Na posesji, na której doszło do tragedii, prowadzona była hodowla dogów niemieckich oraz buldogów francuskich. Dziewczynka miała tam już bywać wcześniej, znać właścicieli i ich zwierzęta. - Nie była to sytuacja, że weszła tutaj z ulicy – przekazał w komunikacie dla mediów mł. asp. Jacek Wilczewski z zespołu prasowego Komendy Miejskiej Policji w Olsztynie.
Z informacji, które dotarły do mediów, wynika, że feralnego dnia dziewczynka miała przebywać pod opieką koleżanki swojej mamy. W pewnym momencie najprawdopodobniej weszła do kojca, w którym przebywały zwierzęta i wypuściła sześć dogów niemieckich i pięć buldogów francuskich, które ją zaatakowały. Wskazywały na to rany charakterystyczne dla ugryzień przez psy.
7-latka śmiertelnie pogryziona przez psy. Kto zawinił?
- Dostaliśmy zgłoszenie, że na posesji pod Barczewem znaleziono zwłoki 7-latki. Policjanci, którzy przyjechali na miejsce ustalili, że w tym miejscu były dwie hodowle psów, których właścicielem jest jedna osoba. Wstępnie można powiedzieć, że dziewczynka dostała się do miejsca, gdzie były psy i została ugryziona tak, że zmarła - powiedział mł. asp. Jacek Wilczewski.
Czytaj więcej
W gminie Barczewo koło Olsztyna psy zagryzły 7-letnią dziewczynkę. Prokuratura Rejonowa Olsztyn-Północ wszczęła śledztwo w kierunku narażenia dziec...
Co sprawia, że najlepszy przyjaciel człowiek zmienia się w jego śmiertelnego wroga?
O komentarz poprosiliśmy ekspertów.
- Nie byłem przy tej konkretnej sytuacji, ale mogło być tak, że dziecko mogło wręcz urazić w jakiś sposób psa, nawet przytulając go. Jego to zabolało, zapiszczał, drugi się rzucił, bo chciał go bronić i powstało zamieszanie – mówi Tomasz Wójcik, prezes Stowarzyszenia Reksio na rzecz bezdomnych zwierząt i właściciel psów. – Na pewno dziecko w tym wieku powinno być pod opieką starszych i nie może samo podchodzić do zwierząt, nawet jeśli wydaje się komuś, że je zna. Przy dzieciach trzeba mieć oczy dookoła głowy, bo często dzieją się nieprzewidziane rzeczy – podkreśla Wójcik.
Czytaj więcej
Psy pozostawiane przez właścicieli przed sklepami lub punktami usługowymi to temat sporów toczonych na wielu internetowych forach dyskusyjnych. Czy...
– Miałem taki przypadek podczas zajęć dogoterapii, że jedno z dzieci ugryzło psa w język i trzymało, aż ten zaczął skamleć. Gdyby nie puściło, to też pewnie zostałoby pogryzione. Inna dziewczynka ugryzła psa w kark. Jeszcze ktoś inny szarpał szarpał zwierzę. W sumie w ciągu 15 lat pracy miałem siedem takich sytuacji, a ostatnio aż trzy przypadki agresji dziecka wobec psa w ciągu dwóch tygodni – mówi ekspert dogoterapii.
- Niewątpliwie wina leży po stronie dorosłych. Tych, którzy pozostawili dziecko bez opieki i tych, którzy nie zabezpieczyli odpowiednio pomieszczeń z psami - mówi w rozmowie z nami Tomasz Wójcik. – Dostępu do naszych psów bronią dwie bramki, jednej psy nie są w stanie sforsować, bo jest przesuwna, ale już dzieci sobie z tym bez problemu poradzą. Mieliśmy z żoną taki przypadek, że dzieci otworzyły obydwie bramki i wypuściły psy. Na szczęście mamy monitoring i natychmiast zareagowaliśmy. Posiadanie psów to niestety duży obowiązek i to właściciel bierze odpowiedzialność za swoje zwierzaki, za to, w jaki sposób zabezpieczył do nich dostęp i jak je wychowuje – podkreśla behawiorysta zwierząt i trener psów.
Pies atakuje, bo się boi
O roli dorosłych, w tym właścicieli zwierząt, mówi także Katarzyna Kuryłowicz, behawiorystka zwierząt.
- Nie wiem, jaka to była hodowla, a jak wiadomo, mamy hodowle psów rasowych i "hodowle", które są maszynkami do robienia pieniędzy. Jedno jest pewne: tam, gdzie psy są otoczone miłością, mieszkają w domu, a nie w kojcach – zwraca uwagę Katarzyna Kuryłowicz. – Kiedy mieszkają w domu, bardzo często mają do czynienia z dziećmi już od szczeniaka, wraz z nimi w pewnym sensie przechodzą proces socjalizacji. Natomiast psy trzymane w kojcach nie znają ludzi ani tym bardziej dzieci. Dzieci najczęściej w ogóle się do nich nie dopuszcza – dodaje prowadząca serwis "Na psie Kłopoty".
- Być może ta dziewczynka znała jednego psa, nie wiem, czy znała wszystkie, ale takie zbliżanie się na wprost do psa może być przez niego odebrane jako groźba, atak. W tym momencie jeden z psów mógł się przestraszyć, i w lęku rzucić się na nią. Jeżeli psy gryzą, to w 99 proc. przypadków ze strachu — tłumaczy w rozmowie z nami Katarzyna Kuryłowicz. – Kiedy rzucił się pierwszy, reszta zrobiła to trochę nieświadomie, nie w celu ugryzienia, zagryzienia, ale dlatego, że coś się zaczęło dziać w stadzie.
- Uważam, że na pewno nie była to wina psów – twierdzi behawiorystka zwierząt. - Nie wiem, nie widziałam warunków w tej hodowli, ale trzeba przypuszczać, że zwierzęta miały bardzo ograniczony kontakt z człowiekiem, były zestresowane chociażby zamknięciem w kojcach, brakiem spacerów, czyli bardzo ubogim środowiskiem. W zwierzętach żyjących w klatkach wytwarza się olbrzymi stres, podobnie jak w schroniskach, bo one między sobą też się nie kochają. Tak się nie zachowują psy, które są otaczane prawdziwą opieką, miłością – podkreśla Kuryłowicz.
Czytaj więcej
Psy pozostawiane przez właścicieli przed sklepami lub punktami usługowymi to temat sporów toczonych na wielu internetowych forach dyskusyjnych. Czy...
Gdzie są dorośli, gdy dochodzi do tragedii?
- Zresztą uważam, że większość przypadków gryzienia czy w ogóle jakiekolwiek problemy behawioralne psów są spowodowane przez człowieka – twierdzi Katarzyna Kuryłowicz, behawiorystka. – Psy, które mieszkają dziko, np. w Grecji, Rumunii czy na Cyprze, nie mają takich kłopotów, najwyżej po prostu unikają ludzi, ale te wszystkie problemy związane z agresją w stosunku do człowieka, to jest najczęściej jego wina – mówi behawiorystka.
- Szkoda, bardzo szkoda dziecka, ale też dzieci w tym wieku nie powinny same podchodzić do zwierząt i tutaj ewidentnie jest wina opiekunów, że nie dopilnowali – mówi Katarzyna Kuryłowicz. - Ciężko mi się wypowiadać, bo nie widziałam tej sytuacji, ale na pewno było to niedopatrzenie, jakiś brak odpowiedzialności ze strony zarówno właścicieli hodowli, jak i rodziców dziewczynki. Dziewczynka na pewno nie powinna sama wypuszczać psów i do nich podchodzić, ale też nie można wymagać od siedmioletniego dziecka, żeby przewidziało konsekwencje takiej sytuacji. Jeżeli już mówić o winie, to leży po stronie dorosłych – podsumowuje behawiorystka.