Dorota Szparaga: Życie jest krótkie, więc albo pokonujesz swoje lęki i doświadczasz czegoś wyjątkowego, albo żyjesz bezpiecznie, ale "letnio"

-Jedynym człowiekiem, który jest z nami zawsze i na którym możemy całkowicie polegać, jesteśmy my sami. Dlatego samodzielność jest esencją zdrowego, wolnego i niepodporządkowanego innym trybu życia - mówi miłośniczka pokonywania długodystansowych górskich szlaków solo, autorka bloga „Szparaga we własnym sosie” oraz początkująca pisarka.

Publikacja: 07.01.2024 13:06

"We wszystkim, co robię, czego się podejmuję, chcę być w pełni samodzielna"- mówi Dorota Szparaga.

"We wszystkim, co robię, czego się podejmuję, chcę być w pełni samodzielna"- mówi Dorota Szparaga.

Foto: Adobe Stock

Doroto, jesteś pierwszą kobietą na świecie, która przeszła Szlak Zakaukaski, a równocześnie trzecią kobietą na świecie, która pokonała cały szlak Via Alpina Red Trail w rekordowym czasie 94 dni. Co sprawiło, że pewnego dnia wstałaś zza biurka w korporacji i postanowiłaś, że odtąd spędzać będziesz więcej czasu, wędrując samotnie niekończącymi się szlakami i bezdrożami?

Dorota Szparaga: To nie stało się nagle. Nie doznałam jakiejś raptownej iluminacji czy oświecenia, że mam natychmiast diametralnie zmienić swoje życie. To był długi i dość mozolny proces, a rozpoczął się podczas maratonu biegowego, w którym brałam udział w 2014 roku na Wyspach Kanaryjskich. Zauważyłam wówczas, że biegniemy jednym z górskich szlaków i zapragnęłam pokonać go również pieszo. Jeszcze w tym samym roku wróciłam na ten szlak – GR131 — na trekking. W kolejnym roku podjęliśmy z kolegą próbę przejścia szlaku GR11 w Pirenejach. Niestety nasze zbyt małe doświadczenie i brak dopasowania sprawiło, że nie udało nam się zrealizować przejścia. Przyznam, że byłam rozgoryczona! Kiedy pracowałam jeszcze w korporacji, urlop był dla mnie świętością i bardzo zależało mi na realizacji tego, co zaplanowałam. Postanowiłam powrócić tam jeszcze raz i tym razem w pojedynkę dokończyć rozpoczęte dzieło. Od tej pory wyznaję zasadę, że wędruję wyłącznie samodzielnie i staram się polegać tylko na swoich umiejętnościach. Samodzielność oznacza dla mnie wolność, możliwość większego skoncentrowania się na otoczeniu oraz poszerzenia moich umiejętności, a także poznanie nowych osób już na szlaku.

Dorota Szparaga

Dorota Szparaga

Archiwum prywatne

Później przyszły kolejne marzenia do zrealizowania. W 2018 roku wędrowałam po górach Andaluzji szlakiem GR240. Jednocześnie zaczęłam intensywnie rozglądać się za nową pracą, w której mogłabym liczyć na większą dyspozycyjność i elastyczność czasową, a przede wszystkim na możliwość zamieszkania bliżej gór. Podczas pandemii w 2020 roku pokonałam dwukrotnie, bo w obie strony, Główny Szlak Beskidzki. Dlaczego zrobiłam to dwukrotnie? Nie tylko dlatego, że bardzo lubię Beskidy, ale również w celu trenowania do zrealizowania jeszcze większego wyzwania, którego miałam zamiar podjąć się w 2021 roku. Było nim przejście Via Alpiny – najdłuższego, liczącego 3000 km szlaku przez alpejskie szczyty wiodącego od Triestu we Włoszech do Monako. Szlak, którego przejście w całości zajmuje statystycznie 4 miesiące, udało mi się pokonać w 94 dni, tym samym ustanawiając kobiecy rekord.

Czytaj więcej

Himalaistka Monika Witkowska: Droga bywa bardziej wartościowa niż samo osiągnięcie szczytu

Kolejnym celem, jaki sobie wyznaczyłam, było pokonanie Szlaku Zakaukaskiego wiodącego głównie przez Gruzję i Armenię. Początkowo zamierzałam dokonać tego w 2022 roku, ale niestety nie otrzymałam odpowiednio długiego urlopu. Praca na etacie coraz bardziej zaczynała mnie uwierać i ograniczać. Ostatecznie rozstałam się z nią w lipcu 2023 roku i od razu potem wyruszyłam na Szlak Zakaukaski. Zobaczymy, co nowego na drodze zawodowej przyniesie mi los. Obecnie pracuję w schronisku, robię prelekcje podróżnicze oraz piszę książkę o armeńskiej części szlaku transkaukaskiego (części gruzińskiej poświęcę osobną książkę), a w kwietniu 2024 roku rozpoczynam kurs na przewodnika beskidzkiego.

Tak jak już podkreśliłaś, w twoich przygodach z górami kluczowe znaczenie ma samodzielne wędrowanie. Tymczasem wiemy, że taką pasję bezpiecznej realizować jest zawsze w grupie, a już samotna kobieta na szlaku może budzić szczególne zdziwienie. Jak poradziłaś sobie z tym stereotypem? Czy rzeczywiście, gdy decydowałaś się na samotną wędrówkę, nie towarzyszyły ci żadne obawy?

Naturalnie, że początkowo bardzo się bałam. Nie jestem w końcu jakimś cyborgiem, któremu zwykłe ludzkie uczucia są obce. Myślę, że lęk w takiej sytuacji jest czymś zupełnie normalnym. Pierwszych nocy, spędzanych samotnie pod namiotem, prawie nie przesypiałam, bez przerwy wsłuchując się w otaczające mnie dźwięki. Nie umiałam jeszcze wówczas rozpoznawać ich znaczenia, każdy szmer wydawał mi się więc źródłem nadciągającego niebezpieczeństwa. No i trzeba przyznać, że pokonywane przeze mnie trasy wiodły przez tereny, które nie zawsze są w pełni bezpieczne. Rodzaj mojego lęku zależał też od wyprawy, w której aktualnie uczestniczyłam. W Alpach najbardziej bałam się kontuzji. Na Kaukazie – mężczyzn, bo tam już jednak jest inna kultura oraz podejście do kobiet, a także braku służb ratunkowych, przemieszczania wzdłuż linii przygranicznej oraz dzikich zwierząt. Z tymi ostatnimi rzeczywiście miałam dosyć dramatyczne przejścia. Pewnej nocy do mojego obozowiska zawitał niedźwiedź. Na szczęście zajął się workiem z jedzeniem, który przezornie umieściłam z dala od namiotu, więc moją kryjówką w ogóle się nie zainteresował. Dużo groźniejsze przeżycia miałam z psami pasterskimi, przez które zostałam zaatakowana dwukrotnie. Za pierwszym razem przepisowo skuliłam się na ziemi, osłaniając kark rękami i głośno wołałam o pomoc nie wiedząc, czy na tych dzikich pustkowiach ktokolwiek mnie usłyszy. Na szczęście nadbiegła właścicielka czworonoga i odciągnęła go ode mnie. Podczas drugiego ataku byłam zdana już tylko na siebie. Broniłam się gazem, który kupiłam specjalnie w celu obrony przed dzikimi zwierzętami, ale ten pies był jakoś na niego wyjątkowo odporny i nie odpuszczał przez blisko pół godziny. Całkiem możliwe, że ten prosty środek uratował mi wówczas życie.

Po tych doświadczeniach stałam się bardzo wyczulona na ewentualne komplikacje związane ze zwierzętami. W namiocie staram się nie spożywać produktów o silnym zapachu, który mógłby je zwabić, a na noc prowiant zostawiam w pewnym oddaleniu od namiotu. Zawsze noszę przy sobie gaz, a słyszałam także, że skuteczne w odpędzaniu zwierząt okazują się również petardy. Wędrując samotnie, można też puścić jakąś muzykę, aby hałasem ostrzec zwierzaki o naszej obecności i aby te, nagle zaskoczone, nie poczuły się zagrożone. I mimo wszystko mam świadomość, że od zwierząt groźniejszy jest... człowiek.

Ciekawość świata i pragnienie realizacji wytyczonych celów okazały się u mnie jednak silniejsze niż strach. Reguła jest prosta - życie jest krótkie, albo więc pokonujesz swoje lęki i wychodzisz poza sferę komfortu, aby doświadczyć czegoś wyjątkowego albo żyjesz „letnio”, ale bezpiecznie.

Przypuszczam, że wiele kobiet rozważa spróbowanie takiego samotnego wędrowania. Czasem skłania je do tego konieczność, bo zwyczajnie nie mają w swoim życiu osoby, która mogłaby im towarzyszyć, a czasem pragną pobyć same ze sobą, spróbować czegoś nowego, sprawdzić się. Jakich rad udzieliłabyś kobietom, które przymierzają się do rozpoczęcia wyjazdów solo?

-Sądzę, że takie przygody warto rozpocząć od małych kroków. Nie musimy od razu łapać za namiot czy plecak i wyruszać samotnie na trekking w Himalaje. Całkiem dobrym początkiem może być nawet samotny wyjazd na weekend gdzieś w Polsce. Zobaczmy, jak się czujemy w takich okolicznościach. Jeśli wybieramy się na szlak, dobrze się do niego przygotujmy: dostosujmy trasę do naszej kondycji, tempa i możliwości, sprawdźmy prognozę pogody, weźmy potrzebne nam akcesoria. Upewnijmy się, że mamy zapewnione noclegi. Oczywiście w podróży nie da się wszystkiego przewidzieć, ale im lepiej będziemy przygotowane na różne ewentualności, tym mniejszy będzie nasz lęk i tym sprawniej poradzimy sobie z jakimiś potencjalnymi kłopotami.

Gdy już „przetestujemy” się w ten sposób na weekend, to może następnym razem wyjedźmy samotnie na tydzień albo na dwa? I gdy „oswoimy” już Polskę, to spróbujemy wybrać jakiś przystępny szlak za granicą? Ze swojej strony mogę polecić bardzo słynny szlak pielgrzymkowy Camino de Santiago. Jest on tak popularny, że prawie cały rok możemy spotkać na nim turystów i pielgrzymów z całego świata, a zatem nie będziemy nigdy tam całkiem same. Ponadto nasze poczucie bezpieczeństwa może wzmocnić starannie przygotowana pod kątem turystycznym infrastruktura.

Czytaj więcej

Polka na obczyźnie Ola Kuhn o pracy tłumacza i nie tylko: Od początku trzeba ustalać swoje stawki tak, aby się z nich utrzymać

No i może nie zaczynajmy od razu od nocowania pod namiotem. Najpierw „oswójmy” się z nocowaniem pod dachem. Jednym słowem: róbmy wszystko powoli, stopniowo, małymi kroczkami. Ja, która na początku tak obawiałam się samotnego spania pod namiotem, teraz czuję się już w nim jak w drugim domu.

Wspomniałaś, że rozstałaś się z pracą w korporacji i pracujesz w schronisku. Co tak radykalna zmiana formy zatrudnienia wniosła w twoje życie?

Oczywiście w schronisku chcę popracować przez pewien czas, nie zamierzam w nim zostawać na stałe. Na razie jednak jest mi tu bardzo dobrze. Otacza mnie ciepła, przyjazna atmosfera. Podoba mi się też to, że nie pracuję za biurkiem, lecz jestem w ciągłym ruchu, a efekty mojej pracy są od razu widoczne. Sprzątam, obsługuję gości, pomagam w kuchni. Będąc tutaj doświadczam wyjątkowej górskiej atmosfery, takiego „odcięcia” od świata. Oczywiście wykorzystuję również lokalizację mojego nowego miejsca pracy do częstych treningów, które przyjmują w moim przypadku formę marszobiegów po okolicy. Cały czas działam przecież z myślą o podjęciu następnych, górskich wyzwań.

Możesz zdradzić, jakie one są?

Mówiąc bardzo ogólnie, chciałabym odkryć kontynent azjatycki. Wyjechać w Himalaje na szlak długodystansowy, chociażby na Wielki Szlak Himalajski. Niespecjalnie jednak pociąga mnie zdobywanie ośmiotysięczników – ja wolę iść nie „wysoko”, a „długo”. Chociaż nie wykluczam, że kiedyś spróbuję himalaizmu również i w takiej formie. Chciałabym też pojechać w Andy, przejść Wielki Szlak Patagonii.

Bez względu jednak na to, gdzie zawędruję, towarzyszyć mi będzie żelazna zasada - we wszystkim, co robię, czego się podejmuję, chcę być w pełni samodzielna. Jest to wartość, która ma dla mnie szczególne znaczenie nie tylko w sferze podróżniczej, ale generalnie życiowej. Ludzie w naszym życiu pojawiają się i znikają – bez znaczenia, czy to są nasi partnerzy, przyjaciele, czy ktokolwiek inny. Jedynym człowiekiem, który jest z nami zawsze, i na którym możemy całkowicie polegać, jesteśmy my sami. Dlatego samodzielność jest esencją zdrowego, wolnego i niepodporządkowanego innym trybu życia nie tylko współczesnej kobiety, ale i każdego człowieka.

Doroto, jesteś pierwszą kobietą na świecie, która przeszła Szlak Zakaukaski, a równocześnie trzecią kobietą na świecie, która pokonała cały szlak Via Alpina Red Trail w rekordowym czasie 94 dni. Co sprawiło, że pewnego dnia wstałaś zza biurka w korporacji i postanowiłaś, że odtąd spędzać będziesz więcej czasu, wędrując samotnie niekończącymi się szlakami i bezdrożami?

Dorota Szparaga: To nie stało się nagle. Nie doznałam jakiejś raptownej iluminacji czy oświecenia, że mam natychmiast diametralnie zmienić swoje życie. To był długi i dość mozolny proces, a rozpoczął się podczas maratonu biegowego, w którym brałam udział w 2014 roku na Wyspach Kanaryjskich. Zauważyłam wówczas, że biegniemy jednym z górskich szlaków i zapragnęłam pokonać go również pieszo. Jeszcze w tym samym roku wróciłam na ten szlak – GR131 — na trekking. W kolejnym roku podjęliśmy z kolegą próbę przejścia szlaku GR11 w Pirenejach. Niestety nasze zbyt małe doświadczenie i brak dopasowania sprawiło, że nie udało nam się zrealizować przejścia. Przyznam, że byłam rozgoryczona! Kiedy pracowałam jeszcze w korporacji, urlop był dla mnie świętością i bardzo zależało mi na realizacji tego, co zaplanowałam. Postanowiłam powrócić tam jeszcze raz i tym razem w pojedynkę dokończyć rozpoczęte dzieło. Od tej pory wyznaję zasadę, że wędruję wyłącznie samodzielnie i staram się polegać tylko na swoich umiejętnościach. Samodzielność oznacza dla mnie wolność, możliwość większego skoncentrowania się na otoczeniu oraz poszerzenia moich umiejętności, a także poznanie nowych osób już na szlaku.

Pozostało 85% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Wywiad
Maria Deskur: Społeczeństwo, które czyta, jest bardziej stabilne emocjonalnie i psychicznie
Materiał Promocyjny
Wykup samochodu z leasingu – co warto wiedzieć?
Wywiad
Karolina Pilarczyk: Panowie mają problem z przegrywaniem z kobietą w motosportach
Wywiad
Losy kobiety zesłanej na Syberię w książce "Ludzie z kości" Pauli Lichtarowicz
Wywiad
Jak rozmawiać z dziećmi o raku? Psychoonkolog o sytuacji księżnej Kate
Wywiad
Kobiety, które zarabiają miliony na ubraniach z szarej dresówki