– Przez 50 lat mojego życia pracowałam bez przerwy i nagle musiałam zatrzymać się w biegu. Mój agent zapytał mnie, czy może nie chciałabym napisać książki, na co zgodziłam się bez chwili zastanowienia. Nie mam obecnie żadnych zajęć, czuję się znudzona i obejrzałam już wszystkie odcinki „Real Housewives”, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by przystąpić do pracy nad książką. Niespełna trzy lata po tej rozmowie jesteśmy tuż przed premierą – tak kulisy powstania biografii „You with the Sad Eyes” z właściwym sobie dystansem opisuje Christina Applegate w wywiadzie dla „The New York Times” opublikowanym 1 marca. Książka, zainspirowana pierwszymi słowami ballady Cyndi Lauper „True Colors”, dwa dni później trafiła w ręce czytelników.
Na blisko 300 stronach publikacji nie brakuje obszernych fragmentów pamiętników, które aktorka spisywała od 13. roku życia. Skrzętnie ukryte w metalowym pojemniku, miały, wedle instrukcji przekazanych asystentce gwiazdy, zostać spalone po jej śmierci. Tymczasem, przekazane w ręce wydawcy, trafiły na karty biografii, co dla zdobywczyni Emmy wiąże się nie tylko z ujawnieniem najbardziej bolesnych przeżyć, ale i przekazaniem czytelnikom pewnego istotnego komunikatu. – Stworzenie książki nie oznacza, że zostawiam za sobą przeszłość i już o niej nie myślę. To całe moje dotychczasowe życie, część mojego DNA – deklaruje, jasno przy tym precyzując cel publikacji. – Dla mnie to coś więcej niż moje osobiste wspomnienia. To wszystko się wydarzyło. Jak mogę zatem pomóc innym? Wiem, przez co przeszliście, ponieważ doświadczyłam tego samego. Dzielcie się ze mną swoimi historiami. Rozmawiajmy. Piszcie do mnie. To wszystko, co mogę teraz zaoferować – konkluduje.
Czytaj więcej
Aktorka wspomina udzielony w 2008 roku wywiad, kiedy po przejściu podwójnej mastektomii twierdziła, że lubi swoje nowe zrekonstruowane piersi. Tera...
Christina Applegate: aktywność zawodowa od pierwszych miesięcy życia
– Niektórzy z was znają mnie jako Kelly Bundy ze „Świata według Bundych” czy Samanthę z „Kim jest Samantha?” lub Jen Harding z „Już nie żyjesz”, ale może nie każdy wie, że moim debiutem była rola Baby Burt Grizzell w „Dniach naszego życia” – tak Christina Applegate przypomniała kilka ważnych ról w swoim dorobku, gdy przed dwoma laty wręczała nagrodę Emmy w kategorii aktorka drugoplanowa w serialu komediowym. Przy ostatniej z wymienionych pozycji na ekranie pojawiło się zdjęcie niemowlęcia zawiniętego w kocyk – pierwszej roli, w którą aktorka wcieliła się, mając zaledwie kilka miesięcy i pojawiając się na ekranie u boku swojej mamy, aktorki i wokalistki Nancy Priddy. Przed ukończeniem pierwszego roku życia zagrała w reklamie butelek dla dzieci, a przebywanie w teatrze, za kulisami przedstawień z udziałem mamy samotnie wychowującej córkę, było jej codziennością. – Moje najwcześniejsze wspomnienia wiążą się z czasami, gdy mama zabierała mnie do pracy, ponieważ nie mogła pozwolić sobie na opiekunkę. Zdarzało mi się też występować na scenie, pod warunkiem jednak, że wcześniej zachęcono mnie odpowiednią porcją cukierków do tego, by w danym momencie wypowiedzieć jedną lub dwie kwestie – wspomina w rozmowie z ABC News.
Wśród produkcji, w których jej udział nie ograniczał się już do kilku wypowiedzianych kwestii, znalazły się między innymi horror „Szczęki szatania”, musical „Beatlemania”, film biograficzny „Historia Grace Kelly”, w którym wcieliła się w rolę tytułowej bohaterki w dzieciństwie, a także seriale „Ojciec Murphy” czy „Serce miasta”. Za ten ostatni w 1987 r. otrzymała nagrodę Young Artist Award. Kolejne takie wyróżnienie trafi do niej za niezapomnianą kreację Kelly Bundy – urodziwej, choć dalekiej od ideału nastolatki bardziej skupionej na miłosnych podbojach i kompletowaniu wymyślnych stylizacji niż na rozwoju intelektualnym.