Silne wiatry, suche powietrze, przerwy w dostawie prądu, utrudniony dostęp do wody – od kilku dni z takimi wyzwaniami mierzą się mieszkańcy i służby Los Angeles. Pożary, które trawią tamtejsze rejony, rozprzestrzeniają się w zawrotnym tempie, wywołując masowe zniszczenia budynków i zmuszając setki tysięcy osób do ewakuacji z zagrożonych terenów. Palisades, Eaton, Hurst, Lidia, Kenneth to te rejony, w których strażacy nadal walczą z żywiołem. Kilka mniejszych pożarów, między innymi w okolicach Woodley, Olivas, Sunset, udało się opanować. Jak podaje agencja Reutera, dwa największe pożary obejmują obszar 13 750 hektarów. Co najmniej 10 000 budynków zostało doszczętnie zniszczonych, a liczba ofiar śmiertelnych wzrosła do 10. – Te tereny wyglądają jak po wybuchu bomby atomowej. Nie spodziewamy się poprawy sytuacji w najbliższym czasie. Z wielkim niepokojem przyglądamy się rozwojowi sytuacji – powiedział szeryf hrabstwa Los Angeles, Robert Luna.