Leslie Knope, ambitna urzędniczka Działu Parków i Rekreacji w niewielkim amerykańskim miasteczku, nie przyjmuje do wiadomości, że którykolwiek z realizowanych przez nią projektów miałby pójść nie po jej myśli. Nieustannie uśmiechnięta, motywuje do działania pozostałych członków zespołu, znudzonych swoją pracą, zniechęconych wcześniejszymi niepowodzeniami, niedbałych i skupionych na wszystkim poza obowiązkami służbowymi. Fikcyjna postać odegrana przez Amy Poehler w serialu „Parks and Recreation” każdorazowo osiąga wprawdzie swój cel, natomiast jej nadmierny optymizm, nie zawsze adekwatny do okoliczności, często wywołuje efekt odwrotny do zamierzonego: znudzeni pracownicy albo ją ignorują, albo z niej kpią. O pułapkach nadmiernej wiary w sukces, nazywanej też toxic positivity, opowiada dr Katarzyna Kulig-Moskwa, doktor nauk ekonomicznych o specjalizacji zarządzanie, ekspert w zakresie zarządzania zasobami ludzkimi i społecznej odpowiedzialności biznesu.
Frustracja i poczucie niezrozumienia
Wprawdzie optymizm i wiara w sukces to cechy pożądane u managerów mających do zrealizowania konkretne cele biznesowe i wyznaczających zadania osobom w zespole, jednak przeświadczenie o sukcesie nawet w niesprzyjających okolicznościach może prowadzić do pułapki nierealistycznych oczekiwań i zamiast zmotywować – zniechęcić pracowników do działania. – Kierowanie zespołem jest kompetencją złożoną, która wymaga wielu umiejętności, w tym motywowania i skutecznej komunikacji – zauważa dr Kulig-Moskwa. – Sformułowania takie jak „damy radę” i „jesteście najlepsi” niewątpliwie mogą być potrzebne i wartościowe, jednak nie zawsze będą motywujące. W pewnych okolicznościach mogą nawet zadziałać demotywująco. Funkcjonowanie zespołu, podobnie jak życie, obejmuje różne momenty: fazy wzrostu i spadku, zarówno w realizacji celów, jak i w morale grupy. Kiedy zespół lub jego poszczególni członkowie napotykają na trudności i otwarcie komunikują o problemach, a liderzy odpowiadają jedynie entuzjastycznymi sloganami w stylu „dacie radę” i „jesteśmy najlepsi”, może to przynieść odwrotny skutek – dodaje.
Jak podkreśla dr Kulig-Moskwa, taka postawa, zamiast pomóc, potęguje frustrację i poczucie niezrozumienia. – Ludzie chcą być wysłuchani i potrzebują rozmowy o swoich problemach, a nie jedynie pustych frazesów. Takie podejście może być postrzegane jako forma manipulacji, „zamiatanie problemów pod dywan” lub brak kompetencji liderskich do mierzenia się z rzeczywistymi wyzwaniami – zauważa.
Czytaj więcej
Dynamika obecnych czasów, oczekiwania nieustannej dyspozycyjności i opracowywania projektów na cz...
Syndrom grupowego myślenia
Choć wiara w siłę i sprawczość zespołu, wsparta motywującymi słowami może odnosić pożądane skutki i pomagać w finalizowaniu projektów mimo trudności, to jednak nieustanne utwierdzanie zespołu w przekonaniu, że pokonają każdą przeszkodę może wiązać się z paniczną obawą porażki, a nawet ukrywaniem realnych problemów. – Nadmierny optymizm może prowadzić do ignorowania zagrożeń i słabych stron, co ma negatywne konsekwencje. Przyjmijmy, że lider lub liderka, którzy zawsze reagują stwierdzeniami typu „jesteśmy najlepsi” i „nic nas nie złamie”, wysyłają sygnał, że „złe wiadomości nie są mile widziane”. Skutki tego mogą być destrukcyjne. Toksyczna pozytywność uczy zespół, że w organizacji nie rozmawia się o problemach, ponieważ wszystko zawsze musi być „ok”. W rezultacie ludzie przestają zgłaszać problemy, a liderzy tracą wgląd w rzeczywisty stan zespołu i sytuację w organizacji, co uniemożliwia skuteczne zarządzanie – wyjaśnia dr Kulig-Moskwa.