVIII-wiecznych teatrów dworskich.

W jego malowidłach Stanisław August zawarł cały swój artystyczny program.

Malowidła Jana Bogumiła Plerscha na plafonie przedstawiają Stanisława Augusta jako Apollina. A w narożach malarz mieścił wizerunki ulubionych dramatopisarzy króla: Sofoklesa, Szekspira, Moliera i Racine’a.

Miejsce to ze swej natury jest tajemnicze i inspirujące. Kryje wielki potencjał dramaturgiczny. My ożywiamy go przedstawieniami Polskiej Opery Królewskiej i spektaklami Teatru Klasyki Polskiej, które także wychodzą także w plener, jak np. tego lata „Śluby panieńskie.

Synteza sztuk łączy w Łazienkach bardzo różnorodne działania.

Dodam jeszcze, że ich tkankę nowoczesną uzupełnia zawiązana wiosną tego roku współpraca z warszawską ASP, dzięki której studenci mogą w Ermitażu wystawiać regularnie swoje prace.

Muzeum nawiązało także współpracę z wydziałem architektury Politechniki Warszawskiej. Pierwszym zrealizowanym projektem jej studentów pod kierunkiem prof. Anny Wierzbickiej był otwarty w lecie Pawilon Wolności, dedykowany wolności w Ukrainie, któremu towarzyszyła duża konferencja na temat perspektyw odbudowy Ukrainy z udziałem ukraińskich architektów i Shigeru Bana z Japonii, jednej z największych postaci współczesnej architektury na świecie.

Na przyszły rok przygotowujemy podobne wydarzenie o innej tematyce, też z wielką postacią ze świata architektury.

Ożyła również Nowa Palmiarnia, zbudowana niedaleko Stajni Kubickiego i Muzeum Łowiectwa i Jeździectwa.

Nowa Palmiarnia częściowo pełni rolę oranżerii na okres zimowy dla naszych drzewek oranżeryjnych, a częściowo centrum edukacji ekologicznej z warsztatami i działaniami jej dedykowanymi, a także podejmowanymi z myślą o zieleni, ptactwu (tylko kolorowych pawi mamy około 40) i zwierzętach w naszym ogrodzie.

Ani na chwilę nie zapominamy o naszych zabytkowych ogrodach, otoczone są stałą troską. W Łazienkach dba o nie około 30 osób.

W pani gabinecie w Podchorążówce, w którym rozmawiamy, widzę dekoracyjne elementy związane wyłącznie z Łazienkami. Żadnych pamiątek, zdjęć rodzinnych?

Mam je, oczywiście, ale ukryte w telefonie. W gabinecie przyjmuję różnych gości, czasem prowadzę zajęcia ze studentami UW i UKSW, więc niekoniecznie muszą rzucać się w oczy.

Czy mąż i dzieci panią wspierają, bywają na wernisażach?

Absolutnie tak. Mąż jest prawnikiem i oboje wspieramy się w swojej drodze zawodowej, jak i prowadzeniu domu. Bez tego wsparcia nie byłoby między nami wzajemnego szacunku dla swojej pracy i siebie nawzajem.

Myślę zresztą, że to ważne w funkcjonowaniu całej takiej instytucji jak Łazienki. Każdy przychodzi tu z bagażem swoich doświadczeń życiowych, wyzwaniami codzienności.

Z drugiej strony Łazienki Królewskie mają w sobie coś takiego, że mam nieustanne wrażenie, że wielu z nas prowadzi jakby dwa domy jednocześnie: rezydencję królewską i swój własny, prywatny dom.

Moja trójka dzieci, w wieku 12 – 3,5 roku bywa wraz z mężem na wernisażach, o ile to możliwe.

Każdy wernisaż jest swoistym świętem dla nas jako pracowników Łazienek, zatem jeśli to święto może być dzielone dalej ze swoimi najbliższymi, to podkreśla jego wyjątkowość.

Wydaje się, że Łazienki można odkrywać bez końca.

Jest wiele takich miejsc, od Pałacu na Wyspie do Świątyni Egipskiej. Łazienki to niekończąca się opowieść. Także podczas badań archeologicznych, a czasem niespodziewanie odkrywamy wciąż nowe artefakty, np. podczas pracy przy kolejnej linii oświetlenia znaleziono ukryty głęboko w ziemi nieznany fragment muru w sąsiedztwie Nowej Oranżerii. Na rozpoznanie i usystematyzowanie czeka nadal obszar folwarku, czyli zaplecza gospodarczego od strony ulic 29 listopada i Podchorążych. Mamy wobec nich wiele planów.

O naszym muzeum mówimy jako o muzeum zachwytów, bo cały czas działamy tak, żeby ten zachwyt wzbudzać wśród zwiedzających i spacerowiczów. Sami zresztą jako pracownicy też podlegamy temu zachwytowi, co nas stymuluje do dalszej wspólnej pracy. Ten zachwyt nad zabytkowym ogrodem w centrum miasta jest wielkim potencjałem dla wszystkich.

Wydaliśmy nawet książkę pod tytułem „Muzeum zachwytów”, która jest malarskim przewodnikiem po Łazienkach, namalowanym i napisanym przez naszych pracowników.

Podczas jednej z konferencji prof. Marta Rakoczy z UW nawiązywała do postulatu świętowania, opartego na teorii Hansa-Georga Gadamera. Mowa w nim o świętowaniu jako niezbędnej potrzebie w codzienności życia. Dzięki temu znajdujemy w sobie siły do dalszego działania i dalszego funkcjonowania. W rutynie codzienności od czasu do czasu potrzebujemy świętować. Taką celebracją może być również chodzenie do muzeów, bo jest szansą między innymi do inicjowania zupełnie nowych rozmów. Warto bywać na wystawach, bo kiedy kończą nam się tematy do rozmów w gronie najbliższych, muzealne doświadczenia i wrażenia otwierają nam nowe perspektywy i kierunki dialogu.

Jest pani od miesiąca pierwszą kobietą dyrektorem w tym miejscu. Kim pani się czuje: pionierką, kontynuatorką wielkiej historii, panią na włościach, nowatorką?

Marianna Otmianowska: Pracę w muzeach bez względu na stanowisko traktuję jako rodzaj misji i zobowiązania wobec dziedzictwa.

Pozostało 99% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Wywiad
Teolożka o decyzji Trzaskowskiego ws. krzyży: Potrzebna jest reakcja osób wierzących
Wywiad
Polka na obczyźnie Beata Roussel. Po 40 i diagnozie autyzmu została kulturystką
Wywiad
Dyrektor generalna UNICEF Polska o work-life balance: Ja żyję pracą
Wywiad
Paula Wolecka z teamu Igi Świątek o tym, co najważniejsze w budowaniu marki osobistej
Wywiad
Iza Kuna: Romans może trwać i 30 lat
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie. Jak zbudować efektywny HR i skutecznie zarządzać kapitałem ludzkim?