Reklama

Demony Claire Foy. Z czym mierzy się znakomita aktorka?

Odtwórczyni roli królowej Elżbiety II w serialu „The Crown”, Claire Foy, przez lata zmagała się z silnymi stanami lękowymi i niską samooceną. Jak sobie radziła z tymi dolegliwościami, jednocześnie wykonując zawód wymagający obecności przed kamerami?

Publikacja: 10.02.2026 08:55

W przypadku Claire Foy tak pożądane w środowisku aktorskim nagrody, jak Złoty Glob czy Emmy, okazały

W przypadku Claire Foy tak pożądane w środowisku aktorskim nagrody, jak Złoty Glob czy Emmy, okazały się powodem do dyskomfortu.

Foto: PAP/ABACA

– Claire Foy ma niezwykle rzadką umiejętność ograniczania przekazu werbalnego na rzecz efektu, który ma znacznie większą moc niż zbędne ozdobniki – tak o unikatowym talencie odtwórczyni roli królowej Elżbiety II mówił reżyser serialu „The Crown”, Stephen Daldry. Ceniona umiejętność aktorki wynika nie tylko z jej charakteru, ale i z zasłyszanej przed laty rady, jakiej udzieliła jej reżyserka serialu „Mała Dorrit”, opartego na powieści Charles’a Dickensa o tym samym tytule. – Ludzie wokół ciebie będą wręcz huśtać się na żyrandolach, bo tego wymaga twórczość Dickensa. Ale to ty jesteś centralnym punktem tej produkcji. Nie musisz robić takich rzeczy. Nie musisz odgrywać swojej roli w teatralny sposób. Żadnych żyrandoli – tak Claire Foy w rozmowie z „The Guardian” w 2018 r. wspominała wskazówki otrzymane dekadę wcześniej od Dearbhla Walsh. Czy jednak istnieje sposób na powstrzymanie się od teatralnych gestów, gdy w zawodowym portfolio brytyjskiej aktorki znajdują się role królowej, żony astronauty czy zbuntowanej, ponadprzeciętnie uzdolnionej hakerki zdobywającej tajne informacje z serwerów rządowego systemu?

Czytaj więcej

„Proces wyniszczający duszę”. Gorzkie słowa Emmy Watson o branży filmowej i aktorstwie

Claire Foy: Sukces mnie onieśmiela i wprawia w dyskomfort

Doceniane przez krytyków wybitne kreacje aktorskie wyróżniane nominacjami do prestiżowych nagród filmowych, zwykle bywają powodem do dumy dla aktorów, których praca została dostrzeżona. Odebranie statuetki to ukoronowanie wysiłku włożonego w pracę nad powstaniem danej produkcji, a także niekwestionowany dowód na to, że talent i starania danej osoby zostały należycie wynagrodzone. W przypadku Claire Foy tak pożądane w środowisku aktorskim nagrody, jak Złoty Glob czy Emmy, okazały się jednak powodem do dyskomfortu, którego nie doświadczała w przypadku poprzednich produkcji z jej udziałem. Zapytana przez gospodarza podcastu „Reign” o to, czego dowiedziała się o sobie po gigantycznym sukcesie serialu „The Crown” oraz nagrodach, jakie otrzymała za rolę młodej królowej Elżbiety II, udzieliła zaskakującej odpowiedzi. – Sukces mnie onieśmiela i wprawia w dyskomfort. Nie chodzi oczywiście o to, że uczestnictwo w spotkaniach z miłymi ludźmi, którzy chwalą twoją pracę, jest przykrym doświadczeniem. Czułam się niekomfortowo, ponieważ towarzyszyło mi przeświadczenie, że kompletnie nie zasłużyłam na takie wyróżnienia – wyznała. – Sukces, który odniosłam, jest trudny do zaakceptowania dla kogoś, kto uważa, że taki poziom uznania mu się nie należy. Sam proces przyznawania nagród ma charakter ulotny. W branży filmowej masz pełną świadomość tego, że coś się kończy, jeszcze zanim na dobre się rozpoczęło – wyjaśniła w dalszej części wypowiedzi.

41-letnia obecnie aktorka, która tuż po zakończeniu nauki w liceum rozważała karierę dziennikarską, w licznych wywiadach podkreśla też, że trudność w podejmowaniu nowych wyzwań zawodowych ma w jej przypadku ścisły związek z silnymi stanami lękowymi doświadczanymi już w młodości. Pierwsze zlecenia aktorskie, jakie otrzymywała po zakończeniu edukacji w Liverpool John Moores University oraz Oxford School of Drama, potęgowały uczucia lęku i dyskomfortu przed kamerami. – Jeśli odczuwasz paraliżujący strach, to może on dotyczyć wszystkiego, choćby zwykłego przejścia przez ulicę – tłumaczyła w rozmowie z „The Guardian” w 2018 r. – Rzecz w tym, że nie ma on związku z niczym, co wydawałoby się logiczne. Po prostu czujesz, że twój żołądek się zaciska, a w głowie masz gonitwę myśli – opisywała wówczas.

Czytaj więcej

Marisa Abela zapłaciła wysoką cenę za rolę Amy Winehouse. „Nie byłam na to gotowa”
Reklama
Reklama

Claire Foy potrzebowała pomocy specjalisty

Pierwsze zadania aktorskie, jakie otrzymywała po zakończeniu studiów, oznaczały dla młodej absolwentki wzmożone odczucia lęku przed przystąpieniem do realizacji danego projektu. – Wszystko się nasiliło, a wręcz eksplodowało – wspomina w cytowanej rozmowie z „The Guardian”. Aby jednak stawić czoła wyzwaniom wynikającym z wybranego zajęcia, nieodłącznie związanego z obecnością kamer i bliską współpracą z kolegami z planu, odtwórczyni tytułowej roli w serialu  „Mała Dorrit”, starannie opracowywała strategie działania, które w jej przypadku okazywały się skuteczne. – Zaczęłam powoli rozumieć, że jako aktorka nie jestem w stanie przewidzieć każdej sytuacji. Muszę każdorazowo skupiać się na tym, co robię w danym momencie – wyjaśnia. – Pamiętam też, jak w chwili największego kryzysu moja siostra powiedziała mi, że nie jest w stanie mi pomóc i powinnam zasięgnąć porady specjalisty. Wtedy też po raz pierwszy zwróciłam się do terapeuty o pomoc, ponieważ zrozumiałam, że mój problem przerasta możliwości poradzenia sobie z nim samodzielnie. Dotarłam do punktu, w którym każdy, łącznie ze mną samą, wiedział, że potrzebuję pomocy. Cieszę się, że z niej skorzystałam – dodała.

Główne role w kolejnych filmach – „Polowanie na czarownice” u boku Nicolasa Cage’a, ekranizacja „Piekła pocztowego” Terry’ego Pratchetta czy „Akademia wampirów” – pozwalały jej szlifować warsztat aktorski, jednak niebagatelne znaczenie w przełamywaniu lęków towarzyszących jej od lat, miało inne istotne wydarzenie w jej życiu. Już w trakcie zdjęć próbnych do serialu „The Crown”, odtwórczyni roli królowej Elżbiety II dowiedziała się, że jest w ciąży. – Gdy okazało się, że spodziewam się dziecka, nie miałam zbyt dużo czasu na skupianie się na sobie i dogłębne analizy, które dotychczas zajmowały moje myśli. Nie mogłam aż tak bardzo się wysilać – wyznaje. Choć decyzja o przyjęciu roli w kultowym serialu również nie należała do najłatwiejszych, mając na uwadze stabilność finansową swojej rodziny, Claire Foy zrobiła ten ważny krok. – Wahałam się, jak zwykle przed rozpoczęciem przełomowego projektu. Nie wiedziałam, jak będę wyglądać w trakcie i po ciąży. Przecież mogły wystąpić komplikacje, jak choćby depresja poporodowa czy brak możliwości poruszania się. Tyle zmiennych. Powiedziałam jednak „tak”. Wiedziałam, że ta rola zapewni mojej rodzinie stabilność finansową i pozwoli nam kupić dom – tłumaczyła w rozmowie z „The Guardian”.

Czytaj więcej

Margaret Qualley przypłaciła zdrowiem rolę w „Substancji”. „Zmiany trudne do wyleczenia”

Claire Foy w „The Crown” nadawała ton całemu spektaklowi

Obawy dotyczące wyglądu odtwórczyni roli brytyjskiej monarchini okazały się nieuzasadnione. Producenci serialu znaleźli sposób, by aktorka miała możliwość wypowiadania większości swoich kwestii w pozycji siedzącej. Dynamika, intensywna gestykulacja i sceny wykonywane w ruchu należały tym samym głównie do towarzyszących jej na planie odtwórców ról księcia Filipa i księżniczki Małgorzaty, Matta Smitha i Vanessy Kirby. – Królowa była spokojniejsza, bardziej czujna, na wpół zanurzona. Jednak to ona nadawała ton całemu spektaklowi. Była jego krajobrazem i pogodą – napisano obrazowo w „The Guardian”.

Równie entuzjastyczne opinie wyrażano na temat jej kolejnych kreacji filmowych. Tuż po zakończeniu pracy nad dwoma pierwszymi sezonami „The Crown” zdjęcia kontynuowano z udziałem kolejnych aktorów, w tym Olivii Colman i Imeldy Staunton odgrywających rolę brytyjskiej monarchini w późniejszych latach jej życia. Tym samym Claire Foy miała możliwość powrotu na wielki ekran i bez chwili przerwy między poszczególnymi projektami przystąpić do realizacji dwóch filmów równocześnie: „Dziewczyna w sieci pająka” oraz „Pierwszy człowiek”, w którym wcieliła się w rolę żony astronauty Neila Armstronga, odegranego przez Ryana Goslinga. – W jednej z początkowych scen filmu Foy uczestniczy w druzgocącej rozmowie na temat śmiertelnej choroby dziecka. Mówi bardzo niewiele, może 10 słów. Jednak filmowana z bliska, przekazuje widzom całą amplitudę emocji. Trudno nie docenić niezwykłej umiejętności aktorki, polegającej na budowaniu nastroju bez użycia zbędnych słów. Oczy wypełniające się łzami, drgające mięśnie szczęki czy szyi tworzą znacznie bardziej sugestywny obraz niż toczące się wokół jej postaci dialogi – tak unikatowy talent filmowej Janet Armstrong doceniono na łamach „The Guardian”. Jak widać, zasłyszana przed laty rada dotycząca rezygnacji z teatralnych gestów, nie została zlekceważona. Huśtanie się na żyrandolach konsekwentnie pozostaje domeną innych aktorów towarzyszących Claire Foy na planie niejednego filmu czy serialu.

Źródła:
https://www.theguardian.com/
https://www.independent.co.uk/
https://www.bbc.com/news

Ludzie
Lee Radziwill – księżna, która nie chciała żyć w cieniu siostry
Ludzie
Cindy Crawford skończyła 60 lat: Ważne, żeby dobrze czuć się we własnej skórze
Ludzie
Szczęście w rodzinie Caroline Kennedy nigdy nie trwało długo. Rok temu straciła córkę
Ludzie
Związek Daryl Hannah i Johna F. Kennedy'ego Juniora to nie była piękna „love story”
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama