– Claire Foy ma niezwykle rzadką umiejętność ograniczania przekazu werbalnego na rzecz efektu, który ma znacznie większą moc niż zbędne ozdobniki – tak o unikatowym talencie odtwórczyni roli królowej Elżbiety II mówił reżyser serialu „The Crown”, Stephen Daldry. Ceniona umiejętność aktorki wynika nie tylko z jej charakteru, ale i z zasłyszanej przed laty rady, jakiej udzieliła jej reżyserka serialu „Mała Dorrit”, opartego na powieści Charles’a Dickensa o tym samym tytule. – Ludzie wokół ciebie będą wręcz huśtać się na żyrandolach, bo tego wymaga twórczość Dickensa. Ale to ty jesteś centralnym punktem tej produkcji. Nie musisz robić takich rzeczy. Nie musisz odgrywać swojej roli w teatralny sposób. Żadnych żyrandoli – tak Claire Foy w rozmowie z „The Guardian” w 2018 r. wspominała wskazówki otrzymane dekadę wcześniej od Dearbhla Walsh. Czy jednak istnieje sposób na powstrzymanie się od teatralnych gestów, gdy w zawodowym portfolio brytyjskiej aktorki znajdują się role królowej, żony astronauty czy zbuntowanej, ponadprzeciętnie uzdolnionej hakerki zdobywającej tajne informacje z serwerów rządowego systemu?
Czytaj więcej
Nosiłam na swoich barkach ogromny ciężar odpowiedzialności za to, by praca wielu osób została doc...
Claire Foy: Sukces mnie onieśmiela i wprawia w dyskomfort
Doceniane przez krytyków wybitne kreacje aktorskie wyróżniane nominacjami do prestiżowych nagród filmowych, zwykle bywają powodem do dumy dla aktorów, których praca została dostrzeżona. Odebranie statuetki to ukoronowanie wysiłku włożonego w pracę nad powstaniem danej produkcji, a także niekwestionowany dowód na to, że talent i starania danej osoby zostały należycie wynagrodzone. W przypadku Claire Foy tak pożądane w środowisku aktorskim nagrody, jak Złoty Glob czy Emmy, okazały się jednak powodem do dyskomfortu, którego nie doświadczała w przypadku poprzednich produkcji z jej udziałem. Zapytana przez gospodarza podcastu „Reign” o to, czego dowiedziała się o sobie po gigantycznym sukcesie serialu „The Crown” oraz nagrodach, jakie otrzymała za rolę młodej królowej Elżbiety II, udzieliła zaskakującej odpowiedzi. – Sukces mnie onieśmiela i wprawia w dyskomfort. Nie chodzi oczywiście o to, że uczestnictwo w spotkaniach z miłymi ludźmi, którzy chwalą twoją pracę, jest przykrym doświadczeniem. Czułam się niekomfortowo, ponieważ towarzyszyło mi przeświadczenie, że kompletnie nie zasłużyłam na takie wyróżnienia – wyznała. – Sukces, który odniosłam, jest trudny do zaakceptowania dla kogoś, kto uważa, że taki poziom uznania mu się nie należy. Sam proces przyznawania nagród ma charakter ulotny. W branży filmowej masz pełną świadomość tego, że coś się kończy, jeszcze zanim na dobre się rozpoczęło – wyjaśniła w dalszej części wypowiedzi.
41-letnia obecnie aktorka, która tuż po zakończeniu nauki w liceum rozważała karierę dziennikarską, w licznych wywiadach podkreśla też, że trudność w podejmowaniu nowych wyzwań zawodowych ma w jej przypadku ścisły związek z silnymi stanami lękowymi doświadczanymi już w młodości. Pierwsze zlecenia aktorskie, jakie otrzymywała po zakończeniu edukacji w Liverpool John Moores University oraz Oxford School of Drama, potęgowały uczucia lęku i dyskomfortu przed kamerami. – Jeśli odczuwasz paraliżujący strach, to może on dotyczyć wszystkiego, choćby zwykłego przejścia przez ulicę – tłumaczyła w rozmowie z „The Guardian” w 2018 r. – Rzecz w tym, że nie ma on związku z niczym, co wydawałoby się logiczne. Po prostu czujesz, że twój żołądek się zaciska, a w głowie masz gonitwę myśli – opisywała wówczas.
Czytaj więcej
Marisa Abela przez wiele miesięcy próbowała odzyskać równowagę psychiczną po wcieleniu się w rolę...