Słowa profesora Bralczyka wywołały falowanie w sieci, jakby dokonywała się rzeź psów. Spróbujmy zatrzymać się na tym, skąd fala wyszła, co mówi ona o nas i jak to się ma do postulowanego przez oburzonych świata. Profesor Bralczyk powiedział w telewizji w odpowiedzi na jedno z pytań, co jemu nie pasuje osobiście. Chodzi o zamazywanie rozróżnienia na słowa zarezerwowane dla ludzi i dla reszty tzw. stworzenia. A wiec adoptować można dziecko, a ponieważ pies nie jest dzieckiem, psa się generalnie nie adoptuje. Człowiek ma twarz, pies ma pyszczek. A zatem człowiek umiera, a pies zdycha. Tak to funkcjonuje w języku. Tak też osobiście Profesorowi Bralczykowi pasuje. I tu aż się prosi o zastosowanie formuły inkluzywnej, że można używać takich czasowników, jak i zaimków, jakie komu pasują. A więc ministra i pani minister (ja wolę ministerkę, jak monterkę czy krupierka), umiera czy zdycha.