Reklama

Nauka języka tylko z papierowym słownikiem. Dlaczego warto z niego korzystać w dobie AI?

Czy słowniki w tradycyjnej, drukowanej formie, wymagające kartkowania stron w celu odnalezienia danego hasła, nadal bywają w użyciu? Kto po nie sięga i z jakich źródeł warto korzystać, próbując rozwikłać zagadki etymologiczne słów czy zgłębić ich znaczenie?

Publikacja: 20.01.2026 10:17

Sabina Bursy: Przyczyną „wymierania” tradycyjnych słowników jest zdecydowanie rozwój cywilizacji.

Sabina Bursy: Przyczyną „wymierania” tradycyjnych słowników jest zdecydowanie rozwój cywilizacji.

Foto: Adobe Stock

Ambitna bohaterka serialu „Gilmore Girls”, od najmłodszych lat snująca plany rozpoczęcia studiów dziennikarskich na Harvardzie, zapytana o wymarzony prezent bez zawahania wymienia mało poręczną wersję słownika „Compact Oxford English Dictionary”. – Zawiera każde słowo powstałe w historii języka angielskiego, a do tego informacje o jego pochodzeniu i pierwotnym znaczeniu – argumentowała zaskoczonemu ojcu w trakcie wizyty w księgarni. Gdy sprzedawca podał cenę ważącego niemal 8 kilogramów dzieła zapakowanego w ozdobne pudło, serialowy tata nastoletniej Rory Gilmore dopytał, czy nie wolałaby na pamiątkę pierwszej od dawna wizyty otrzymać od niego… samochodu. Mimo początkowych trudności w sfinalizowaniu zakupu, ostatecznie udaje się wręczyć zdolnej uczennicy wymarzony prezent, który towarzyszy jej na dalszych etapach starań o upragnione studia.

Nakręcony przed 25 laty odcinek serialu trafnie ujmuje aspiracje osób pragnących poszerzać swoją wiedzę w zakresie znajomości słownictwa, etymologii poszczególnych wyrazów, poprawnych związków frazeologicznych czy powszechnie używanych kolokacji. Jak podaje magazyn „The New Yorker”, w połowie lat 80. cieszący się podobną renomą słownik, „Merriam-Webster’s Collegiate Dictionary”, znajdował się na liście bestsellerów „Times” przez 155 tygodni z rzędu, co można było porównać jedynie do popularności „Biblii”. Dostępność źródeł internetowych, słowników dołączanych do wersji drukowanych w formie płyt CD czy wreszcie sztucznej inteligencji sprawia, że każdą wątpliwość związaną ze znaczeniem, poprawnym zapisem, użyciem czy odmianą danego słowa można sprawdzić, nie odrywając dłoni od klawiatury. Ogromnych rozmiarów słowniki, które wymagają cierpliwego wyszukiwania haseł na odpowiedniej stronie, stają się tym samym reliktem przeszłości, wypełniając wprawdzie domowe biblioteki, coraz rzadziej jednak będąc źródłem językowej wiedzy dla swoich właścicieli. W jakich okolicznościach warto jednak po nie sięgnąć i czy ich wirtualne odpowiedniki mają porównywalną wartość merytoryczną? Zagadnienia te omawiamy z dr Karoliną Rudnicką, językoznawczynią z Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Gdańskiego oraz Sabiną Bursy, wykładowczynią na Uniwersytecie WSB Merito we Wrocławiu, tłumaczką przysięgłą, lektorką, lingwistką.

Słowniki papierowe przesunęły się w niszę specjalistyczną

Sięganie po dostępny w wydrukowanej wersji słownik przestaje być wprawdzie pierwszym wyborem dla osób mających wątpliwości co do znaczenia danego słowa, jednak warto mieć przy tym na uwadze nieobecną przed laty możliwość korzystania z niezliczonych alternatywnych źródeł wiedzy o języku. Przy gwałtownym wzroście liczby osób uczących się lub pragnących zrozumieć choćby pojedyncze zwroty w obcym języku, takie rozwiązanie ma swoje uzasadnienie. – Na pewno styl korzystania ze słowników zmienił się w ciągu kilku ostatnich dekad, a zmiany te gwałtownie przyspieszają. W efekcie to prawda, że widzimy wyraźny trend wychodzenia słowników papierowych z użycia. Tym niemniej warto zwrócić uwagę na pewną dodatkową kwestię. W ostatnich dekadach liczba osób uczących się i używających języków obcych wzrosła lawinowo. W związku z tym zasoby językowe się niejako „zdemokratyzowały”, przybierając formę ogólnodostępną zarówno dla użytkowników okazjonalnych chcących po prostu coś szybko sprawdzić w rozmowie, zrozumieć treść popularnego memu w innym języku lub post w mediach społecznościowych, a także dla tych zajmujących się językiem profesjonalnie, np. tłumaczy. Na „odchodzenie słowników papierowych do lamusa” można więc spojrzeć przez pryzmat wzrostu liczebności osób mających styczność z językiem i potrzebę korzystania z szybko i łatwo dostępnych źródeł pomocnych w nauce lub rozumieniu języka, w następstwie czego słowniki papierowe, ustępując miejsca w centrum, przesunęły się w niszę specjalistyczną – zauważa dr Karolina Rudnicka.

Taka też bywa tematyka słowników wypełniających domową bibliotekę niejednego tłumacza, lektora czy nauczyciela akademickiego. Zawierające specjalistyczną terminologię, zwykle poświęcone są konkretnej dziedzinie, jak choćby medycyna, technika czy prawo, a także odrębnym zagadnieniom, jak kolokacje, synonimy czy idiomy w danym języku. – Według badań naukowych, w tym cenionego przeze mnie prof. dr hab. Roberta Lwa z UAM, wprowadzenie formatów cyfrowych było zmianą paradygmatu w leksykografii, a najnowsze wyniki wskazują na to, że sztuczna inteligencja może spowodować porównywalną lub jeszcze większą zmianę. Jeśli chodzi o przyziemne powody wzrostu popularności narzędzi elektronicznych wśród np. studentów lingwistyki stosowanej lub anglistyki, źródła internetowe są zwyczajnie szybsze i wygodniejsze w użyciu. Telefon jest lekki, jeśli porównamy go do nawet skromnych rozmiarów słownika. Możemy wszystko to robić w jednej pozycji: nie trzeba wstawać i brać słownika z półki lub iść do biblioteki. Na telefonie oraz innych urządzeniach mobilnych mamy dostęp do wielu słowników naraz, zarówno jedno- i dwujęzycznych. Warto dodać, że studenci w przeważającej liczbie czują się bardzo kompetentni, jeśli chodzi o korzystanie z narzędzi internetowych. Jednocześnie skorzystanie z telefonu w celu użycia słownika internetowego lub sprawdzenia słówka w przeglądarce internetowej lub asystencie AI, może też dla części z nich stanowić okazję do odwiedzenia innych aplikacji lub mediów społecznościowych – wyjaśnia językoznawczyni.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Rezygnacja z pisania ręcznego szkodzi kondycji układu nerwowego. Oto, co się z nim dzieje

Słowniki papierowe nadal cenione w kontekstach akademickich

Wśród istotnych czynników wpływających na zmianę sposobu korzystania z zasobów słowników trudno nie wymienić dostępu do bezpłatnych źródeł internetowych, które, w przeciwieństwie do sporych rozmiarów publikacji w twardej oprawie, nie stanowią wyzwania logistycznego i nie grożą kontuzją podczas prób przemieszczania się. – Przyczyną „wymierania” tradycyjnych słowników jest zdecydowanie rozwój cywilizacji. Mamy powszechny dostęp do bezpłatnego Internetu i bezpłatnych słowników online. Nie trzeba nosić ze sobą książek, wszystko mamy np. w telefonie. Istotna jest także szybkość wyszukiwania oraz aktualność treści, a słowniki elektroniczne są regularnie aktualizowane. Słowników papierowych nie możemy zintegrować z innymi programami, narzędziami, z którymi na co dzień pracujemy. Ważnym czynnikiem przemawiającym za wersją internetową słownika są funkcje dodatkowe takie jak: wymowa, zmiana rejestrów językowych, uwzględnienie kontekstu itd. Warto dodać, że słowniki papierowe nadal są cenione w kontekstach akademickich, leksykograficznych i przez profesjonalistów za wiarygodność, selektywność i jakość opracowania. Nie rekompensuje to jednak ich ograniczeń funkcjonalnych w codziennym i zawodowym użyciu – zauważa Sabina Bursy.

Dostępne w tradycyjnej formie słowniki bywają niezbędne w sytuacjach, gdy te wirtualne zawodzą. – Są to czasami proste przyczyny takie jak brak prądu czy Internetu, które wbrew pozorom często się zdarzają. Sama się wielokrotnie o tym przekonałam i wtedy szukałam słownika papierowego, który może i zakurzony, ale jednak na półce jest. Zdarzyło mi się pożyczać komuś słownik papierowy…, ale najpierw musiałam dać instrukcję obsługi użytkownikom. Mamy dziś społeczeństwo, w którym dla niektórych osób to taki rocket science połączony z oldschool. Opasłe tomy robią wrażenie np. na studentach filologii. Dla młodych ludzi to coś, co jest inne, stanowi jakiś problem, a jednocześnie jest zagadkowe i tym samym przyciąga ich uwagę. W trakcie szukania słowa w takim słowniku mózg myśli inaczej, musi się wysilić, poszukać, przemyśleć – tyle czynności połączyć niczym multitasking. Nazwałabym to wręcz gimnastyką dla mózgu i to bez presji czasu. Jednocześnie muszę się przyznać, iż sama korzystałam głównie z narzędzi online, ale zawsze mam na półce słowniki papierowe „na wszelki wypadek”, zwłaszcza te specjalistyczne. Wygrywa tutaj czas, którego zawsze mało, ale w razie potrzeby potrafię korzystać z wydań papierowych, co jest przydatną, praktyczną umiejętnością. W skrócie, słownik papierowy to staranna redakcja haseł i sprzyjanie koncentracji. Słownik online to oszczędność czasu i spora liczba dodatkowych funkcji. Papier jest i będzie, a Internet… no cóż, mały blackout i jest problem – zaznacza Sabina Bursy.

Czytaj więcej

Słowo roku według Oxford University Press ma trafny polski odpowiednik

Istotne ograniczenia papierowych wersji słowników

Wymarzony przez serialową bohaterkę, pokaźnych rozmiarów słownik zachwycił ją między innymi za sprawą dostępności najbardziej nowoczesnych jak na ówczesne czasy sformułowań, które zostały opatrzone naukowym komentarzem. Szeroki kontekst użycia danego słowa, liczne przykłady zastosowania czy synonimy stanowiły w przypadku takich publikacji wartościowe źródło wiedzy wykraczające poza pierwotnie poszukiwane hasło. Narzędzia online, przy różnorodności oferowanych treści, nie zawsze zawierają tak dogłębne informacje na temat pożądanych terminów, co może w dłuższej perspektywie skutkować zubożaniem zasobu słownictwa i wiedzy w danej kwestii. Warto mieć jednak na uwadze istotne ograniczenia, z jakimi przed laty autorzy słowników musieli mierzyć się, usiłując zmieścić obszerne komentarze na ograniczonej przestrzeni pojedynczych szpalt. To blokady, których nowoczesne źródła nie muszą mieć na względzie, udostępniając treści swoim użytkownikom. – Na początku należałoby oddzielić od siebie i osobno rozpatrywać wersje cyfrowe najbardziej znanych i renomowanych słowników, takich jak „Cambridge English Dictionary” oraz wszystkie inne, mniejsze, słowniki oraz wyszukiwarki słów (w tym narzędzia wsparte AI). Porównując z tymi pierwszymi, warto zauważyć, że papierowe wersje słowników także podlegają ograniczeniom. Z uwagi na limity stron, wpisy w nich musiały być często wielokrotnie skracane. Jeden z moich bliskich współpracowników, profesor Aleš Klégr wspomina, że pracując w Czechosłowackiej Akademii Nauk musiał np. zawrzeć encyklopedyczną definicję literatury irlandzkiej w 15-wierszowym wpisie. Jak mówi, nie było to zadanie dla osób o słabych nerwach, ale nauczyło go, że każde słowo ma znaczenie i uświadomiło mu, jak „wtórna” bywa część tego, co mówimy i piszemy. Patrząc z tej perspektywy, internetowe słowniki premium, nie mając fizycznego ograniczenia miejsca, mogą więc być bardziej wyczerpującym źródłem wiedzy o danym słowie – zauważa dr Karolina Rudnicka.

Nawet tak monumentalne dzieła, jak wspomniany słownik podarowany bohaterce serialu „Gilmore Girls”, dostępne online, nadal oferują bogactwo informacji wcześniej podawanych w wersji papierowej. Dodatkową zaletą korzystania z zasobów przedstawionych w tej formie jest brak konieczności wytężania wzroku przy próbie odczytu słów nadrukowanych małą czcionką. – Przykładem niesamowitego słownika w wersji elektronicznej jest słownik historyczny Oxford English Dictionary Online (OED Online), który jest prawdziwą skarbnicą wiedzy na temat etymologii słów, zwrotów, ich pierwszych atestacji (potwierdzonych wystąpień w języku) lub ostatnich atestacji (w przypadku słów lub zwrotów, które opuściły już język lub niektóre konteksty). Nie ma tu więc mowy o zubożeniu językowym, potrzeba jednak pewnej wiedzy i praktyki, aby czerpać korzyści z tego słownika online. Niestety też źródło to jest dostępne jedynie w ramach płatnej subskrypcji. Natomiast prostsze, szybsze i często darmowe narzędzia elektroniczne bazujące na technologii AI faktycznie mogą zubożać język. Podobnie jak narzędzia mające w założeniu funkcjonować jako asystenci pisania. Jak pokazują moje badania, narzędzia tego typu mogą prowadzić do usuwania z tekstu nie tylko niektórych bardziej wyszukanych słów oraz zastępowania ich częstszymi i pospolitszymi, lecz także całych zwrotów i konstrukcji, co choćby pokazałam na przykładzie angielskiej konstrukcji celowej „in order to”, którą zarówno jeden z opartych na AI asystentów pisania, jak i ChatGPT prawie całkowicie wyeliminowały z próbek tekstów – tłumaczy językoznawczyni.

Czytaj więcej

Oto, co się dzieje w mózgu, gdy pisze się pamiętnik. Każdy powinien to wiedzieć
Reklama
Reklama

Korzystanie ze słowników papierowych służy koncentracji i lepszemu zapamiętywaniu słów

Istnieją okoliczności, w których, mimo dostępności źródeł online, warto jednak sięgnąć po stojące na półkach słowniki w papierowej formie. Okazuje się to wartościową czynnością w procesie poznawania nowych słów i próbie utrwalenia ich w pamięci dzięki czynnościom nieco bardziej złożonym niż wpisanie ich w okno wyszukiwarki. – Na pewno warto korzystać z papierowych słowników, gdy zależy nam na zapamiętaniu słów na dłużej, w przypadku doskonalenia języka obcego. Badania naukowe pokazują, że wysiłek zainwestowany w skorzystanie ze słownika w wersji papierowej, przekartkowanie go, wyszukanie słowa wśród wielu innych słów zaczynających się na te same litery (co zmusza do powtórzenia w głowie kilkukrotnie słowa, którego szukamy i przekłada się na utrwalenie go już na tym etapie), prowadzi do zapisania się słowa w pamięci na dłużej. Także podczas głębszej, bardziej intensywnej pracy z tekstem, gdy mamy na celu pełną koncentrację i unikamy rozpraszaczy typowych dla urządzeń elektronicznych (np. przychodzący nagle email, wiadomości i powiadomienia z mediów społecznościowych), korzystanie ze słownika papierowego może mieć swoje plusy. Podobną sytuacją jest praca nad czymś bardziej skomplikowanym, np. szykujemy się na wystąpienie i naprawdę chcemy być pewni słów i ich znaczeń. Co ciekawe, słowniki papierowe mogą nam także zaproponować słownictwo, które obecnie stało się już nieco rzadsze i narzędzia oparte na AI go nie użyją. Jeśli więc w cenie jest dla nas oryginalność, oddanie sensu niuansu lub bardzo specyficznego znaczenia, takie słowniki mogą się przydać. Warto też pamiętać, że słowniki papierowe lub równoważne im dopracowane wersje słowników online są niewątpliwie przydatne, gdy chcemy zweryfikować definicje bądź przykłady zaproponowane nam przez prostsze narzędzia online oparte na AI. Wtedy wszystko sprowadzi się do tego, co akurat będzie „pod ręką”: subskrypcja renomowanego słownika online, czy też tom papierowy w pokoju obok – konstatuje dr Rudnicka.

Perspektywa zakupu lub odkurzenia wielotomowych słowników wymagających zapoznawania się z ich treścią po uprzednim wyszukaniu słów na odpowiednich stronach, nie każdemu wydaje się zachęcająca. Możliwość natknięcia się przy tym na kolejne terminy uchwycone i zapamiętane niejako przy okazji, może jednak przemówić do osób, które z ulgą oderwą dłonie od klawiatury i wzrok od przepełnionych treściami ekranów. Zanurzenie się w taką lekturę ma szansę stać się doświadczeniem przekierowującym poszukującego na zupełnie nowe obszary badawcze.

Informacje o rozmówczyni

Dr Karolina Rudnicka

Językoznawczyni z Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Gdańskiego. Stopień doktora uzyskała w 2018 r. na Uniwersytecie we Fryburgu. Autorka publikacji m.in. w „Scientific American” w wydawnictwie Routledge.

Sabina Bursy

Wykładowczyni na Uniwersytecie WSB Merito we Wrocławiu, tłumaczka przysięgła, lektorka, lingwistka.

Styl życia
2016 challenge zawładnął internautami. Ekspert: Widać w nim coś więcej niż „głupi trend”
Styl życia
Kobiety kontra X i Grok. Powstał list otwarty do technologicznych gigantów
Styl życia
„Offline talks". Oryginalna inicjatywa budująca społeczność bije rekordy popularności
Styl życia
Nowa lalka Barbie w spektrum autyzmu wywołała burzę w polskim Internecie
Styl życia
Badanie pokazało, jak Polacy przygotowują się na niespodziewane trudności. „Magiczny racjonalizm”
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama