Opętany dzikim tańcem tytułowy „Wodzirej”; wnikliwy obserwator PRL-owskiej rzeczywistości w „Amatorze”; sprytny i zbuntowany Maks Paradys w „Seksmisji”, wybudzony z hibernacji w 2044 roku, by skonstatować, że wraz z towarzyszącym mu ochotnikiem Albertem odegranym przez Olgierda Łukaszewicza pozostają ostatnimi mężczyznami na Ziemi; niestrudzony Zygmunt Sawicki, prowadzący na smyczy wielbłąda ku wyraźnej odrazie rozmodlonych mieszkańców wsi w filmie „Duże zwierzę”; autor niezapomnianych kwestii w obu częściach „Kilera”, w których jako komisarz Jerzy Ryba konsekwentnie ściga tytułowego bohatera, od niechcenia cedząc niezapomniane: „Moja żona miała na drugie Pomyłka”, „Do końca życia będziesz oglądał świat w kratkę”, czy „Co ty myślisz cwaniaczku, że z piątego przykazania możesz sobie zrobić spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością?” – Jerzy Stuhr, aktor teatralny i filmowy, reżyser, scenarzysta, absolwent polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz aktorstwa w krakowskiej PWST, w ostatnich latach doświadczał licznych problemów zdrowotnych. Pokonując kolejne choroby, pozostawał aktywny zawodowo, w ubiegłym roku występując w filmie „Lepsze jutro” wyreżyserowanym przez Nanniego Morettiego. W każdej roli wyrazisty, niepowtarzalny, niezapomniany. Zmarłego 9 lipca, 77-letniego mistrza kina wspomina Grażyna Torbicka.